Reklama

Reklama

Prezes Trefl Proxima Kraków Łukasz Kadela: Powiew świeżości na siatkarskiej mapie Polski

Po 14 latach przerwy siatkówka na ekstraklasowym poziomie wraca pod Wawel. O nowym projekcie na siatkarskiej mapie Polski i Krakowa Interia rozmawiała z prezesem klubu Trefl Proxima Kraków Łukaszem Kadelą.

Robert Kopeć, Interia: Czy czuje się pan ratownikiem krakowskiej siatkówki? Od 14 lat w Krakowie nie było siatkówki na ekstraklasowym poziomie, kiedy to zdegradowana została Wisła. Do teraz.

Łukasz Kadela (prezes Trefla Proximy Kraków): Na pewno nie. Myślę, że to jest coś na co wszyscy pracowaliśmy, łącznie z miastem, żeby udało się stworzyć warunki do życia takie, żeby powstawały nowe inicjatywy. To jest pewnego rodzaju konsekwencja realizacji programu szkolenia młodzieży, która jest spójna z ideą miasta, ale jesteśmy przekonani, że bez drużyny seniorskiej nie ma skutecznego szkolenia przyszłych sportowców. Kompletna piramida to jest, moim zdaniem, jedyna zdrowa forma budowania marzeń u młodych sportowców, które mogą być zrealizowane na miejscu, w Krakowie. Dlatego tutaj nie było żadnej akcji ratunkowej. Potrzeba społeczności, młodych ludzi i takiego wydarzenia, które jest powiewem świeżości na mapie siatkarskiej Polski, gdzie Kraków wraca po 14 latach. Jest to szczególne wydarzenie, ale myślę, że także motywujące dla nas wszystkich, że warto takie rzeczy robić i wspierać sport, który ma wielkie tradycje. Przecież Wisła założyła żeńską sekcję siatkówki w 1928 roku. Była fala wielkich sukcesów, ale teraz długo czekamy i właśnie teraz jest ten moment najbardziej odpowiedni. Są warunki do tego, żeby odbudować ten sport na najwyższym poziomie. Oczywiście w perspektywie wielu lat.

Reklama

W tak dużym mieście jak Kraków z siatkarskimi tradycjami - Wisła, Hutnik - przez tyle lat nie udało się stworzyć zespołu na ekstraklasowym poziomie. Pana zdaniem, dlaczego tak długo trzeba było czekać. Brak sponsorów, zainteresowania?

- Przede wszystkim sport się bardzo zmienia. Profesjonalny sport nabiera formy i struktur spółek handlowych przez co uzyskuje się dobrą transparentność. Ciężko jest budować, kontynuować historię o podmioty, które istnieją w niezmiennej formie. Jeżeli chodzi o siatkówkę, to ma być to klub jednosekcyjny, ma być spółką akcyjną zrzeszoną w ramach porozumienia z Profesjonalną Ligą Piłki Siatkowej, która jest organizatorem rozgrywek. I to są wytyczne, przez które trzeba patrzeć na sport. Nie tylko i wyłącznie poprzez emocje i tradycje, a także przez część organizacyjną, która na ten moment jest kluczowa.

Zbudował pan klub Proxima Kraków od zera. Dlaczego akurat żeńska siatkówka? Męska jest jednak bardziej popularna. Czy to ma związek z tym, że był pan kierownikiem sekcji siatkówki w Wiśle Kraków?

- To jest na pewno z tym związane, bo rzeczywiście Wisła dała mi dużo doświadczenia i dużo przyjemności z poznawania specyfiki sportu żeńskiego. Druga rzecz, to jest to, że sport żeński jest marginalizowany. Musimy wiedzieć o tym, że dziewczyny tak samo ambitnie walczą, a jeśli chodzi o siatkówkę, to śmiało można powiedzieć, że jest to w odbiorze inna dyscyplina od męskiej odmiany. Dlatego dla nas decyzja o wspieraniu żeńskiego sportu, to nie jest tylko i wyłącznie popularność dyscypliny. Tylko popularyzowanie dyscypliny, to jest cel. Akurat dziewczyny świetnie się w to wpisują. Praca z nimi daje większe powody do satysfakcji.

W ubiegłym sezonie Proxima Kraków była bliska wywalczenia awansu z I ligi do ekstraklasy. Nie udało się. W finale porażka z Wisłą Warszawa. A później pojawiła się informacja, że przejmujecie licencję Atomu Trefla Sopot w Ekstraklasie. Proszę opowiedzieć o kulisach tego przedsięwzięcia. Czy trzeba było załatwiać dużo formalności? Jak wyglądała sytuacja ze składem zespołu?

- Jeśli chodzi o samą znajomość z władzami Trefla, to ona trwała dużo wcześniej. Zarówno oni, jak i my, mamy podobne ideały, jeśli chodzi o budowanie sportu. Sport młodzieżowy, sport seniorski, kompletna piramida o czym wspominałem. Sytuacja na rynku sportowym zmieniała się na przestrzeni lat i widzieliśmy, jak nasze koncepcje się uzupełniają. W pewnym momencie, kiedy widać było, że sytuacja sportowa w Krakowie i Sopocie daje wspólne perspektywy, okazało się, że to jest rozwiązanie, które nas łączy emocjonalnie nad jednym projektem siatkarskim. Pozwoli to pokazać tę dyscyplinę w nowym miejscu, gdzie zespołów ekstraklasowych jest dużo, ale prym wiodą drużyny piłkarskie. I ta koncepcja doprowadziła do tego, że zdecydowaliśmy o połączeniu. W ubiegłym sezonie, awans do ekstraklasy był bardzo skomplikowany, bo to był w przepisach ligowych etap przejściowy. Tylko i wyłącznie mistrzostwo I ligi dawało możliwość grania w barażach. Jesteśmy w środowisku osób, które chcą z nami te projekty realizować i dlatego formalnie, to nie był duży kłopot. Dosłownie jedna rozmowa. Ocena, że mamy dokładnie te same intencje. Samo połączenie się formalnie jest bardzo proste i nie było żadnych kłopotów z licencją. To są elementy, które każdy, kto profesjonalnie zajmuje się sportem rozumie. Trzeba przyznać, że bardzo nam organizatorzy ligi ułatwiali, żeby przebiegło to bezproblemowo i dlatego jesteśmy teraz w Krakowie.

- W Atomie Treflu Sopot zawodniczki miały kontrakty długoterminowe i one są kontynuowane. Umowy były oczywiście aneksowane, bo zmieniło się miejsce.  Z tym również nie było z tym żadnego problemu. Dziewczyny widziały, że są budowane dobre warunki do pracy. Mamy szeroki sztab, doświadczonych specjalistów. Zawodniczki zwracają na to uwagę. Nie tylko chodzi o warunki finansowe. Samo miasto jest również bardzo atrakcyjne, bo poza sportem prowadzimy także życie osobiste. Część dziewcząt, które miały kontrakty, lub te, które trener widział w składzie, przyjechały do nas i czują się świetnie. Część dziewczyn, które były w Proximie mają szansę debiutować w ekstraklasie. Dokonaliśmy też wzmocnień. Dlatego zespół powstał stosunkowo szybko, bo już w połowie czerwca mieliśmy skompletowany skład.

Nie poszedł pan drogą na skróty. Nie zatrudnił pan znanych zawodniczek, których poziom sportowy gwarantowałby zwycięstwa.

- Klubów, co składały deklaracje, że zdobędą mistrzostwo w jeden rok nie brakuje, bo ludzi ambitnych w Polsce jest bardzo dużo. Jednak czasami ambicja przysłania realne możliwości. My chcieliśmy zbudować drużynę, gdzie nie stawia się na jedno nazwisko, ale na cały zespół. Przygotowujemy się na walkę i to ma zapewnić emocje. Walka to czasami wspaniałe zwycięstwo, ale też i porażka. Jesteśmy na to przygotowani, odpowiedzialni za to. Natomiast teraz debiutujemy w Krakowie, chcemy stabilnie prowadzić rozgrywki i poprawić wynik Atomu Trefla Sopot z poprzedniego sezonu i myślę, że to jest spokojny cel sportowy na ten sezon. Oczywiście mamy też marzenia sportowe, ale nie w formie deklaracji.

W siatkarskich klubach w Polsce kontrakty zawierane są zazwyczaj na rok, dwa. Jak to jest w przypadku Trefla Proximy Kraków? Czy nie warto pójść w kierunku np. piłki nożnej - dłuższe kontrakty i transfery zawodniczek, żeby kluby po prostu na tym zarabiały?

- Rzadko się zdarza, żeby kontrakty zawierane z zawodniczkami były na kilka lat. Jest to podyktowane tym, że nie często zdarza się komfort w tym sporcie posiadania długoterminowych umów sponsorskich.  Wpływy z tytułu sprzedawania praw do transmisji również nie pozwalają na budowanie bezpiecznego  budżetu klubu. Dlatego też ze względów zdroworozsądkowych nie podejmuje się długich zobowiązań z zawodniczkami, bo też nie ma pewności, jak będzie wyglądała sytuacja i perspektywa klubowych finansów. Siatkówka jeszcze nie jest na takim etapie, żeby wejść w tak dużą kapitalizację tego przedsięwzięcia. Cel sportowy jest celem nadrzędnym. Zarabianie pieniędzy, to niestety nie jest jeszcze ten moment w siatkówce.

Największą gwiazdą Trefla Proximy jest trener Alessandro Chiappini.  Jak udało się panu namówić Włocha to pracy w Krakowie jeszcze w I lidze, a teraz w ekstraklasie?

- On jest pasjonatem. Natomiast, czy jest największą gwiazdą, to będę polemizował.

To bardzo znane nazwisko w siatkarskim świecie.

- Oczywiście, ma na koncie wiele sukcesów, ale też mamy zawodniczki, które zdobywały medale. Rozdzielam sztab i zespół, bo dla nas zespół jest najważniejszy. My wszyscy pracujemy dla zawodniczek i dlatego sława osób, które pracują na rzecz dziewczyn, dla nas się nie liczy. Takie samo podejście ma Alessandro Chiappini. On bardzo lubi szkolić, lubi młodzież, lubi rozwój sportowy swoich podopiecznych. Nie musiałem go przekonywać finansowymi aspektami. One tak naprawdę nie miały szczególnego znaczenia, tylko koncepcją budowania sportu, która jego też pochłonęła, i dlatego przyjechał w zasadzie bez zastanowienia. Spotkaliśmy się, przedstawiłem, jak chcemy realizować nasz projekt w najbliższych latach. Był bardzo podekscytowany i zdecydował się od razu.

Czy trener Chiappini tylko zajmuje się pierwszą drużyną? Czy też ma wpływ na szkolenie młodzieży?

- U nas sztaby szkoleniowe młodzieżowe współpracują ze sztabem seniorskim. Generalna zasada prowadzenia młodzieży jest w myśl zasad włoskich. Niezależnie od tego sztaby szkoleniowe mają własne koncepcie i działa to bardzo dobrze.

Asystentką Chiappiniego i menedżerem drużyny jest była reprezentantka Polski Joanna Mirek. Proszę powiedzieć o jej roli w zespole. Czy w przyszłości to ona przejmie stery?

- Nie znam jej marzeń, jeśli chodzi o rozwój kariery. Przede wszystkim jest niesamowitą pomocą dla mnie w sprawach organizacyjnych. Oczywiście również w treningach. Potrafi bardzo pomagać. Ma wieloletnie doświadczenie. Grała na najwyższym szczeblu rozgrywkowym, w reprezentacji Polski i zagranicą . Ma bezcenne informacje, które może wprost przekazać zawodniczkom. I jest kobietą. Czasami kobieta lepiej zrozumie kobietę niż mężczyzna i jest to wspaniały bufor dla sztabu. Siła doświadczenia Joanny Mirek - na tym głównie polegamy, jeśli chodzi o naszą współpracę. Jej przyszłość leży tylko i wyłącznie w jej rękach i w ramach jej koncepcji będzie to realizowane.

Budżet w ekstraklasie na pewno jest dużo większy niż w I lidze. Jaki jest budżet Trefla Proximy?  Pozyskaliście kilku sponsorów, współpracujecie z miastem.

- Współwłaścicielami klubu są sponsorzy tytularni i czujemy się odpowiedzialni za finansowanie. Oczywiście jest to duże obciążenie. Jesteśmy wdzięczni miastu za to, że udostępniło nam halę, że nam pomaga. Mamy pełną świadomość tego, że tu nie chodzi o to, żeby mówić, że chcemy, tylko pokazać, że możemy, wkładamy w to nasze pieniądze, że jesteśmy partnerem do rozmowy, a nie tylko beneficjentem, który przez to, że coś zorganizował, wyciąga rękę po wsparcie. Jesteśmy przekonani, że wysoka jakość widowiska sportowego, poziomu sportowego sprawi, że wszyscy będą widzieli sens, żeby w tym uczestniczyć. Na to liczymy. Na ten moment budżet jest oparty na pieniądzach prywatnych.

Debiut w ekstraklasie Trefla Proximy nie był udany. Porażka z ŁKS Commercecon Łódź 1:3.W poniedziałek debiut w Krakowie i mecz z mistrzem Polski Chemikiem Police w Tauron Arenie Kraków. Trefl Proxima to nowy twór, który chyba jeszcze nie  ma zbyt dużego grona kibiców. Jak chcecie przyciągnąć kibiców do Tauron Areny i później do hali "Suche Stawy", gdzie będziecie rozgrywać swoje spotkania?

- Przed wszystkim bardzo zachęcamy najmłodszych do przychodzenia na halę i robimy to poprzez szkoły i kluby sportowe. Dzieci, młodzież przyciągają za sobą rodziców i mam nadzieję, że będzie to w systemie lawinowym. Jeśli będzie widać, że jesteśmy zespołem ambitnym, to ludzie będą chcieli taką walkę oglądać. Dzięki Wydziałowi Edukacji Miasta Krakowa, Zarządowi Infrastruktury Sportowej w Krakowie propagujemy zaproszenie na ten mecz do szkół. Jest odzew pozytywny i liczymy na to, że przyjdzie dużo ludzi. Chcemy to wykorzystać, jako takie dobre pokazanie tego sportu. Może to zaowocuje, na co liczymy.

Tauron Arena jest ogromna i nawet jak zasiądzie w niej pięć tysięcy widzów, to sprawia wrażenie, jakby była pusta.

- To prawda. Zadanie przed nami jest trudne, ale pracujemy nad tym. Miasto jest oplakatowane, propagujemy ten mecz w mediach społecznościowych. Mecz Chemikiem to na pewno wydarzenie. Nie jest to żaden przymus, a coś co warto zobaczyć.

Ceny biletów nie są wygórowane - 10 złotych bilet ulgowy, a 15 normalny i to bez względu na miejsce w hali.

- Wyjście do kina kosztuje 25 złotych, a my proponujemy Tauron Arenę i widowisko na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. Cena wejściówek jest atrakcyjna i taką będziemy trzymać przez cały sezon.

Czy przygotowujecie jakieś atrakcje na poniedziałkowe spotkanie?

- Oczywiście, że tak. Będą konkursy dla kibiców, będzie losowanie nagród, będą pokazy cheerleaderek, ale główną atrakcją jest przebieg widowiska sportowego.

Jakie stawia pan cele sportowe na ten sezon i na przyszłość?

- Naszą misją jest szkolenie młodzieży, a celem sportowym zdobywanie medali, ale w przyszłości, bo musimy obserwować, jak się rozwijamy. Dlatego w tym sezonie chcemy zająć miejsce bezpieczne w tabeli, poprawić wynik z zeszłego sezonu, ale marzeniem sportowym byłoby gdybyśmy mieli szanse otrzeć się o play off.

W przyszłym sezonie ekstraklasa kobiet będzie "okrojona" o dwa zespoły.

- Po rundzie zasadniczej już odpadają dwa zespoły, a trzeci od końca będzie walczył o utrzymanie w ekstraklasie z mistrzem I ligi.

Numerem jeden Trefla Proximy jest drużyna seniorska. Proszę powiedzieć jeszcze o grupach młodzieżowych. Jak wygląda nabór zawodniczek?

- My nie mamy grup naborowych. Współpracujemy z klubami i przejmujemy zawodniczki od wieku młodszej kadetki, czyli 15 i 16-latki. Poprzez współpracę z klubami stwarzamy możliwość rozwoju sportowca w bardziej profesjonalnych warunkach, takich gdzie jest już współpraca z drużyną ekstraklasową. Mamy trzecią ligę, jako rezerwy zespołu seniorskiego, mamy dwa zespoły kadetek i zespół juniorek. Wszystkie występują pod szyldem ekstraklasowego Trefla Proximy Kraków. Głównie chodzi o to, żeby sportowcy czuli, że należą do dużej organizacji, która prowadzi do kariery sportowej na najwyższym poziomie rozgrywkowym. W grupach młodzieżowych dziewczyny mają cele sportowe wysokie, bo w zeszłym sezonie zdobyliśmy brązowy medal mistrzostw Polski kadetek. W tym sezonie nasze kadetki stały się młodszymi juniorkami i pewnie im będzie trudniej, ale chcielibyśmy w obu kategoriach wiekowych być w finale, czyli w pierwszej "ósemce". Byłoby bardzo dobrze, jeśli powalczylibyśmy w strefie medalowej zarówno w jednej, jak i drugiej kategorii wiekowej.

