Bogdanka LUK Lublin tak sprawy Sawickiego nie zostawi. Ogromne koszty
- Ponieśliśmy straty finansowe i wizerunkowe. Klub oberwał rykoszetem po zawieszeniu Mikołaja Sawickiego, pojawiło się dużo negatywnych opinii. Ja pamiętam, że były nawet i takie głosy, żeby odebrać nam Mistrzostwo Polski, albo co najmniej przyznać ujemne punkty na starcie sezonu 2025/26 - mówi Interii prezes Bogdanki LUK Lublin Krzysztof Skubiszewski, informując równocześnie, że klub tak tego nie zostawi. Transmisje z meczów PlusLigi w kanałach Polsatu Sport.

Dariusz Ostafiński, Interia: Mikołaj Sawicki ma prawo domagać się odszkodowania ws. niesłusznego zawieszania za doping. A czy wy jako klub zamierzacie coś zrobić? Też w końcu zostaliście mocno poszkodowani. Straciliście na długi czas jednego z kluczowych zawodników. On już wrócił, ale jest, co zrozumiałe, cieniem samego siebie.
Krzysztof Skubiszewski, prezes Bogdanki LUK Lublin: - Nie jest w tej dyspozycji, w jakiej był na koniec poprzedniego sezonu. Wtedy dostał przecież powołanie do kadry. Gdyby nie to zawieszenie za rzekomy doping, to mógł pojechać na mistrzostwa świata, zdobyć z reprezentacją medal. Nam oczywiście Mikołaja brakowało pod kątem sportowym, jako osoby w drużynie, ale też pod kątem paszportów. Przez to musieliśmy ściągać do zespołu Jacksona Younga. I nawet, jak już przeprowadziliśmy ten awaryjny transfer, to i tak mieliśmy ograniczone pole, jak chodzi o zmiany i prowadzenie drużyny w trakcie meczu. Nawet większy odpoczynek dla Wilfredo Leona był problemem.
Bogdanka LUK Lublin ma mocne argumenty. Prawnicy w akcji
Czyli macie pretekst?
- Jacksona Younga ściągaliśmy z niemieckiego VfB Friedrichsgafen, musieliśmy go odkupić, ponieśliśmy określone koszty związane z tym, że straciliśmy Mikołaja Sawickiego.
A zatem pójdziecie po odszkodowanie?
- Nie chcę jeszcze niczego przesądzać. Czeka nas spotkanie z prawnikiem, po nim będziemy mądrzejsi.
Na logikę wydaje się jednak, że macie w rękach mocne argumenty.
- Tak nam się wydaje, bo jednak ponieśliśmy straty finansowe i wizerunkowe. Klub oberwał rykoszetem po zawieszeniu Mikołaja, pojawiło się dużo negatywnych opinii. Ja pamiętam, że były nawet i takie głosy, żeby odebrać nam Mistrzostwo Polski, albo co najmniej przyznać ujemne punkty na starcie sezonu 2025/26.
Sawickiemu świat się zawalił, prezes zdradza szczegóły
To patrząc na to, jak to się skończyło, możemy powiedzieć, że udało się uniknąć większego skandalu. Ale co z Sawickim? Kiedy on wróci do takiej formy, żeby mógł wam pomóc?
- Bardzo byśmy chcieli, żeby to stało się szybko, ale te dziewięć miesięcy przerwy mocno się na nim odbiło. Nie tylko sportowo, ale też mentalnie. Jemu świat się zawalił. Pamiętamy, jak żona Mikołaja mówiła, że jemu jest ciężko rano wstać i normalnie funkcjonować. Cała ta sytuacja odbiła się na nim bardzo mocno, a ta przerwa i życie w tym stanie było tak długie, że teraz też potrzebuje czasu, żeby wrócić do tego, co było przed przerwą. On jest z nami, trenuje, pojawia się w kadrze meczowej i wchodzi na zagrywki, bo ten element ucierpiał najmniej. Trzeba jednak czasu.
Dobra wiadomość jest taka, że Kewin Sasak właśnie ogłosił, że nie będzie potrzebował operacji barku i dokończy sezon.
- Jak chodzi o samą operację, to już w połowie lutego wiedzieliśmy, że jej nie będzie. Kewin był na konsultacji we Włoszech. Był tam u jednego z najlepszych specjalistów na świecie. Natomiast zobaczymy, co dalej. Kewin jest z nami, trenuje, ale do stu procent jego dyspozycji brakuje. W trakcie rehabilitacji nie brał udziału w treningach w pełnym wymiarze. Kewin wciąż ma duże rezerwy, ale jest cierpliwy w systematycznym powrocie do tej formy, która była bazą wszelkich jego dokonań w klubie i w kadrze narodowej. Pamiętajmy, że jego problemy ciągną się od połowy stycznia.
Dlatego Sasak i Malinowski mają kłopoty
W sumie jest trochę tych problemów zdrowotnych. Rok temu tego nie było. Czy to może mieć związek z odejściem Andrzeja Zahorskiego, trenera przygotowania fizycznego. Pamiętam, jak był on chwalony za prowadzenie zawodników, w tym Leona.
- To, co dzieje się teraz, to zwykły zbieg okoliczności. Odejście trenera nie ma związku z tym, co dzieje się z zawodnikami.
A z czym ma związek?
- Kewin ma za sobą intensywny sezon, najdłuższy w karierze. My graliśmy do samego końca, do tego doszły europejskie puchary i Kewin Sasak brał w tym udział od deski do deski. A jeszcze potem od razu pojechał na kadrę. Nie miał czasu na odnowę, na regenerację. Po kadrze wrócił i od razu była liga. Ta intensywność tego i poprzedniego sezonu odbiły się na nim. A Mateusz Malinowski to z kolei przypadek powracających problemów. Będąc u nas miał już operację, ale to pomogło na jeden sezon. W związku z dużą intensywnością grania ta jego dolegliwość sprzed kilku sezonów wraca i trudno mówić o jej całkowitym wyleczeniu. On wraca do pełnej sprawności i tak to wygląda.
Przestrzega przed drugim meczem z PGE Projektem
Jesteście jedną nogą w finale.
- To pokazuje, że nasz sztab z wielkim wyczuciem zarządza obciążeniami zawodników i siłami tych, którzy są zdolni do gry. Ich lista ostatnio znów się skróciła, bo problemy dotknęły Kubę Wachnika i Maćka Czyrka. Silny mental Drużyny pozwala niwelować przynajmniej niektóre niedogodności. Poza tym, dzięki temu, ci, którzy wracają do zdrowia lub formy mogą odbudowywać się w spokoju, widząc, że inni biorą na siebie presję. Jesteśmy o krok od finału, ale łatwo nie będzie. I to nawet pomimo tego, że w tym sezonie wygraliśmy cztery z pięciu spotkań z PGE Projektem.
Jakub Bednaruk mówił, że Projekt gra w tym momencie najlepszą siatkówkę w Polsce, że trafił z formą na właściwy moment, więc już tym jednym zwycięstwem sporo udowodniliście.
- To prawda, że Projekt prezentuje się bardzo dobrze. Ostatni mecz był na żyletki. Poza jednym setem. Cały sezon jest dla nas i innych drużyn z czołówki bardzo wymagający. Granie co trzy dni to szczególnie trudne wyzwanie dla ekip, które przez kontuzje są zdekompletowane. Teraz kiedy rozgrywki nieco spowolnić, mieliśmy czas na wartościowy mikrocykl. Jak się okazuje, tyle wystarczyło naszemu Sztabowi, by sięgnąć głębiej do potencjału drużyny, co znalazło odzwierciedlenie w wyniku. Jednak przestrzegam przed drugim meczem, bo pamiętam, jak Projekt niedawno przegrał u siebie w Lidze Mistrzów z Trentino, a w drugim meczu się odkuł i wyeliminował Włochów, choć mało kto w to wierzył.












