Reklama

Reklama

Jochen Schoeps: Mogę być nawet rozgrywającym

Nowy siatkarz Asseco Resovii Rzeszów Jochen Schoeps zaprezentował się w pierwszych występach kibicom nie tylko jako atakujący, ale i przyjmujący. Jak zapewnił niespełna 29-letni Niemiec, w razie potrzeby może zagrać również na rozegraniu.

Nieczęsto zdarza się, że zawodnik gra pół meczu na jednej pozycji, a w pozostałej części na drugiej, tak jak pan podczas III Międzynarodowego Turnieju im. Jana Strzelczyka.

Reklama

Jochen Schoeps: W sobotę najpierw występowałem na ataku, później przesunąłem się na przyjęcie, a następnie ponownie grałem na mojej nominalnej pozycji. Gra na poszczególnych pozycjach wymaga automatycznego myślenia i wiąże się z innym sposobem poruszania się, stąd częste rotacje nie są łatwe dla zawodników. Jest to jednak ciekawe doświadczenie i jeśli pomagam w ten sposób drużynie, to nie mam nic przeciwko.

Spodziewa się pan, że w rozpoczynającym się 6 października sezonie ligowym będzie miał okazję do odbierania zagrywek rywali?

- Zobaczymy, co postanowi trener. Jeśli uzna, że powinienem ponownie spróbować w tym swych sił, to postaram się zrobić to jak najlepiej, choć zdaję sobie sprawę, że przede mną jeszcze mnóstwo pracy. Taktyka zastosowana w trakcie memoriału związana była przede wszystkim z urazami naszych dwóch przyjmujących.

To były pana pierwsze próby w tej roli?

- Byłem już testowany w ten sposób ostatnio w drużynie narodowej, ponieważ kilku graczy na tej pozycji zapowiedziało rychłe zakończenie reprezentacyjnej kariery. Nasz szkoleniowiec postanowił więc sprawdzić, jak sobie poradzę, choć nigdy wcześniej nie grałem na przyjęciu, ani nawet nie trenowałem tego elementu. Po raz pierwszy byłem odpowiedzialny za odbiór serwisu w meczu z Iranem podczas Memoriału Huberta Jerzego Wagnera w Zielonej Górze. Byłem też przygotowywany, aby powtórzyć to przy okazji turnieju kwalifikacyjnego do przyszłorocznych mistrzostw Europy, ale ostatecznie do tego nie doszło.

Na jakiej innej pozycji widziałby pan siebie, gdyby zaszła konieczność zastąpienia któregoś z kolegów?

- Myślę, że jeśli byłaby taka potrzeba, to mógłbym zagrać na rozegraniu. Znacznie więcej problemów miałbym występując jako środkowy, bowiem najpierw trzeba czekać, a następnie bardzo szybko przemieścić się z blokiem, co nie jest moją najmocniejszą stroną.

W Rzeszowie pojawił się pan niewiele ponad tydzień temu. To niewiele czasu na zorientowanie się w nowym miejscu zamieszkania, zwłaszcza że w tym czasie Asseco Resovia rozegrała już cztery spotkania.

- Na razie znam lokalizację kilku najważniejszych punktów, czyli mojego mieszkania, siłowni, hali i supermarketu. Po wspomnianych trasach jeżdżę już w miarę pewnie, a jeśli się zgubię, to ratuję się systemem GPS.

Ostatnie pięć lat spędził pan w Iskrze Odincowo. Jak wypada Rzeszów w porównaniu z tamtym miastem?

- Właściwie są one podobnej wielkości, tyle że Odincowo jest położone blisko Moskwy i zawsze postrzegałem je jako jej część. Wolę średniej wielkości miasta niż ogromne aglomeracje z milionem mieszkańców, bowiem w tych pierwszych łatwiej o kontakt z ludźmi.

Dała się panu we znaki rosyjska pogoda?

- W zimie wychodząc z domu, aby nie zamarznąć, trzeba założyć dodatkowe trzy warstwy ubrań, które w samochodzie się ściąga, a po dojechaniu na miejsce zakłada ponownie. Gdy zaś potem wchodzimy np. do restauracji, to ponownie pozbywamy się ciepłej odzieży i tak w kółko. Na dłuższą metę nie jest to zbyt wygodne. Śnieg spada koło listopada i nieraz leży aż do kwietnia. Na początku, gdy wszędzie dookoła są ogromne zaspy śnieżne, wygląda to pięknie, ale po dwóch miesiącach ma się naprawdę dość.

Z nowych kolegów klubowych w jednym zespole spotkał się pan wcześniej jedynie z Lukasem Tichackiem.

- Tak, choć wielu innych znałem wcześniej dzięki temu, że graliśmy nieraz przeciwko sobie. W rzeczywistości z Lukasem nie mieliśmy okazji występować razem zbyt wiele we Friedrichshafen, ponieważ był on wtedy drugim rozgrywającym, a nasz trener uważał, że podstawowy atakujący powinien, na ile to możliwe, grać wyłącznie z rozgrywającym z pierwszego składu. Po naszych pierwszych wspólnych meczach w Rzeszowie jestem bardzo zadowolony, zwłaszcza z szybkich piłek, które mi posyła.

Irytują pana ciągłe pytania o to, czy jest w stanie zastąpić Gyorgya Grozera?

- W poprzednim sezonie był on czołową postacią w zespole, który zdobył mistrzostwo. Jego mocne ataki przynosiły mnóstwo punktów, a on sam był bardzo ekspresyjny, więc nic dziwnego, że cieszył się ogromną sympatią. Ja gram zupełnie inaczej, ale postaram się być równie efektywny. Razem z "Zibim" Bartmanem będziemy chcieli zapełnić lukę po Grozerze, który o Rzeszowie wypowiada się w samych superlatywach. Za każdym razem, gdy go o coś pytałem przed swoim przyjazdem, na jego twarzy pojawiał się uśmiech, a on rozpoczynał wspominanie najlepszych momentów ze swojego pobytu.

Dowiedz się więcej na temat: Asseco Resovia Rzeszów | Jochen Schoeps

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje