Historyczny wyczyn, a teraz taki wynik w PlusLidze. Wygrali 25:11, zostają z niczym
O tym meczu kibice JSW Jastrzębskiego Węgla będą długo pamiętać. Nie tylko dlatego, że ich ulubieńcy niespodziewanie potrafili postawić się PGE Projektowi Warszawa, i to tuż po awansie rywali do finałów Ligi Mistrzów. Mimo że jedną z partii Jastrzębianie przegrali 11:25, potrafili doprowadzić do tie-breaka i skomplikować sytuację rywali z Warszawy. O awansie do półfinału zdecyduje trzeci mecz w stolicy. Mimo to sobotni mecz mógł być ostatnim występem klubu we własnej hali pod obecnym szyldem.

PGE Projekt Warszawa przyjechał do Jastrzębia-Zdroju opromieniony wyeliminowaniem Bogdanki LUK Lublin i pierwszym w historii klubu awansem do Final Four Ligi Mistrzów. W dodatku miał zaliczkę z pierwszego meczu, gdy pokonał JSW Jastrzębski Węgiel 3:0.
Ale to było wyjątkowe spotkanie przede wszystkim dla gospodarzy. Przed meczem było wiadomo, że to może być ich ostatni występ w hali w Jastrzębiu-Zdroju pod obecnym szyldem. Klub niemal pokonały już problemy finansowe i wycofanie się partnera strategicznego. Obecnie najbardziej prawdopodobny scenariusz zakłada sprzedaż licencji spadkowiczowi z Częstochowy, a w jastrzębskiej hali najprawdopodobniej zagra Barkom Każany Lwów.
Siatkarze Jastrzębskiego Węgla nie zamierzali jednak tanio oddać miejsca w półfinale PlusLigi. Po porażce w Warszawie ich trener Andrzej Kowal zdecydował się na zmianę atakującego. Łukasza Kaczmarka zastąpił Adam Lorenc i decyzja okazała się trafiona. W pierwszym secie rezerwowy zwykle siatkarz skończył pięć z siedmiu piłek w ataku.
Ale i Kaczmarek odegrał w tej partii ważną rolę. Gra była wyrównana, ale w końcu Warszawianie objęli przewagę 21:17. Tyle że gospodarze jeszcze się podnieśli - głównie dzięki Nicolasowi Szerszeniowi, którego seria zagrywek odwróciła wynik. A as serwisowy Kaczmarka dał JSW niespodziewane zwycięstwo 25:23.
JSW Jastrzębski Węgiel zaskoczył rywali. Ale odpowiedź PGE Projektu Warszawa była sroga
W drugim secie PGE Projekt przejął jednak kontrolę nad wydarzeniami na boisku. Ciężar gry w ofensywie przejął Kevin Tillie, a przy zagrywkach Bartosza Gomułki goście objęli prowadzenie 15:10.
Różnicę zrobiły też aż cztery punktowe bloki. Dwa z nich były dziełem Karola Kłosa, który w sobotę zastąpił w podstawowym składzie Jurija Semeniuka. Wynik 25:21 dla Projektu ustalił atak Bartosza Bednorza.
Wyraźnie napędzeni tym siatkarze PGE Projektu poszli za ciosem w trzeciej partii. Zaczęli od 4:0 i już przy tym wyniku Kowal poprosił o przerwę. Ale goście wyprowadzali kolejne ciosy. Prowadzili 8:1, potem 15:5 i aż 22:8.
Jastrzębianie byli dla rywali w tym secie tylko tłem. Kowal wprowadzał kolejnych rezerwowych, ale goście rozbijali ich zagrywką. Zdobyli nią cztery punkty przy zaledwie jednym błędzie. To był set bez historii, rozbili JSW 25:11.
PlusLiga. Wielki zwrot akcji w Jastrzębiu-Zdroju. Wpadka faworyta
Ale Jastrzębianie nie leżeli jeszcze na deskach. Czwartą partię zaczęli od czterech wygranych akcji i to Kamil Nalepka, trener PGE Projektu, poprosił o przerwę. Temperatura spotkania wzrosła, żółtą kartkę za kwestionowanie decyzji arbitra obejrzał Tillie.
A dwa asy serwisowe Lorenca dały JSW prowadzenie 14:7. Ale PGE Projekt potrafił jeszcze wrócić do gry - po dwóch asach serwisowych Gomułki i świetnych zagraniach Tillie'ego doprowadził do remisu 18:18!
Jastrzębianie jeszcze raz odskoczyli na dwa punkty, ale po autowym ataku Michała Gierżota był remis 23:23. Kolejny punkt zagrywką zdobył Bednorz, seta zakończyła gra na przewagi. Ale to gospodarze wygrali ją 26:24.
"Wygrajcie dla nas!" - śpiewali kibice JSW na początku tie-breaka. A gospodarze rozpoczęli od prowadzenia 4:1. I utrzymywali się przed rywalami, choć zagrywka Jana Firleja zmniejszyła ich prowadzenie do zaledwie punktu. Ale Jastrzębianie wytrzymali presję i niespodziewanie pokonali PGE Projekt 15:13, wywołując euforię w hali.
Ostatni mecz w tej rywalizacji zostanie rozegrany we wtorek. Gospodarzem będzie PGE Projekt Warszawa.













