Reklama

Reklama

Niezwykły prezent. Polka zdobyła złoty medal na 1. urodziny córki!

Reprezentacja Polski rugby 7 kobiet została mistrzem Europy. Bardzo ważną rolę w złotej drużynie spełnia Katarzyna Paszczyk, która wróciła do kadry prosto z urlopu macierzyńskiego. Jej córka Maja śledziła zwycięski turniej z trybun, a sama zawodniczka mówi nam, że szybki powrót na boisko był także zasługą córki.

Maciej Słomiński, Interia: Czy niedziela, gdy zdobyłyście tytuł mistrzyń Europy to najlepszy dzień w twojej karierze sportowej?

Katarzyna Paszczyk, złota medalistka mistrzostw Europy w rugby 7: - Myślę, że tak. Mogło być jeszcze lepiej, gdybyśmy wygrały w finale krakowskiego turnieju wygrały z Irlandią. Mówi się w sporcie, że zwycięstwa cieszą, a porażki uczą - tu mamy obie te rzeczy. Mamy niewielki niedosyt i zgadzam się z trenerem Januszem Urbanowiczem, który powiedział że dobrze, że tak się stało. Dzięki temu mamy cel i motywację na następne turnieje.

Reklama

Jak kręta była twoja droga do złota mistrzostw Europy? Na początku roku po turniejach World Series rozmawiałem z trenerem Urbanowiczem, który przeczuwał że niedługo wrócisz do drużyny po urlopie macierzyńskim. Tak się stało.

- Nie wiem czy kręta, mogę określić ramy czasowe. Trener Urbanowicz wyciągnął rękę, porozmawialiśmy właśnie po powrocie dziewczyn z World Series. Udało  się wypracować kompromis, ustalić zasady współpracy i jestem z powrotem ze złotym medalem mistrzostw Europy, z którego jestem bardzo dumna i ogromnie się cieszę.

Jak funkcjonujesz w drużynie reprezentacji Polski? Jest tak jak kiedyś, przed przerwą którą miałaś?

- Przeszłość odkreśliliśmy grubą kreską, od mojego powrotu zaczęliśmy wszystko od nowa. Jestem w drużynie reprezentacji Polski na 100 procent, całą sobą, mam nadzieję że tak zostanie. 

Z czego, oprócz ciąży wynikała przerwa w grze dla kadry?

- Zwyczajnie potrzebowałam odpoczynku, żeby głowa odpoczęła od polskiego rugby. Mój ukochany sport przestał mnie cieszyć, musiałam zrobić coś, żeby znowu zaczęło. Stwierdziłam, że już nie chcę grać w Polsce, postanowiłam wyjechać. Potem niestety zaczęła się pandemia, potem urodziła się Maja. Wreszcie przyszedł właściwy czas na mój powrót.

Jak oceniasz swoją obecną formę sportową? W dwóch turniejach mistrzostw Europy - w Lizbonie i Krakowie, nie było widać, żebyś miała przerwę w występach.

- Na pewno drzemią jeszcze we mnie rezerwy, nie jestem w optymalnej formie, przecież rok temu byłam jeszcze w ciąży. Przez ostatnie 12 miesięcy ciężko pracowałam, żeby wrócić. Dziękuję Arkowi Mąkinie za to, że czuwał nad moją formą podczas ciąży i później. Dziękuję, mojemu partnerowi życiowemu Jurze Buchało, który musiał znosić moje humory, moją niechęć do rugby, który mnie cały czas motywował do powrotu i trenował ze mną indywidualnie. Zależało mi, żeby wrócić tam gdzie skończyłam, żeby wrócić do gry we Francji, potem do reprezentacji Polski.

Czyli medal na twojej szyi jest również zasługą Jury Buchało?

- Nie również, a w wielkiej części. Myślę, że w 60 procentach, więcej nie chcę dawać, żeby nie osiadł na laurach (śmiech). Jura fantastycznie zajmuje się naszą córką Mają, wspiera mnie każdego dnia. Dzięki niemu mogę być w kadrze i spełniać marzenia.

Jesteś jedyną z reprezentantek Polski, która obok "siódemek", gra również w "piętnastki".

- To się zgadza. Mam nadzieję, że niebawem to się zmieni, życzę tym zawodniczkom, które planują grać w "15", żeby im się powiodło.

Jakie są twoje plany związane z królewską odmianą rugby?

- Chciałabym powrócić w kolejnym sezonie i grać dla Stade Rennais. Chociaż jeszcze na 100 procent nie wiem, gdzie los powiedzie naszą rodzinę.

Jak funkcjonuje wasza rodzina w takim dniu jak dziś? Jura i twoi rodzice zajmują się córką Mają, podczas gdy ty zdobywasz na boisku przyłożenia i mistrzostwo Europy.

- To, że Maja jest z nami dawało mi dodatkowa motywację, gdy pracowałam nad tym, by wrócić do gry. Chciałam, żeby zobaczyła mnie na boisku, a nie tylko słuchała opowiadań, że mama kiedyś grała. Chciałam udowodnić sobie i wszystkim, że urodzenie dziecka nie jest żadną przeszkodą w powrocie do gry i spełnieniu marzeń. Chciałem, żeby moja droga była motywacją dla córki, żeby wiedziała, że można wszystko, to mnie napędzało. Maja jest dzieckiem, które bardzo dobrze współpracuje. Gdy Jura albo ja mamy trening w tym samym czasie, grzecznie bawi się obok na trawie. Za tydzień ma pierwsze urodziny, cieszę się że zrobiłam jej złoty medalowy prezent.

Pierwsze urodziny dziecka często urozmaicamy wróżbą. Maluch dostaje do wyboru różne przedmioty, który wybierze ma determinować jego przyszłość. To oczywiście żarty, ale co wybierze Maja? Piłkę do rugby?

- Mam nadzieję, że zostanie sportowcem, może niekoniecznie rugbistką (śmiech).

Rozmawiał Maciej Słomiński, Interia

 

 

 

 

 

 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL