Pierwszy taki finał od 13 lat. "Nikt w Polsce nie jest w stanie sięgnąć takiego poziomu"
Dla PGE Budowlani Łódź to był wyjątkowy sezon Tauron Ligi. Podopieczne trenera Macieja Biernata zdobyły pierwsze w historii klubu mistrzostwo kraju, a do tego sięgnęły po Puchar Polski. - Pierwszy raz od 13 lat o tytule decydowało piąte spotkanie. Ta rywalizacja to był maraton, a nie sprint i trzeba było się nauczyć reagować. Wykonaliśmy świetną pracę, jak zaadoptować się do emocji w kolejnych spotkaniach i to my jesteśmy złotymi medalistami - podkreśla trener Łodzianek.

Andrzej Klemba, Interia: Pod pana wodzą PGE Budowlani zdobyli pierwsze mistrzostwo Polski, a do tego jeszcze Puchar Polski. Zapisał się pan w historii klubu…
Maciej Biernat, trener PGE Budowlani Łódź: To są duże słowa i dużo ważą. Cieszę się, że jestem pierwszym trenerem w historii Budowlanych, który osiągnął ten sukces, czyli mistrzostwo Polski. A do tego jeszcze w tym sezonie podniesliśmy Puchar Polski. To jest sezon jak marzenie. Przed startem rozgrywek może tliły się w naszych głowach wizje, jak to może się potoczyć. Jednak mieć to w sferze marzeń to jedno, a zrealizować na boisku to drugie. To jest niesamowite, że mieliśmy możliwość pracy z tak wspaniałą grupą dziewczyn.
To jest naprawdę coś, co zostanie z nami na zawsze
W ostatnich sezonach nie za często zdarza się, by polski trener wygrał polską ligę.
- W tej niedalekiej przeszłości rzeczywiście tylko Marek Mierzwiński i Jakub Głuszak zdobywali tytuł z Chemikiem. Brzmi to dumnie, że trener Polak zdobywa złote medale w swoim kraju, bo często jest tak, że kluby, które są bogate i chcą się bić o najwyższe trofea, zatrudniają zagranicznych szkoleniowców. Całe szczęście, że nie zawsze się to sprawdza, jak pokazuje ten przykład.
O tytuł było bardzo trudno, bo zdecydowało piąte spotkanie, który rozgrywaliście na wyjeździe.
- To był mecz o życie. Stoczyliśmy bitwę. Dziewczyny agresywnie podeszły do tego spotkania, z ogromną determinacją i wolą walki, która emanowała od nich już dzień przed meczem. Było czuć tę aurę, która się wytwarza i byłem w miarę spokojny o to, jak może się potoczyć walka na boisku. Już kilka razy w tym sezonie po zachowaniach dziewczyn można było wyczuć, że to nadchodzi moment, kiedy ta ich energia eskaluje do takiego poziomu, której nikt inny w Polsce nie jest w stanie sięgnąć.
Po pierwszym meczu, który pana drużyna przegrała łatwo i wysoko zawodniczki pokazały hart ducha. Podniosły się i na dodatek w Rzeszowie wygrały decydujące spotkanie.
- Zgadza się, zaliczyliśmy falstart w pierwszym spotkaniu, ale to też była nauka, z której wyciągnęliśmy wnioski. Ta rywalizacja to był maraton, a nie sprint i trzeba było się nauczyć reagować. Wykonaliśmy świetną pracę, jak zaadoptować się do emocji w kolejnych spotkaniach i to my jesteśmy złotymi medalistami.
Długo nikt nie potrafił wygrać w hali Podpromie. Jak to wam się udało? Był moment w końcówce czwartego seta, kiedy szala prawie przechyliła się na stronę Developresu.
- To prawda, ale przez całe spotkanie to my byliśmy zespołem, który dyktuje warunki. W trzecim secie pozwoliliśmy przeciwnikowi zbliżyć się do nas i nawet go wygrać. W czwartej partii nie da się jednoznacznie określić, co się działo na boisku. Właściwie żadna z zawodniczek wcześniej nie doświadczała takich emocji związanych z finałem. Piąty mecz finałowy ostatni raz zdarzył się 13 lat temu. To niesamowite, że mental wypracowany przez ileś miesięcy, przez kilkadziesiąt spotkań, które rozegraliśmy, zaowocował w tym najważniejszym spotkaniu.
Trener Jacek Pasiński mówił, że atutem Budowlanych w trakcie takiego meczu może być pana spokój. Tak było?
- Nie mnie to oceniać, natomiast wiem, jak reaguję, jak się nauczyłem tego na przestrzeni lat. Jeśli chodzi o negatywne emocje, to jestem bardzo powściągliwy, żeby nie dawać takiego poczucia zawodniczkom w trakcie spotkania. Czasem trzeba zareagować impulsywnie, żeby szukać dodatkowego bodźca, ale podczas tej finałowej batalii praca z zespołem to była czysta przyjemność.
W tym finale w pana drużynie prym wiodły Polki - Paulina Damaske, Justyna Łysiak czy Alicja Grabka. W ostatnich latach to jednak zagraniczne zawodniczki często decydowały.
- Zgadza się i to pokazuje, że można zdobyć mistrzostwo polskimi zawodniczkami. Generalnie nasz zespół był bardzo dobrze zbalansowany, a to już jest zasługa między innymi prezesa.
Co dalej trenerze?
- Odpoczynek.
A w przyszłym sezonie? Z racji na możliwości finansowych klubów tureckich czy włoskich trudno jest zawojować Ligę Mistrzyń.
- Zobaczymy, co przyniesie losowanie. Będziemy w pierwszym koszyku, więc uda się uniknąć kilku potentatów. To kluczowa informacja. A co dalej, to poczekajmy. Minęło dopiero kilkadziesiąt godzin od zdobycia mistrzostwa Polski, więc na razie cieszymy się sukcesem.
A co ze składem?
- Nie wiem, zobaczymy. Jeżeli przyjdzie choć jedna nowa zawodniczka, to już można mówić, że grupa też jest nowa. Na pewno dojdzie do kilku roszad i trzeba się liczyć z tym, że trzeba będzie wypracować nowy system pracy i szukać atutów drużyny, którą będziemy mieć.
















