Reklama

Reklama

LSK: W Kaliszu powoli chcą budować mocny zespół

Po dziewięciu latach ekstraklasa siatkarek znów zawita do Kalisza. Drużyna Energi MKS przejęła miejsce w elicie po Treflu Proximie Kraków, który wycofał się z rozgrywek. Trener Mariusz Wiktorowicz uważa, że pierwsza runda zweryfikuje możliwości jego zespołu.

Kaliszanki do Ligi Siatkówki Kobiet weszły trochę kuchennymi drzwiami. Wygrały wprawdzie rozgrywki pierwszej ligi, ale to nie zapewniało gry w elicie. Musiały stoczyć jeszcze baraże z 12. zespołem ekstraklasy - Legionovią Legionowo. Drużyna z Wielkopolski przegrała wszystkie spotkania i wydawało się, że marzenia o awansie będzie musiała odłożyć na kolejny sezon. Tymczasem we wrześniu, po wcześniejszej rezygnacji Trefla Proximy, Profesjonalna Liga Piłki Siatkowej zaprosiła MKS do grona 12 najlepszych zespołów w kraju.

Reklama

Siatkarki z Kalisza najwcześniej spośród wszystkich zespołów z LSK rozpoczęły przygotowania, ale też pierwotnie miały startować w pierwszej lidze, która rozgrywki zainaugurowała pięć tygodni wcześniej niż ekstraklasa.

"Te nasze przygotowania zmieniły się, ale przede wszystkim musieliśmy przebudować zespół pod kątem ekstraklasy, gdzie poziom jest zdecydowanie wyższy niż w pierwszej lidze. I ten proces wciąż trwa" - powiedział Wiktorowicz.

Po zakończeniu poprzedniego sezonu wiele zawodniczek, które miało udział w zdobyciu mistrzostwa pierwszej ligi, odeszło z drużyny, m.in. Hanna Łukasiewicz, Natalia Sroka, Katarzyna Wawrzyniak, Justyna Raczyńska i Serbka Ivana Isailovic. Ta ostatnia została jednak w klubie, ale w nowej roli - w tym sezonie będzie pełnić funkcję kierownika zespołu. MKS pozyskał m.in. rozgrywającą Małgorzatę Sobolewską (Joker Świecie), atakującą Aleksandrę Wańczyk (KSZO Ostrowiec Św.), z Trefla Proximy dołączyły rozgrywająca Adrianna Budzoń i libero Klaudia Kulig. Nową zawodniczką jest także serbska przyjmująca Ljubica Kecman (SC Poczdam).

"Nie ukrywam, że szukamy jeszcze nowych zawodniczek na pozycję środkowej i atakującej" - zaznaczył Wiktorowicz.

W okresie przygotowawczym beniaminek ekstraklasy wziął udział w turniejach w Bobolicach i Goleniowie. W obu zajął ostatnie, czwarte miejsce przegrywając wszystkie pojedynki. W meczach kontrolnych z drużynami z LSK kaliszanki też miały niewiele do powiedzenia, wysoko uległy m.in. Volley Wrocław (0:4), Grot Budowlanym Łódź (0:4) i ŁKS Commercecon Łódź (0:4).

"Nie przywiązuje do wyników aż tak dużej wagi. Sparingi są dla nas dużą lekcją, dziewczyny zapoznają się z poziomem ekstraklasy, poznajemy też przeciwników, z którymi przyjdzie nam się niedługo zmierzyć. Tak na dobrą sprawę, liga będzie wszystko weryfikować. W wielu meczach graliśmy jak równy z równym i to z drużynami, które zdobywały medale w poprzednim sezonie" - podkreślił.

Szkoleniowiec przyznał, że pierwszym celem jest skompletowanie składu. Nie ukrywa jednak, że głównym zadaniem będzie utrzymanie się w elicie.

"Chcemy jak najlepiej zaprezentować się w nowym sezonie. Jesteśmy beniaminkiem, skład mamy mocno zmieniony. Trzeba spokojnie i cierpliwie pracować, a myślę, że pierwsza runda pokaże, co jesteśmy w stanie ugrać. Ten czas będzie takim wykładnikiem naszych możliwości. Zawsze pierwszy sezon dla beniaminka jest trudny i musimy zrobić wszystko, żeby utrzymać się w elicie" - mówił.

Wiktorowicz dodał również, że najbliższy sezon klub traktuje jako kolejny etap procesu "odbudowy mocnego zespołu w Kaliszu". Siatkówka w tym mieście ma bogate tradycje - pod koniec lat 90-tych, a także w poprzedniej dekadzie drużyna Calisii występująca także pod szyldem Augusto, Grześki czy Winiary zdobyła m.in. cztery tytuły mistrza kraju i cztery Puchary Polski.

"Ten proces zaczęliśmy w ubiegłym roku i wygraliśmy pierwszą ligę. Teraz przed nami kolejny etap. Wiemy doskonale, że dojście do sukcesu wymaga czasu, ale także określonego budżetu. Na to trzeba pracować latami, nie da się zdobyć mistrzostwa w jeden sezon. Musimy działać rozsądnie, jeśli chce się zrobić od razu cztery kroki do przodu, to łatwo można się przewrócić. Dlatego lepiej stopniowo budować zespół sezon po sezonie, wzmacniać się i wtedy można liczyć na wyniki. Chcemy nawiązać do tego wspaniałego okresu, ale też musimy pamiętać, jakie zawodniczki grały wówczas w Kaliszu" - tłumaczył.

Kaliszanki liczą też na wsparcie kibiców. Rok temu, gdy do superligi awansowali piłkarze ręczni tego klubu, "Arena Kalisz" mogąca pomieścić ponad 3000 widzów, wypełniała się czasami do ostatniego miejsca.

"Wiemy, jaka jest oprawa na meczach piłki ręcznej. Jesteśmy jednym klubem i wierzę, że hala będzie również wypełniona na naszych meczach, bo docierają do nas informacje, że zainteresowanie siatkówką na najwyższym poziomie jest duże. Już w pierwszej lidze nasze ostatnie spotkania oglądało ok. 1000-1200 w kibiców" - podkreślił opiekun kaliskich siatkarek.

Na inaugurację sezonu Energa MKS zmierzy się z Profi Credit Bielsko-Biała, klubem, z którym Wiktorowicz był przez wiele lat związany i odnosił z nim największe sukcesy w swojej karierze.

"To było już wiele lat temu. Pozostały fajne wspomnienia i przyjaźnie. Te puchary i medale są w domu na półkach, ale teraz żyję tym, co jest teraz. Tak się złożyło, że gramy na inaugurację z BKS, którego trenerem jest Bartek Piekarczyk. Współpracowaliśmy przez jeden sezon, znamy się dobrze, ale te wszystkie podteksty są dobre dla dziennikarzy i kibiców" - podsumował szkoleniowiec.

Dowiedz się więcej na temat: Energa MKS Kalisz | Liga Siatkówki Kobiet

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama