Reklama

Reklama

Dominik Witczak wypożyczony z ZAKS-y do Resovii

Atakujący Dominik Witczak zagrał w sobotę swój ostatni w tym sezonie mecz w zespole ZAKS-y Kędzierzyn-Koźle. Siatkarz od kolejnego tygodnia będzie występował w Asseco Resovii. Poinformowano o tym po sobotnim spotkaniu Zaksy z Lotosem Trefl Gdańsk (2:3).

ZAKSA w sobotę poniosła pierwszą porażką w sezonie. Kędzierzynianie ulegli w tie-breaku ekipie trenera Andrei Anastasiego. Na pomeczowej konferencji prasowej, prócz komentarzy, padła też informacja o tym, iż był to ostatni mecz w tym sezonie w barwach Zaksy Witczaka. Poinformował o tym, dziękując zawodnikowi za zaangażowanie w treningi i grę, włoski szkoleniowiec kędzierzynian Ferdinando de Giorgi.

Reklama

Poproszony o komentarz Witczak powiedział, że od wtorku będzie już na treningach w Rzeszowie. - Fajnie, że miałem okazję jeszcze pograć w sobotę w Kędzierzynie i poczuć atmosferę na boisku. Chciałem wprawdzie pożegnać się zwycięstwem, ale niestety przegraliśmy to spotkanie - mówił.

Zaznaczył, że choć decyzja o przejściu do Rzeszowa była "bardziej jego", to podjął ją wspólnie z klubem. Powodem przejścia do Asseco, jak tłumaczył Witczak, jest to, że chciałby mieć jak najwięcej szans do gry i dalszego sportowego rozwoju. - Taka możliwość będzie w Rzeszowie. Bartek Kurek jest tam sam na ataku. Gra bardzo dobrze, ale przy tylu meczach pewnie będzie większa szansa dla mnie do pogrania, niż w Kędzierzynie, gdzie jest trzech atakujących - tłumaczył.

Prócz Witczaka na tej pozycji w ZAKS-ie grają też Grzegorz Bociek i Dawid Konarski.

Witczak podkreślił jednak, że dalej obowiązuje go kontrakt z ZAKS-ą do końca sezonu 2016/2017, a do Resovii będzie wypożyczony do końca tego sezonu. - Potem wracam w barwy ZAKS-y i mam nadzieję, że będę mógł jeszcze zagrać z chłopakami - zaznaczył.

Komentując sobotnie starcie z Lotosem Trefl Witczak podkreślał, że ZAKSA miała swoją szansę, bo po pierwszym przegranym secie jej zawodnicy odwrócili sytuację na boisku na swoją korzyść i zaczęli grać lepiej i wywierać presję w każdym niemal elemencie. - Kończyliśmy bardzo dużo trudnych, wysokich piłek, graliśmy bardzo mądrze. Niestety zabrakło kontynuacji. Od połowy czwartego seta przytrafiła nam się seria błędów, takich których nie popełniamy na co dzień. Dużo piłek nieskończonych na pojedynczym bloku bądź pomyłek bezpośrednio, więc rywal nie musiał pracować na kontrze - relacjonował atakujący.

Dodał, że przez te własne błędy siadła nieco atmosfera wśród kędzierzynian na boisku i zespół nie potrafił ponownie odwrócić sytuacji na swoją korzyść, aż do końca tie-breaka. - Rywale na pewno nie mieli łatwego meczu, ale zasłużyli na to zwycięstwo, bo lepiej rozegrali końcówki - podsumował Witczak.

Trener de Giorgi dodał, że spodziewał się, iż starcie z Lotosem będzie trudne i trzeba w nim będzie "walczyć z całych sił". - To jedna z czołowych drużyn PlusLigi, która nigdy nie oddaje pola - komplementował rywali.

Podobnie jak Witczak wskazał, że jego podopieczni w czwartym secie stracili inicjatywę w grze i popełnili błędy, a Lotos to wykorzystał. - Cieszę się jednak, że mój zespół cały czas walczył, tak jak w meczu z Rzeszowem. Naszym celem jest walka z zespołami z czołówki" - uznał de Giorgi. Dodał, że sobotnia przegrana to nie tragedia. "Porażka boli, ale musimy się koncentrować na celach sezonu. Chcemy walczyć z każdym, w każdym meczu, i wygrywać je - skwitował.

Anastasi natomiast uznał, że był to z pewnością ciężki mecz dla obu drużyn, a dla Lotosu cenne zwycięstwo. - Tym bardziej, że z dziesięciu ostatnich spotkań osiem graliśmy na wyjeździe, jesteśmy cały czas w podróży - mówił.

Zaznaczył także, że cieszy go szerszy skład jego drużyny, niż w ubiegłym sezonie. - Każdy, kto wchodzi na boisko, może coś wnieść do gry. To zaważyło na wygranej w sobotę - powiedział były szkoleniowiec reprezentacji Polski.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje