Promocja w sklepie mięsnym pomogła. Wielkie emocje, ale Łodzianki lepsze
Siatkarki PGE Budowlani Łódź w rundzie zasadniczej zajęły drugie miejsce i w walce o półfinał mierzyły się z siódmym Chemikiem Police. I miały ogromne problemy, bo gładko przegrały dwa sety. Potem jednak pokazały charakter, obroniły nawet meczbola i po tie breaku odniosły zwycięstwo.

Gdyby zwycięstwa przyznawano za sukcesy, to PGE Budowlani nie miałyby szans z Chemikiem. Zespół z Polic jedenaście razy zdobył mistrzostwo Polski, a do tego 10 razy Puchar Polski. Grał też w turnieju finałowym Ligi Mistrzyń. Łodzianki mają trzy Puchary Polski i pięć medali mistrzostw Polski, ale żadnego złotego.
Liczy się jednak forma z tego sezonu, a akurat z Chemikiem PGE Budowlani łatwo dwukrotnie wygrały 3:0. I takiego wyniku spodziewano się w Łodzi. Działacze gospodarzy robili, co mogli, by przyciągnąć publiczność, a bezpłatne bilety były dostępne nawet w sieci sklepów mięsnych, która jest jednym ze sponsorów zespołu.
Łodzianki szybko zaczęły pokazywać przewagę - po kiwce Alicji Grabki i bloku Sady Planinsec prowadziły 4:1. Rywalki nie zamierzały odpuszczać i szybko wyrównały (7:7). Mało tego przyjezdne zaczęły grać dużo lepiej i po ataku Julii Orzoł wygrywały 12:9.

Trener Maciej Biernat był zmuszony, by wziąć czas. Problemy w przyjęciu sprawiły, że przewaga policzanek jeszcze urosła (10:16). Trener gospodyń próbował zmian, ale to nie pomogło. Faworytki myliły się na potęgę, ale w końcówce odrobiły część strat. Przegrały jednak do 22.
Drugi set zaczął się jeszcze lepiej dla policzanek. Szybko objęły prowadzenie i przy wyniku 0:5 trener Budowlanych poprosił o czas. To nic nie pomogło, bo rywalki były przygotowane niemal na każdy pomysł rozgrywającej, a do tego gospodynie słabo przyjmowały. I było już 7:13. I przewaga wcale nie malała a nawet urosła do ośmiu punktów. I tego łodzianki już nie odrobiły. Zapachniało sensacją.
Trzeci set dobrze rozpoczęły łodzianki. Po punktowym serwisie Pauliny Damaske wygrywały 6:3. Teraz to łodzianki grały jak z nut. Po ataku Karoliny Drużkowskiej było już 12:6. Rywalki próbowały odrobić straty, ale miały z tym spore problemy. Po ataku Mayi Storck przegrywały pięcioma punktami. Gospodynie wygrały seta i emocje zaczęły rosnąć.
Czwartą partię lepiej rozpoczął Chemik. Po bloku Kingi Różyńskiej prowadził 5:2. I utrzymywał tę przewagę. Łodzianki jednak walczyły i po bloku Joanna Lelonkiewicz przegrywały tylko 10:11. A po ataku Storck był remis. I to napędziło gospodynie (15:13), ale rywalki błyskawicznie wyrównały. Dołożyły do tego blok i za chwilę było 18:6, a trener Biernat poprosił o czas. Nie pomogło, bo po ataku Natalii Mędrzyk było 20:16.
Łodzianki stać było jeszcz na zryw i doprowadziły do remisu (22:22). W końcówce emocje sięgnęły zenitu. Chemik miał piłkę meczową, ale jej nie wykorzystał. Za chwilę to Budowlani przegrali setbola. Drugiego jednak wygrały i doszło do tie breaka.
Łodzianki świetnie rozpoczęły piątą partię. Po bloku Pauliny Damaske prowadziły 3:0, a za chwilę 6:2. i już nie oddały prowadzenia.










