Reklama

Reklama

Trefl Proxima Kraków. Kinga Hatala: Trener cały czas nam o tym mówi

- Pierwszego seta zagrałyśmy perfekcyjnie. Rywalki to są jednak zawodniczki z najwyższej półki. Odrobiły lekcje - powiedziała atakująca Trefla Proximy Kraków Kinga Hatala. W swoim ostatnim meczu w tym roku beniaminek Ligi Siatkówki Kobiet przegrał z Developresem SkyRes Rzeszów 1:3.

Krakowianki nie były faworytkami tego pojedynku. W tym sezonie pokazały już, że potrafią grać i wygrywać z zespołami wyżej notowanymi. Dlatego kibice liczyli, że podopieczne Alessandro Chiappiniego mogą pokusić się o kolejną niespodziankę. Po pierwszym secie starcia w hali "Suche Stawy" zanosiło się, że tak właśnie się stanie. Gospodynie grały jak z nut. Wychodziło im niemal wszystko, a wyraźnie zaskoczone rzeszowianki popełniały sporo prostych błędów. To były jednak miłe złego początki. W kolejnych partiach uczestnik Ligi Mistrzyń nie pozwolił beniaminkowi na zbyt wiele.

- Wiedziałyśmy, jaki zespół przyjeżdża do Krakowa. Pierwszego set zagrałyśmy perfekcyjnie. Rywalki to są jednak zawodniczki z najwyższej półki. Odrobiły lekcje. Zaczęły zagrywać dużo mocniej i my miałyśmy problemy z przyjęciem. Wyrobiły sobie kilkupunktową przewagę i ciężko nam było dogonić - skomentowała atakująca Trefla Proximy Kinga Hatala.

Najbardziej rzucała się w oczy przewaga Developresu w ofensywie. Rozgrywająca Natalia Gajewska posyłała piłki niemal tylko i wyłącznie do trzech zawodniczek: Jeleny Blagojević, Adeli Helić i Helene Rousseaux. A one nie zawodziły. Atakowały z pełną mocą i, co najważniejsze, skutecznie. Krakowianki miały swoje szanse, ale brakowało im siły ognia.

- To jest to o czym trener cały czas nam mówi. Mamy problem z sytuacyjną wystawą. Rywalki "pchają" sobie piłkę do siatki i wtedy jest łatwiej. Widać blok, widać boisko, gdzie się celuje. Jak jest piłka  odrzucona od siatki, a takie w większości mamy, to ciężko zaryzykować silny atak - zaznaczyła Kinga Hatala, która w tym spotkaniu zapisała na swoim koncie 15 punktów. Trzy "oczka" więcej miała Daria Paszek.

Szwankowała precyzja w rozegraniu Zsuzsanny Talazs. Zbyt często piłka nie była dogrywana do antenki przez co skrzydłowe nie miały pola manewru w ataku. - Jeśli chodzi o wystawę na prawe skrzydło, to jest to najtrudniejszy element, bo rozgrywająca biega po całym boisku i zawsze musi mieć wyczucie, gdzie jest antenka, więc tutaj ją usprawiedliwiam. Wiadomo, że stara się jak najlepiej, ja również staram się coś z tego zrobić. Ale błędy się zdarzały, zdarzają i będą zdarzać nawet na najwyższym poziomie - podkreśliła 28-letnia atakująca krakowskiego zespołu.

Talazs nie może zgrać się także ze środkowymi. Z Justyną Łukasik jeszcze nie wygląda to źle, ale z Sarą Clement już tak. Amerykanka z Developresem dostała siedem piłek i ani jednej nie skończyła. Wynikało to głównie z tego, że miała wystawę albo za wysoko albo za nisko. Statystyki pomeczowe pokazują, że to dyspozycja w ataku miała decydujący wpływ na rezultat. Krakowianki miały tylko 28-procentową skuteczność, a rywalki o 10 procent lepszą. W pozostałych elementach obie drużyny miały zbliżone wyniki.

Mecz z Developresem był drugim rozegranym przez Trefla Proximę w hali "Suche Stawy". Krakowianki powoli przyzwyczajają się do obiektu. - Myślę, że już możemy powiedzieć, że jest to nasza domowa hala. Bardzo fajny obiekt. Jeszcze trochę czasu i to też będzie nasz mocny atut - stwierdziła Kinga Hatala.

Teraz siatkarki udadzą się na krótkie świąteczne urlopy. - Mamy teraz czas na spędzenie czasu z rodziną, jedzenie pysznych potraw. Później wracamy, pracujemy w Krakowie i następny mecz gramy na początku roku we Wrocławiu - zakończyła atakująca Trefla Proximy. Z Impelem krakowianki spotkają się 6 stycznia. Tydzień później zawodniczki Chiappiniego podejmą u siebie MKS Dąbrowa Górnicza.

Reklama

Robert Kopeć

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL