Jastrzębski Węgiel broni się przed upadłością. W tle sprzedaż miejsca i rozmowy z Małyszem
- Wiedzieliśmy przed tym sezonem, że musimy redukować wydatki, że budżet może być mniejszy, ale nie było informacji, że współpraca z Jastrzębską Spółką Węglową zostanie całkowicie przerwana i to jest cała prawda - mówi prezes Jastrzębskiego Węgla Adam Gorol w rozmowie z Interią odsłaniając przy okazji kulisy negocjacji dotyczących sprzedaży miejsca w nazwie i łączeniu sił z Barkom Każanami Lwów. Jest ciekawiej, niż się wszystkim wydawało.

Dariusz Ostafiński, Interia: Chyba wszystko jasne. Wiceprezes klubu Barkom Każany Lwów udzielił nam wywiadu, z którego jasno wynika, że Jastrzębskiego Węgla nie będzie. Ukraińcy wezmą trenera, będą grać w Jastrzębiu, ale to tyle.
Adam Gorol, prezes Jastrzębskiego Węgla: To nie tak wygląda. Przede wszystkim rozmawiamy z prezesem Barkom Każany Olegiem Baranem, żeby połączyć siły, żeby zagospodarować część ludzi z Jastrzębia. Jak chodzi o nazwę klubu, to też rozmawiamy o jej zmianie, żeby człon Jastrzębia się tam pojawił. Także to są tematy otwarte, a rozmowy są w toku.
To czegoś nie rozumiemy, bo wiceprezes Dariusz Biernat mówił, że fuzji nie będzie.
- Bo nie będzie.
Prezes Jastrzębskiego Węgla odsłania kulisy rozmów z biznesmenem z Ukrainy
Pan jednak mówi o łączeniu sił, o Jastrzębiu w nazwie. To brzmi, jak fuzja.
- Nazwałbym to taką mniej formalną fuzją. Powiedzmy, że to będzie ścisła współpraca.
Wiceprezes przekonywał nas w wywiadzie, jakiego nam udzielił, że będą Barkom Każany Lwów, nic innego.
- A ja po rozmowach z prezesem Baranem powiem, że temat nazwy jest otwarty, że nie ma decyzji i w zasadzie jest pewne, że ta nazwa zostanie zmodyfikowana i będzie w niej Jastrzębie.
Zawodników, którzy grali w tym roku w Jastrzębiu jednak nie będzie, choć Barkom Każany próbowały negocjować kontrakty na kolejny sezon.
- To fakt. W tej sytuacji, w jakiej znalazł się klub zawodnicy dostali ode mnie przyzwolenie na szukanie nowych klubów. Uznaliśmy, że nie będziemy blokować rozwoju ich kariery przez nasze problemy. Byłoby to nie w porządku. My robiliśmy swoje, szukaliśmy sposobu na zachowanie siatkówki w Jastrzębiu, ale zawodnicy znaleźli w międzyczasie rozwiązanie dla swoich problemów i nie doszło do porozumienia z Barkomem Każany. Nie widzę w tym jednak niczego strasznego.
O tym nie było mowy. Jastrzębska Spółka wycofała się nagle
A nie dało się zrobić czegoś więcej? Przecież już dawno mówiło się, że Jastrzębska Spółka Węglowa ma kłopoty i może zaprzestać sponsorować klub.
- Wiedzieliśmy, że są trudności, ale nie było mowy o całkowitym wycofaniu się spółki. Dopiero w tym roku pojawił się ten temat, więc jak pan widzi, nie było tego czasu za dużo.
Jednak już przed startem sezonu 2025/26 musieliście coś przeczuwać. W końcu napakowany gwiazdami skład został znacznie odchudzony.
- Wiedzieliśmy przed tym sezonem, że musimy redukować wydatki, że budżet może być mniejszy, ale nie było informacji, że współpraca z JSW zostanie całkowicie przerwana i to jest cała prawda. Natomiast my nie mamy pretensji do JSW. Trzeba im tylko dziękować za te wszystkie lata.
