Reklama

Reklama

  • 1 .AC Milan (20 pkt.)
  • 2 .US Sassuolo Calcio (18 pkt.)
  • 3 .AS Roma (17 pkt.)
  • 4 .Juventus Turyn (16 pkt.)
  • 5 .Inter Mediolan (15 pkt.)
  • 6 .SSC Napoli (14 pkt.)
  • 7 .Atalanta Bergamo (14 pkt.)
  • 8 .Lazio Rzym (14 pkt.)

Serie A. Kalidou Koulibaly opowiedział nieznaną historię o Sarrim i narodzinach swojego dziecka

Kalidou Koulibaly od kilku lat jest szefem obrony SSC Napoli. W Neapolu pracował m.in. z Maurizio Sarrim, który został niedawno trenerem Juventusu Turyn. Senegalski obrońca przytoczył nieznaną wcześniej anegdotę, dotyczącą trenera oraz narodzin swojego dziecka.

Zaledwie po roku spędzonym w Chelsea trener Maurizio Sarri odszedł z londyńskiego klubu, by związać się trzyletnim kontraktem z Juventusem Turyn. Z "The Blues" Włoch zajął trzecie miejsce w Premier League i triumfował w Lidze Europy.

Reklama

Jego przyjście do Juventusu nie spotkało się z dobrą reakcją fanów z Neapolu, którzy uważali, że były trener SSC Napoli zdradził tym samym swój były klub. 60-letni szkoleniowiec pracował w Napoli w latach 2015-18, będąc bliski, by przełamać wówczas monopol Juventusu na włoskiej ziemi. Dwukrotnie zdobywał z Napoli wicemistrzostwo kraju, raz skończył rozgrywki na trzeciej pozycji.

Sarri słynie z nałogowo wypalanych papierosów. "Palę 60 papierosów dziennie. To prawdopodobnie trochę za dużo" - przyznał niedawno ekscentryczny szkoleniowiec. Wyjątkowa słabość do tytoniu nie jest jedynym nietypowym nawykiem Sarriego, a o jego szalonych zachowaniach krążą legendy.

Nieznaną dotąd historię z czasów, gdy Sarri był trenerem Napoli, przytoczył niedawno Kalidou Koulibaly. 28-letni obrońca Napoli podzielił się anegdotą na portalu "The Players Tribune", gdzie sportowcy z różnych dyscyplin dzielą się swoimi historiami. Na platformie publikowali już m.in. Mario Goetze, koszykarz Donovan Mitchell, a nawet Neymar Jr.

Koulibaly swój tekst nazwał "Wszyscy jesteśmy braćmi" i poruszył w nim m.in. temat rasizmu, z jakim zetknął się na stadionach. W opowieści nie zabrakło jednak humoru, także w anegdocie dotyczącej Sarriego oraz narodzin dziecka Koulibaly'ego. Historia ta doskonale pokazuje, jak szalonym człowiekiem jest nowy trener "Starej Damy".

Oddajmy zatem głos piłkarzowi Napoli:

"Moja żona trafiła rano do szpitala, a wieczorem graliśmy domowy mecz z Sassuolo. Byliśmy w trakcie przedmeczowej analizy wideo, gdy mój telefon zawibrował. Zazwyczaj zupełnie go wyłączam, ale martwiłem się o moją żonę.

Dzwoniła do mnie pięć lub sześć razy.

Naszym trenerem był wówczas Maurizio Sarri. To bardzo wybuchowy człowiek, więc nie chciałem odbierać telefonu. W końcu jednak wybiegłem z sali, porwałem telefon i odebrałem. Usłyszałem słowa żony: 'Musisz przyjechać. Nasz syn jest w drodze.'

Poszedłem więc do Sarriego i powiedziałem: 'Szefie, przepraszam, ale muszę jechać. Rodzi mi się syn!'.

Sarri spojrzał na mnie i odpowiedział: 'Nie, nie, nie. Potrzebuję cię dziś, Kouli. Naprawdę cię potrzebuję. Nie możesz jechać'.

Odrzekłem: 'To narodziny mojego syna, szefie. Możesz zrobić, co zechcesz. Ukarz mnie, zawieś, nie obchodzi mnie to. Jadę'.

Sarri wyglądał na bardzo zestresowanego, oczywiście palił papierosa. Palił, palił, myślał... wreszcie odpowiedział: 'Ok, ok, możesz jechać do szpitala. Ale musisz wrócić na mecz. Naprawdę cię potrzebuję, Kouli!'.

Dotarłem do szpitala najszybciej jak potrafiłem. Jeśli nigdy nie rodziło ci się pierwsze dziecko, nie zrozumiesz, co to za uczucie. Nie możesz przegapić narodzin swojego syna. Dotarłem do szpitala w południe i, dzięki Bogu, o 13.30 narodził się nowy neapolitańczyk. Nazwaliśmy go Seni. To był najszczęśliwszy dzień mojego życia.

O godzinie 15 zadzwonił do mnie Sarri. Ten facet... musicie zrozumieć to dobrze... jest szalony. W pozytywnym znaczeniu, ale naprawdę szalony!

Powiedział: 'Kouli?!' Wracasz?! Potrzebuję cię! Naprawdę potrzebuję! Proszę!'.

Moja żona wciąż dochodziła do siebie i prawdopodobnie też mnie potrzebowała. Nie chciałem jednak zostawiać moich kolegów z drużyny, bo naprawdę ich kocham. Kocham Neapol. Dostałem błogosławieństwo żony i pojechałem na stadion. Gdy przygotowywałem się do gry, Sarri wszedł do szatni i przedstawił arkusz ze składem. Spoglądam na niego... spoglądam... spoglądam...

Nie było tam mojego numeru!

Wykrzyknąłem: 'Szefie! Żartujesz sobie ze mnie?'.

Odpowiedział: 'Co? To mój wybór'.

Zostawił mnie na ławce!

Nie postawił na mnie!

Powiedziałem: 'Szefie! Mój syn! Moja żona! Zostawiłem ich! Powiedziałeś, że mnie potrzebujesz!'.

Odpowiedział: 'Tak, potrzebujemy cię na ławce'.

Cały ten dramat po to, bym nawet nie zaczął meczu!

Kiedy myślę o tym teraz chce mi się śmiać. Ale wtedy, chciało mi się płakać".

Serie A: wyniki, tabela, terminarz, strzelcy

WG

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje