Włoskie media grzmią. Niedawno było święto, a teraz piszą o "rozpadzie mistrzowskiej drużyny"
Jeszcze kilka miesięcy temu było wielkie święto. Napoli po raz trzeci w historii zostało bowiem mistrzem Włoch. Po kilku kolejkach nowego sezonu nic z tej atmosfery jednak nie zostało. Nowy szkoleniowiec Rudi Garcia ma już na pieńku z najlepszym strzelcem drużyny Victorem Osimhenem, a media piszą o "rozpadzie mistrzowskiej drużyny". Oliwy do ognia dolał także prezes Aurelio De Laurentiis.

Napoli wcześniej dwa razy zdobywało tytuł. Było to jednak w 1987 i 1990 roku, kiedy gwiazdą drużyny był Diego Maradona. Jak ważny był to piłkarz dla tego klubu świadczy fakt, że po śmierci Argentyńczyka od razu zmieniono nazwę stadionu w Neapolu, by uczcić jego pamięć.
Dlatego wywalczenie mistrzostwa w zeszłym sezonie i to w bardzo dobrym stylu, tak wiele znaczy dla wszystkich związanych z Napoli. Do tego dochodzi jeszcze rywalizacja biednego południa Włoch z bogatą północą, więc zawsze pozostawienie w pokonanym polu Juventusu, Interu czy Milanu jest na wagę złota.
Pierwszą oznaką nadchodzącego kryzysu mogło być odejście głównego architekta sukcesu trenera Luciana Spallettiego. Ten chciał odpocząć od piłki, ale nie było mu to dane, ponieważ w trybie awaryjnym został selekcjonerem reprezentacji Włoch, zastępując Roberta Manciniego, który wybrał petrodolary.
Rudi Garcia nie jest może trenerem nieznanym, w 2011 roku wywalczył dublet z Lille, a w 2020 był w półfinale Ligi Mistrzów z Lyonem, we Włoszech trenował Romę, ale zastanawiano się, jak poradzi sobie w tym wypadku.
Na razie nie idzie mu za dobrze. Niedzielny bezbramkowy remis z Bologną był trzecim meczem bez zwycięstwa z rzędu, a strata do liderującego Interu wynosi już siedem punktów.
Poza tym, gwiazdy zespołu wykazują zdenerwowanie. Osimhen, król strzelców poprzedniego sezonu, który w tym spotkaniu trafił w słupek i nie wykorzystał rzutu karnego, gdy został niedługo później zmieniony, kręcił z niezadowoleniem głową i gestykulował w kierunku szkoleniowca.
Serie A. Właściciel dolał oliwy do ognia
Tydzień wcześniej podobnie zachowywał się Chwicza Kwaracchelia. Gruzin wykonywał podobne gesty po zmianie w pojedynku z Genoą.
Frustracja przeniosła się także na trybuny, a wiadomość przekazana przez właściciela klubu Aurelia De Laurentiisa, człowieka, który zatrudnił Garcię, wywołała zamieszanie po remisie w Emilii-Romanii.
"Napoli zacznie jeszcze raz od Bologni. Dobra robota, wszyscy" - stwierdził De Laurentiis.
Nic dziwnego, że media nie szczędziły krytyki.
"Napoli się rozpadło" - napisała "La Gazzetta dello Sport", a "Corriere della Sera" dodał, że "obrona mistrzostwa jest w tym momencie niemożliwa", choć za nami dopiero pięć kolejek.
Co dalej? Zespół będzie miał szansę przerwać serię bez zwycięstwa w środę, kiedy podejmie na stadionie Diega Armando Maradony Udinese. Rywal w pięciu meczach zdobył tylko trzy punkty i strzelił jednego gola, więc wydaje się, że albo to się uda, albo sytuacja Napoli będzie już bardzo zła.











