Reklama

Reklama

Jerzy Matlak: Na emeryturę przyjdzie czas

Były selekcjoner reprezentacji siatkarek Jerzy Matlak po trzech latach przerwy wraca na ligowe parkiety w roli trenera mistrzyń kraju Atomu Trefla Sopot. Jak powiedział 67-letni trener, na emeryturę przyjdzie jeszcze czas.

Zamiast wypoczywać w domu w Szczyrku i cieszyć się spokojnym życiem, wrócił pan na ławkę trenerską. Brakowało adrenaliny?

Jerzy Matlak: Po roku miałem już dość spacerów po górach. Okazało się, że to jeszcze nie czas, by zająć się tylko odpoczywaniem. W czasie gdy byłem bez zajęcia, pojawiły się propozycje podjęcia pracy. Gdyby ich nie było, pewnie dalej siedziałbym w domu. Tych ofert było jednak kilka, co mile mnie zaskoczyło, mając w pamięci kalumnie, jakimi mnie obrzucano po rozstaniu z reprezentacją. Skoro są jeszcze ludzie, którzy wierzą, że mogę im pomóc, a moje umiejętności są w cenie, zdecydowałem się wrócić na ławkę trenerską. Sam pracy nie szukałem, to praca mnie znalazła.

Dlaczego akurat wybrał pan ofertę klubu z Sopotu, który w ubiegłym sezonie borykał się ze sporymi kłopotami finansowymi, a z mistrzowskiego składu pozostały tylko wspomnienia?


- Z tego co mi wiadomo, klub wychodzi już z tarapatów. Propozycja natomiast była ciekawa także pod względem finansowym. Wiem, że w poprzednim sezonie Atom nazywano "dream teamem", może ten również takim się okaże. Przyszło kilka zawodniczek, które nie do końca były chciane w innych zespołach, pomijane w składach czy też miały kłopot ze znalezieniem klubu. Tutaj znalazły przystań i prezentują się znacznie lepiej, niż się spodziewaliśmy.

Wyniki spotkań sparingowych też napawają optymizmem. Dotychczas wygraliście wszystkie mecze sparingowe.


- Na turnieju w Rosji spotkaliśmy naprawdę bardzo mocne zespoły. Teraz w Koszalinie wygraliśmy z Vakifbankiem Stambuł 3:2, najlepszą drużyną Europy sprzed roku. W tym zespole gra przecież Gosia Glinka, a niedawno doszła m.in. Jovana Brakocevic. Trudno wyobrazić sobie mocniejszego przeciwnika, nawet jeśli on jest na nieco innym etapie przygotowań. To naprawdę daje satysfakcję, choć wiadomo, że rozliczy nas się za wynik końcowy, a nie za sparingi. Na pewno dziewczyny też udowodniły sobie, że potrafią więcej niż sądzono w ich poprzednich klubach.

Przed rokiem rozstał się pan z reprezentacją w niezbyt miłych okolicznościach. Z perspektywy czasu, jak pan ocenia dwa lata pracy z kadrą?


- Prawda jest taka, że niemal od początku, gdy zostałem wybrany na selekcjonera reprezentacji, szukano powodów, by mnie odwołać. Zdobyłem brązowy medal mistrzostw Europy i dziewiąte miejsce w mistrzostwach świata. Wiem, że wiele osób nasz występ na mundialu w Japonii uznało za porażkę, a ja uważam, że długo nie powtórzymy takiego wyniku. Przeszedłem cztery weryfikacje, nawet przez ministerstwo sportu. Tymczasem nic nie słyszałem o tym, by mojego następcę (Alojzego Świderka - przyp. red) rozliczano z wyników, a raczej postawiono nad nim parasol ochronny. Zostawiłem drużynę na siódmym miejscu w rankingu FIVB, teraz jesteśmy na 15. Gdybyśmy utrzymali tak wysoką pozycję, mielibyśmy co najmniej jedną szansę więcej na zakwalifikowanie się do igrzysk olimpijskich.

Pana konflikt z Polskim Związkiem Piłki Siatkowej znalazł finał w sądzie pracy. Domaga się pan odszkodowania za zerwanie kontraktu.


- Odbyło się kilka rozpraw i cała sprawa wygląda lepiej dla mnie, a gorzej dla związku. Nie sądzę, bym cokolwiek stracił przez to, że w ogóle tę sprawę skierowałem do sądu. Uważam, że umowa została zerwana jednostronnie, bez powodu. Ja nie przekroczyłem żadnych norm, które miałem wyznaczone w kontrakcie. A gdy mnie odwoływano, w ogóle mnie nie zaproszono na to spotkanie. Po pewnym czasie dowiedziałem się, jak to wyglądało. Nie do końca wiadomo, jaki faktycznie był wynik głosowania. Wiele osób wstrzymało się z decyzją, chcąc dowiedzieć się u źródła, czy jest prawdą to, co mi zarzucano. A wystarczyło tylko zadzwonić i przyjechałbym na zebranie zarządu, wytłumaczył, dlaczego zabrakło na zgrupowaniu trzech czy czerech zawodniczek.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje