Reklama

Reklama

  • 1 .AC Milan (0 pkt.)
  • 2 .Atalanta Bergamo (0 pkt.)
  • 3 .Bologna FC 1909 (0 pkt.)
  • 4 .Cagliari Calcio (0 pkt.)
  • 5 .Empoli FC (0 pkt.)
  • 6 .ACF Fiorentina (0 pkt.)
  • 7 .Genoa CFC 1893 (0 pkt.)
  • 8 .Inter Mediolan (0 pkt.)

AC Milan. Czy europejski futbol wykupują "szare nosorożce" z Chin?

Chiński biznesmen Yonghong Li kupił AC Milan za 860 mln dolarów, a później zaciągnął kredyt 354 mln dolarów na transfery. Zabawa za 1,2 miliarda na razie nie daje efektów. Co i kto stoi za chińskimi gigantami, inwestującymi w europejski futbol?

Chińczycy przeprowadzili w ostatnim czasie ofensywę finansową w europejskim futbolu na niespotykaną skalę. Branża mediów sportowych zajmuje się głównie przytaczaniem liczb, za jakie kluby są wykupowane oraz wymienieniem egzotycznie brzmiących nazw inwestorów, których w rzeczywistości nikt nie prześwietla. "New York Times" zajął się tym tematem.

Wielkie sportowe dzienniki w Europie albo nie mają środków na swoje śledztwa, albo nie mają na to chęci. Chińczycy przejęli wiele klubów na Starym Kontynencie bez większych kontrowersji. Pisze się na ich temat w zasadzie niewiele. Mało informacji wypływa z klubów, zero afer. Po lekturze tekstów w "New York Timesie" ten pozorny spokój może zwiastować ciszę przed burzą.

Reklama

Prestiżowy amerykański dziennik pisze o tym, że w Europie rynki finansowe martwią się tzw. czarnymi łabędziami, czyli zaskakującymi wydarzeniami mającymi wpływ na wyniki giełd, tak w Chinach istnieje obawa o to, jaki wpływ na gospodarkę będzie miało stado "szarych nosorożców".

"Chodzi o chińskie przedsiębiorstwa, które przy pomocy powiązań politycznych i agresywnej ambicji, rozbudowały się w globalne konglomeraty. Firmy jak Anbag Insurance Group, Fosun International (Wolverhampton), HNA Group oraz Dalian Wanda Group (Atletico Madryt) utuczyły się na kredytach w państwowych bankach, wydając krocie na swoje imperia" - tłumaczy "NYT".

Ogromne zadłużenie

Dla chińskich władz problem jest taki, że przedsiębiorstwa te rozrosły się do ogromnych rozmiarów, ich struktura jest bardzo skomplikowana, i co być może najważniejsze - są ogromnie zadłużone. Amerykańska gazeta wylicza, że właściciel firmy, która kupiła Wolverhampton, był dwukrotnie zatrzymywany przez chińskie władze, ale nie podano powodów. Z kolei Dalian Wanda, właściciel Atletico, działający także w branży rozrywkowej, zapowiadał pobicie w Chinach Disneya, ale jak na razie wyprzedaje swoje parki rozrywki. Finansował za grube miliardy produkcje jak "300" i "Godzillę", ale kolejne jak "Warcraft" oraz "Wielki Mur" były topieniem pieniędzy.

- Wadą tych nowych firm jest to, że nie było nikogo z ramienia politycznego albo prawnego, kto byłby w stanie je kontrolować - powiedział w lipcu "Timesowi" Brock Silvers, prezes butikowego doradcy finansowego z siedzibą w Szanghaju. Dziennik podsumowuje: wspólnym mianownikiem tych firm jest ogromny dług i wiele interesów.

Pożyczanie od państwowych banków trwało latami. Łącznie wymienione firmy miały wydać poza granicami kraju 41 mld dolarów, złożyły się na to także pieniądze wydane na zakup piłkarskich klubów w przypadku Fosuna i Wandy.

Brało się to również z tego, że w 2015 roku chińska gospodarka mocno wyhamowała i trzeba było szukać inwestycji poza granicami kraju. Ale transfery pieniężne po całym świecie niebezpiecznie wzrosły, co w ciągu roku zaczęło nawet zagrażać gospodarce w Chinach. W grudniu lokalne władze wystosowały oficjalne ostrzeżenie do inwestorów, by się opamiętali.

"New York Times" oddzielny artykuł poświęcił AC Milan, legendarnemu włoskiemu klubowi, który został w kwietniu wykupiony z rąk Silvia Berlusconiego przez człowieka imieniem Li Yonghong. Koszt operacji: 860 mln dolarów. To rekordowa inwestycja Chińczyków w piłkarski klub w Europie. Za tekst w amerykańskiej gazecie odpowiada trzech dziennikarzy.

Napisali zgodnie, że nikt o panu Li nie słyszał przed transakcją ani we Włoszech, ani - co gorsza dla fanów mediolańskiego klubu - w Chinach.

Kto jest właścicielem Milanu?

Li twierdził, że jest potentatem na rynku kopalń, ale z dokumentów, jakie przeanalizowali reporterzy gazety, wynika, że kto inny jest właścicielem firm. W rzeczywistości udziały przechodziły z rąk do rąk, niekiedy sądy rejestrowały zmiany właścicielskie za słownie zero dolarów. Tekst "NYT" jest pogłębiony. Dziennikarze relacjonują, że zgłoszona w dokumentach siedziba właściciela AC Milan jest pusta, z komputerów zniknęły twarde dyski, a w śmietnikach zalęgły się robaki. Na drzwiach z kolei wisi od sierpnia nakaz eksmisji z prestiżowego wieżowca w Kantonie.

Nie będziemy przytaczać szczegółów, te najlepiej poznać w tekście "Timesa". W skrócie można powiedzieć, że struktury udziałowców AC Milan i operacji, jakie się za nią kryją, nie powstydziłby się Ryszard Ochódzki, prezes klubu "Tęcza". Mówiąc innymi słowy to po prostu bardzo podejrzana inżynieria finansowa.

Jedna z osób, do których dotarli dziennikarze, nawet nie widziała, że jest wpisana w dokumentach jako założyciel spółki Sino-Europe Sports Investment, będącej jednym z udziałowców AC Milan! To pan Li Shangbing, który zaprzeczył, że zakładał spółkę i ma udziały w klubie.

Jakie wnioski wynikają z lektury? Kibice Milanu powinni się mimo wszystko martwić o przyszłość ich klubu. Mediolańscy fani żyją przeszłością i marzą o powrocie do czasów, kiedy drużyna była postrachem w kraju i Europie. To w końcu po Realu Madryt najczęstszy zdobywca trofeum Ligi Mistrzów. Te czasy to jednak coraz odleglejsza przeszłość.

Klub osuwał się systematycznie w sportowej hierarchii, na co wpływ miało zarządzanie finansami i brak stabilizacji w drużynie. Częste wymiany trenerów, angażowanie coraz gorszej jakości zawodników.

Oficjalna informacja podczas sprzedaży Milanu mówiła o tym, że nowy właściciel odkupuje udziały i pokrywa koszt kilkusetmilionowego długu.

Nowi piłkarze na kredyt

Nikt nie przywiązywał jednak wielkiej wagi do faktu, że na całkiem spore inwestycje przed bieżącym sezonem w nowych piłkarzy i spłatę długu pan Li zaciągnął kolejny kredyt, który ma spłacić do października 2018 roku. To 354 mln dolarów pożyczone z funduszu Elliott Management.

"AC Milan jest dalej zadłużony i nierentowny i może mieć problemy ze spłatą zobowiązań. Na 11 nowych zawodników wydano 274 mln, jak zaznacza rzecznik prasowy klubu" - czytamy. Dobre wyniki i np. awans do przyszłorocznej Ligi Mistrzów mogłyby zwrócić chociaż część pieniędzy, ale Milan jak rozczarowywał, tak rozczarowuje i na razie próżno szukać nadziei na jakikolwiek sukces.

Nie wiadomo, czy pan Li ma majątek tej wielkości, że z własnej kasy mógłby podreperować budżet Milanu. Jego nazwiska nie znali nawet ludzie z rynku pośredniczenia przy tego typu transakcjach.

Rewelacje "NYT" musiały wywołać zainteresowanie w samych Włoszech. "La Gazzetta dello Sport" przeprowadziła rozmowę z Tariqiem Panją, jednym z autorów tekstu.

- Chcieliśmy zrozumieć, dlaczego Chiny inwestują w zagraniczny futbol i kim są inwestorzy - tłumaczy dziennikarz słynnemu włoskiemu dziennikowi.

- Milan to najbardziej intrygująca sprawa. Najdroższa transakcja, za którą odpowiadała praktycznie nieznana osoba. Właściciel Interu (Suning Group) jest z drugiej strony bardzo dobrze znany. Pracowaliśmy nad tym materiałem przez kilka miesięcy. W Chinach i w innych miejscach na świecie. Staraliśmy się porozmawiać z jak największą liczbą osób i prawie nikt nie słyszał w Chinach o Li Yonghongu. Nie było żadnego śladu potwierdzającego, że to on jest właścicielem Guandong Lion, firmy kontrolującej kopalnie - opowiada.

- Patrząc na to, jak się sprawy mają, to może skończyć się bardzo wstydliwą sytuacją dla włoskiej piłki. Gdybym był kibicem Milanu, to chciałbym wiedzieć, kto jest właścicielem klubu. To musi być jasne - mówi Panja i ostrzega, że dług to "tykająca bomba".

- Nie wiem, jak Milan będzie w stanie spłacić długi, mając taki dopływ pieniędzy - przekonuje.

AC Milan nie chciał komentować tych doniesień we włoskich mediach.

Piotr Kwiatkowski

Dowiedz się więcej na temat: AC Milan

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje