Głośno o powrocie Fornala do Polski, prezes już tego nie ukrywa. "Miejsca zajęte"
- Każdego przeciwnika trzeba szanować, ale jak się chce wygrywać, to nie można się nikogo bać. Tak do tego podchodzę. Poza tym do finału nie docierają ci, którzy nie potrafią grać w siatkówkę. Nastawiamy się na ciężki bój - mówi prezes Aluronu CMC Warty Zawiercie Kryspin Baran w rozmowie z Interią, w której nie mogło zabraknąć też wątków transferowych. Przecież cała Polska huczy o tym, że Tomasz Fornal wzmocni po sezonie Wartę.

Dariusz Ostafiński, Interia: Jest takie powiedzenie: do trzech razy sztuka.
Kryspin Baran, prezes Aluron CMC Warty Zawiercie: To jest dobre powiedzenie, choć ja bym spojrzał na sprawę inaczej. Raczej mówiłbym o trzecim podejściu, gdzie w odróżnieniu od dwóch wcześniejszych mamy kompletny, zdrowy i gotowy do zaprezentowania swoich umiejętności zespół. Dwa poprzednie finały przegraliśmy, a przez kolejne miesiące rozpamiętywaliśmy, co by to było, jakby wszyscy byli zdrowi. Teraz wszyscy są zdrowi i jak przeciwnik wygra, to będziemy mogli powiedzieć, że był lepszy.
Nie będzie wymówek.
- Nie będzie.
Prezes Warty przyznaje rację Tavaresowi. "Finał zmienia ludzi"
Jak popatrzeć na rundę zasadniczą, miejsce Warty i bilans bezpośrednich spotkań z Bogdanką LUK, to jesteście faworytem.
- Myślę, że nasz pierwszy mecz z Lublinem był na tym wyższym poziomie, bo graliśmy w prawie pełnych składach. Te pięć setów i 3:2 dla nas nie odpowiada jednak w żaden sposób na pytanie, który z zespołów jest lepszy. On raczej tylko potwierdza to, że mamy równe szanse. A już na podstawie naszej drugiej wygranej z Lublinem, tego 3:0, to w ogóle nie wyciągałbym wniosków. Oni mieli już wtedy swoje problemy, więc nie ma co wypinać piersi. Ja bym to wszystko skwitował tak, że mamy pozytywne wspomnienia z tych spotkań i tyle.
Zaczyna pan mówić, jak Miquel Tavares, który zagra trzeci finał z Wartą i opowiada, że finał to inny mecz niż wszystkie. Jakby się asekurował.
- Ale to jest dobra wypowiedź. Wiemy, jak bardzo potrafią zmieniać swoje oblicze zespoły, które wychodzą z problemów zdrowotnych. Czasem w kilka tygodni taka drużyna zmienia się nie do poznania. I tak patrzymy teraz na Lublin, który nie jest tym samym zespołem, z którym wygraliśmy 3:2 i 3:0 w fazie zasadniczej. A poza tym finał naprawdę zmienia ludzi. Wychodzą charaktery. Ci mniej doświadczeni zawodnicy czasem zmagają się ze strachem, innych z kolei taki mecz pobudza, daje im dodatkowej siły. Miguel Tavares nie przesadził, mówiąc, że finał to inna gra.
Bogdanka LUK Lublin niedoszacowana
Choć pewnie jeszcze kilka dni temu nie pomyślałby pan, że zagracie z Lublinem. Wielu skazywało ich na porażkę z Projektem i zachwycało się piękną grą Warszawy w play-off.
- A ja nie miałem faworyta. Jasne, że PGE Projekt potrafił zagrać świetnie i zrobić wrażenie, ale wiedziałem, że Lublin jest niedoszacowany. Ta drużyna miała dołki z powodu problemów zdrowotnych. Przez to przegrywała z dużo słabszymi i była trochę niedoceniana. Zresztą Projekt wyeliminował Bogdankę w Lidze Mistrzów i to też działało na jego korzyść. Reasumując, wygrana Lublina była niespodziewana, ale nie była zaskoczeniem.
A teraz jest tak, że trudno wyobrazić sobie potężniejszą przeszkodę na drodze do złota.
- Każdego przeciwnika trzeba szanować, ale jak się chce wygrywać, to nie można się nikogo bać. Tak do tego podchodzę. Poza tym do finału nie docierają ci, którzy nie potrafią grać w siatkówkę. Nastawiamy się na ciężki bój.
Transferowy notes prezesa Warty
Po tych ostatnich meczach mówią, że Lublin to Leon, że on ciągnie ten zespół. Czytałem w TVP Sport o pana notesie z krótką listą zawodników, do których dzwoni pan z propozycją gry w Warcie. Leona ma pan na tej liście?
- Mogę powiedzieć, że nazwiska z notesu, te z górnej części listy, już są zakreślone. To są zawodnicy, którzy już grają, albo za chwilę zaczną grać w naszym zespole. Nowych na razie nie dopisuję, bo doszliśmy do wniosku, że stabilizacja jest ważniejsza niż zakreślanie kolejnych nazwisk. Nie szukam nowych nazwisk na kartkach. Choćby w związku z tym zwolnią się najwyżej dwa, trzy miejsca, a nie czternaście.
A te dwa wolne, to chyba już są zajęte, bo od kilku miesięcy spekuluje się, że przyjdą do Warty Fornal z Kochanowskim.
- Na to pytanie odpowiem, że miejsca są zajęte, że nie prowadzimy już żadnych rozmów o grze w Warcie na przyszły sezon.
A notes?
- Notes jest pusty i został schowany głęboko do szuflady. Teraz jest ten etap, że trzeba pracować i udoskonalać ten skład, który jest. My nie będziemy, wzorem tureckich klubów, zmieniać co rok topowych zawodników na innych topowych zawodników. Interesuje nas stabilizacja i wieloletnia współpraca.
Dobre wieści od prezesa Warty. Chodzi o ten problem
Wróćmy do play-off. Sporo mówiliśmy o dołkach Lublina, ale wy też mieliście jeden bardzo trudny moment. Po porażce z ZAKSĄ u siebie byliście o krok od tragedii. Co pan wtedy czuł?
- Ten przegrany mecz był na styku. Mieliśmy trzy piłki meczowe, a przeciwnik skończył to dwoma asami. Dużo było w tym przypadkowości, która potem wygenerowała nam wielkie emocje. Przed drugim meczem w Kędzierzynie bałem się tylko tego, żeby nie było powtórki, bo z tego faktycznie mogła wyjść klęska. Na szczęście nic złego się nie stało. Gratulowałem potem zespołowi ze świadomością, że takie turbulencje budują drużynę, dodają jej potencjału. Ten mecz z ZAKSĄ nas zahartował, być może dzięki temu zagraliśmy tak, jak zagraliśmy w półfinale z Asseco Resovią, gdzie dwa mecze wygraliśmy do zera.
Jak wpisze pan do wyszukiwarki hasło: problemy Warty, to wyskakuje jeden - brak własnej hali.
- Takich bieżących spraw i problemów nie brakuje. Teraz załatwiamy czarter do Turynu dla 200-osobowej ekipy, która poleci na Final Four. Faktycznie jednak infrastruktura jest strategicznie najpoważniejszym problemem. Są jednak dobre wieści, od kilku tygodni czy nawet miesięcy patrzę na to bardziej pozytywnie. Za dwa miesiące ma być ogłoszony przetarg na finalny projekt i budowę hali. Zaczyna się dziać coś, o czym marzyliśmy od lat.