Nie zmienia to faktu, że z dnia na dzień klub został bez środków do życia.
- Dlatego trzeba ratować, co się da. Mamy naszą Akademię Talentów, która nadal będzie funkcjonowała, a jej przedstawiciele znajdą swoje miejsce w nowym projekcie z Barkomem. Będzie umowa między Barkomem i Akademią na szkolenie, na to, by wspierać młodzież w rozwoju.
Prezes Jastrzębskiego Węgla mówi wprost. Tego chce uniknąć
Kibice w Jastrzębiu woleliby pewnie jednak mieć nadal swój klub, a nie środek zastępczy.
- Mamy tego świadomość, ale w tej sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy, trzeba było wdrożyć plan minimum. Dla tego regionu najważniejsze jest, by KS Jastrzębski Węgiel nie ogłosił upadłości, a dla sportu ważne było, żeby siatka w ogóle przetrwała. Nie zbudowałem pomysłu na coś więcej, bo nie było za wiele czasu, dlatego uznałem, że rozwiązanie z Barkom Każany, to najlepsze wyjście na ten moment. Zostanie PlusLiga, będą nasi młodzi zawodnicy w składzie, będzie Jastrzębie w nazwie, więc nie jest chyba aż tak źle. W tym miejscu podkreślam, że podstawowy budżet nowego projektu pochodzić będzie z prywatnych środków Barkom Każany i to musimy doceniać.
Pamiętam, jak ZAKSA cierpiała po wyjściu Grupy Azoty, ale tam przyszedł z pomocą Orlen.
- Nasza sytuacja była jednak z różnych powodów trudniejsza. Nie porównywałbym Jastrzębskiego Węgla do ZAKSY.
Jastrzębie sprzedaje miejsce w PlusLidze
Słyszałem, że sprzedajecie miejsce Jastrzębia w PlusLidze.
- Jest taka opcja, ale na razie to są tylko rozmowy. Są oczywiście chętni, nam to rozwiązanie pomogłoby zniwelować zaległości z ostatniego sezonu.
W lutym byliście ponoć na zero.
- Tak, ale duża ich część miała być płacona w drugiej części sezonu. Dlatego sprzedaż miejsca bardzo by nam pomogła.
Rozumiem jednak, że problemów z całym długiem to nie rozwiąże?
- Pewnie zostaniemy z jakimiś zobowiązaniami, które trzeba będzie rozterminować i spłacić. Nie chcemy upadłości. Będziemy chcieli dogadać się z wierzycielami i wszystko zapłacić.
Kaczmarek próbował pomóc, rozmowy z Małyszem
A jest jakiś plan na powrót Jastrzębia do ligi? Za dwa, trzy lata?
- Jest taki plan, żeby ten klub wrócił, a nasza akademia ma być trampoliną do powrotu. W sumie to jest kilka opcji, ale na razie o tym nie rozmawiamy. Na dziś najważniejsze tematy, to dokończyć rozmowy z Barkom Każanany, zatrzymać PlusLigę w Jastrzębiu i uratować klub przed upadłością.
Wiele osób jest szczerze załamanych sytuacją Jastrzębia. To w końcu jest duża marka w siatkówce.
- To jest marka i trzeba to ratować. I to zawieszenie działalności trzeba traktować jak taką szansę na przetrwanie. Proszę mi wierzyć, że lepszej opcji nie było, ale jak spłacimy długi, a klub nie upadnie, to powrót będzie możliwy.
Łukasz Kaczmarek w rozmowie z TVP Sport przyznał, że w pewnym momencie umówił pana na spotkanie z Adamem Małyszem. Po co?
- Tak, od tego czasu minęło już trochę czasu, rzeczywiście Łukasz Kaczmarek pomógł w kontakcie z Adamem Małyszem. Celem spotkania było rozpoznanie możliwości pozyskania potencjalnych sponsorów dla naszego klubu. Takich spotkań było dużo więcej, jednak przy zdominowaniu wizerunku klubu przez naszego sponsora nie udało się nikogo nowego pozyskać.