Po zakończeniu wieku juniorskiego zawodniczki automatycznie zasilałyby drużynę seniorską?

- To oczywiście jest bardzo wąskie grono. Wiadomo, że sama piramida szkoleniowa polega na tym, że poszczególne szczeble kariery sportowej trzeba pokonywać i niestety nie jest to dla wszystkich. Trzeba spełnić wiele składowych, żeby mieć perspektywę. Natomiast już teraz, kiedy w okresie przygotowawczym nie było z nami dwóch reprezentantek, to juniorki pomagały. Zamiast Zsuzsanny Talas mieliśmy Kasię Tkaczyk, która rozgrywała i zamiast Martyny Łukasik mieliśmy Weronikę Wojdyłę. Jest to dla nich nagroda, a też szansa pracowania w absolutnie profesjonalnej atmosferze. Taki jest cel, żeby młodze dziewczyny miały karierę otwartą u nas, jeżeli oczywiście będą traktowały sport poważnie.

Przejście z wieku juniora do seniora, to duży przeskok. Zwłaszcza w Krakowie, gdzie utalentowani juniorzy czy juniorki nie mają po prostu gdzie kontynuować kariery.

- Trzeba wielu pasjonatów. Musimy zrozumieć, że to nie jest zabawka dla biznesmenów tylko, że taki zespół to jest dobro społeczności krakowskiej. Trzeba do tego podchodzić poważnie i wspierać tego typu inicjatywy. Nie mówię tego tylko dlatego, że my tak robimy. Jak ktoś zna naszą działalność jako Proximy Service, to wie, w ile rzeczy się angażujemy. Chodzi o zrozumienie potrzeb. Nie jest to tak, że pracujemy wyłącznie dla siebie i patrzymy tylko na koniec własnego nosa. Tylko patrzymy szeroko, bo to przynosi dużo większe korzyści zarówno jeśli chodzi samopoczucie, a także postrzeganie własnej organizacji i nawet samego siebie.

Czy pana zdaniem polska siatkówka nie przeżywa obecnie kryzysu? Reprezentacje zakończyły swój udział w mistrzostwach Europy w barażach o ćwierćfinał. Ekstraklasa kobiet straciła sponsora tytularnego.

- Najprościej zawsze oceniać przez wynik sportowy - jaki wynik sportowy, taka kondycja. Lepiej spoglądać, jakie są perspektywy. My pracujemy teraz nad tym, jak będzie ten sport wyglądał w przyszłości. Praca u podstaw to jest klucz. Sama praca reprezentacyjna, to jednak jest praca z reprezentantkami, a przecież gdzieś musiały przejść proces wychowawczy, przygotowywały dojrzałość sportową na parkietach ligowych. Nie możemy o tym zapominać. Kluby sportowe nie są tylko i wyłącznie odpowiedzialne za szkolenie. Musimy być wszyscy w to zaangażowani i budowanie zainteresowania sportem nie poprzez krytykę działań innych, a dostrzeganie też pozytywów. Łatwo jest krytykować, gdy coś nie wyszło. Z drugiej strony, jak ktoś spróbuje organizacji i zorientuje się, jak to funkcjonuje, to wie, jak jest to  trudne zadanie. W przypadku sportu, tak jak w gospodarce, nie ma skrajnych posunięć. Jeżeli przychodzi kryzys, to z zewnątrz patrząc przychodzi nagle, bo my go czujemy po porażce. Natomiast jego tło przychodzi dużo wcześniej. Jak nadchodzi sukces, to też jesteśmy w stanie rokować , że on będzie, bo też nie przychodzi nagle niespodziewanie, jak zwycięstwo. Rzadko zdarza się tak, że na przykład mistrzostwo Europy zdobywa się spontanicznie. Medale najczęściej zdobywają faworyci, którzy mają zbudowany mocny zespół. Dlatego powinniśmy być cierpliwi, pozytywnie patrzeć, dostrzegać tych, co pracują z młodzieżą. Oczywiście zespoły seniorskie muszą mieć warunki do pracy. Po to młodzi ludzie się szkolą, żebyśmy mogli oglądać mocne zespoły seniorskie. Musimy się w to wszyscy angażować i wtedy będą wyniki sportowe.

Rozmawiał Robert Kopeć

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje