Maciej Brzeziński (Interia Sport): Po zakończeniu kariery zawodniczej zajął się pan trenowaniem, ale po kilku latach zamienił ławkę trenerską i szatnię na gabinety dyrektorskie. Dlaczego?
Michał Bąkiewicz (prezes PGE GiEK Skry Bełchatów): Przede wszystkim się bardzo cieszę, że jestem w tym miejscu, w którym jestem. Oczywiście każde miejsce ma inną perspektywę. Bycie prezesem to duże wyzwanie, ale ja mam bardzo dużo energii i pozytywne nastawienie. Jestem dumny, że mogę pracować dla dobra PGE GiEK Skry Bełchatów i polskiej siatkówki.
Wielu pana kolegów z parkietu przeszło podobną drogę. Najlepsze przykłady to Paweł Zagumny, Piotr Gacek czy Sebastian Świderski. Zastanawiam się, co mają w sobie siatkarze, że zostają przy sporcie, ale nie jako trenerzy, tylko jako decydenci? Piłkarze najczęściej zostają trenerami lub komentatorami sportowymi. Siatkarze idą nieco inną drogą. Z czego to może wynikać?
- Być może siatkówka jest sportem wyjątkowym? Oczywiście mówię pół żartem, pół serio. Na poważnie to już trzeba pytać o to osoby, które widzą w nas taki potencjał i proponują nam zaszczytne funkcje.
Polacy długo pracowali na sukces. Ten turniej wszystko zmienił. "Medal był długo wyczekiwany"
Przez rok był pan wiceprezesem Skry. Od kilku miesięcy jest już główną twarzą klubu. Zaskoczony był pan faktem, że Rada Nadzorcza tak szybko powołała na to zaszczytne stanowisko?
- Ja patrzyłem na to w kategoriach nie tylko zaszczytu, ale także wyzwania. Przyznaję, że się bardzo cieszyłem, bo czuję się gotowy. Ta praca sprawia mi mnóstwo satysfakcji. I tak jak wcześniej powiedziałem, mam sporo energii do działania.
Podkreślał pan w jednym z wywiadów, że PGE GiEK Skra to część pańskiego życia. Trudno, aby było inaczej, bo pasmo sukcesów z tym klubem w roli zawodnika było ogromne. Ostatnia lata, jeśli chodzi o Skrę, były już o wiele gorsze. Ostatni medal ligowy to 2018 rok. Jakie są pana główne cele?
- My już wiele rzeczy uporządkowaliśmy w ostatnich miesiącach i to był cel numer jeden. Były różne zawirowania, a proces zmian trwa. Mamy obrany kierunek rozwoju, żeby Skra mogła wrócić do czasów świetności pod wieloma względami. Celem sportowym na najbliższe miesiące jest awans do fazy play-off PlusLigi, a później walka o jak najwyższe miejsce. Natomiast drugim celem jest to, aby po wszystkich zawirowaniach, PGE GiEK Skra była postrzegana, jako klub bardzo stabilny i profesjonalny. Tak, żeby zawodnicy i trenerzy chcieli reprezentować nasze barwy.
Po sezonie doszło do wielu zmian kadrowych. Najwięcej szumu pojawiło się wokół transferu i powrotu do Polski Alana Souzy. Jak udało się przekonać Brazylijczyka do gry w Bełchatowie?
- Alan chciał wrócić do Europy. Nasze rozmowy były krótkie i konkretne. Nasza propozycja była na tyle satysfakcjonująca, że szybko doszliśmy do porozumienia.
Jeszcze dwa słowa o trenerze, którym został Krzysztof Stelmach. Zresztą podobnie jak pan związany emocjonalnie z klubem po wielu latach występów z dużym doświadczeniem. To też jest taki kierunek, żeby te osoby, które budują nową Skrę, były emocjonalnie związane z klubem?
- Oczywiście to nie jest to bez znaczenia, że Krzysiek był już klubie jako zawodnik i jako trener. Zna też środowisko bełchatowskie bardzo dobrze i wie czego nam potrzeba. Natomiast najważniejsze jest to, że ma bardzo dobry warsztat, przygotowanie i jest profesjonalistą, Wierzymy, że ten sezon będzie dla nas bardzo dobry i osiągniemy swoje cele.
Jeszcze jedno pytanie dotyczące ruchów transferowych. Jak wygląda proces decyzyjny w takim klubie, jak PGE GiEK Skra? Pan autonomicznie, wspólnie zarząd z trenerem czy w jakiejś innej konfiguracji podejmujecie decyzje kadrowe?
- Wszystko opiera się na współpracy między wyżej wymienionymi osobami. Szukamy wspólnie najlepszych rozwiązań dla klubu.
To dopytam także o sprawy organizacyjne. Środowisko sportowe jest trudne i zawirowania często się zdarzają. Jednego dnia są sponsorzy, a drugiego ich nie ma. Jak to wygląda w Bełchatowie? Jest pan zadowolony ze środowiska sponsorskiego?
- Generalnie jestem bardzo zadowolony. Oczywiście pracujemy cały czas nad tym, żeby poszerzyć to grono. Mamy pewien budżet i pod tym kątem zbudowaliśmy zespół na nadchodzący sezon. Nie ukrywam, że przed nami dalsza praca, bo chcemy tylko się rozwijać i iść do przodu.
Mówił pan, że celem sportowym jest faza play-off. To usłyszeli z pewnością trenerzy i zawodnicy przed rozpoczęciem przygotowań. Nie zakładamy czarnego scenariusza, ale co jeśli nie uda się tego osiągnąć?
- Nadrzędny cel to faza play-off. Nie widzę innej możliwości niż brak awansu.
A jeśli chodzi o sportowy cel długoterminowy? To powrót PGE GiEK Skry na tron?
- Oczywiście bym tego sobie życzył, aby to się stało jak najszybciej. My jednak krok po kroku budujemy nową jakość Skry. Kolejnym celem będzie jednak powrót do europejskich pucharów, a następnie walka o najwyższe laury.
Rozmawiał Maciej Brzeziński













