Żywy, polski pomnik zapalił symbol NY
Wielki lament przeszedł przed media, w tym te społecznościowe, przez krótką podróż kapitana Biało-Czerwonych. Wszystko przez to, że Robert Lewandowski między hat-trickiem w Barcelonie a grą w czwartkowym meczu reprezentacji Polski z Holandią, poleciał do Nowego Jorku, by zostać ambasadorem swojego kraju w dniu jego święta.

To duże wyróżnienie nie tylko dla niego samego, ale i nas wszystkich - po raz pierwszy w historii legendarny Empire State Building uhonorował 11. Listopada. Na Święto Niepodległości noworojski wieżowiec podświetlił najwyższe kondygnacje tak, aby odwzorować biało-czerwoną flagę.
Czy to skandal, że zdecydował się na taką podróż w takim dniu? Dla mnie - żaden. Zdecydowanie więcej we mnie dumy z rodaka niż żalu, że opuści jeden trening.
I nie oszukujmy się: przed meczami niemal sparingowymi. Łudzenie się matematycznymi szansami to nasz sport narodowy, ale spójrzmy prawdzie w oczy, jak Marek Wasiluk w Cafe Futbol jeszcze na poprzednim zgrupowaniu. Nie wyprzedzimy Holandii, nawet jak z nią wysoko wygramy. Nie zrobimy tego, nawet gdy rozstrzelamy Maltę.
Dopełnijmy formalności barażowych - i tyle. Oczywiście, trzeba ten czas wycisnąć jak cytrynę. Budować fundamenty, na które wiecznie nie ma czasu. Szlifować schematy, poprawiać automatyzmy, sprawdzać ustawienia - być może również takie bez Lewandowskiego?
Dziwię się, że niektórych nie otrzeźwiła już decyzja Roberta sprzed kilku miesięcy, by zrezygnować z gry w kadrze, dopóki selekcjonerem będzie Michał Probierz. Powinna uświadomić, że czas zacząć życie reprezentacyjne bez "Lewego". On już swoje dla tej drużyny narodowej zrobił. Swoje zagrał, wygrał i strzelił.
Ma 37 lat. Gdybyśmy przeanalizowali, w jakim wieku kończyli grę z kadrą wielcy zawodnicy - doszlibyśmy do wniosku, że Robert Lewandowski jest ewenementem, stojącym w tym samym szeregu z Leo Messim i Cristiano Ronaldo.
Pamiętam Paula Scholesa, który w wieku 29 lat postanowił się skupić już tylko na grze w klubie. Zrezygnował z reprezentacji Anglii i przez następne 9 lat grał wyłącznie na rzecz Manchesteru United. Tyle samo miał Alan Shearer, dokładając sześć w Newcastle.
Kevin Prince-Boateng już jako 27-latek miał dość podróży do Ghany i wolał występować tylko w Barcelonie czy Milanie. W Niemczech to zjawisko bardzo powszechne. Oezil miał 29 lat i grał w Arsenalu. Philipp Lahm - 30, w Bayernie. Bastian Schweinsteiger - 32, Manchester United. Z Francji kilka lat przedwcześnie rezygnował Franck Ribery, a z Włoch - Paolo Maldini. Nie trzeba daleko szukać: przecież nawet Łukasz Piszczek jeszcze grał w Dortmundzie, na którym skupił się po mundialu w Rosji.
A Robert Lewandowski ma 37 i słucha pretensji, jakie w Barcelonie mają wobec tego, że priorytetem dla niego są biało-czerwone barwy. Że grał z kontuzją w meczu z Litwą, by strzelić bramkę i niemal zapewnić Polsce baraż na mundial. Przez to opuścił wiele meczów "Blaugrany", w tym ten najbardziej prestiżowy - El Clasico.
Ale wrócił po kontuzji w dobrym stylu. Strzelił trzy bramki w ostatniej kolejce w trudnym meczu z Celtą Vigo. To był jego 36. hat-trick w karierze, już czwarty dla Barcelony: po Viktorii Pilzno, Valencii i Deportivo Alaves, przeszedł czas na Celtę Vigo.
Zdobył 108. bramkę dla "Dumy Katalonii", w klubowym rankingu wyprzedzając choćby Neymara. Jest 13. najlepszym strzelcem w historii tego wielkiego klubu. Do TOP5 brakuje mu tylko 22 trafień. Stoiczkow coraz bliżej…
Chociaż sezon 2025/26 jest dla niego naznaczony kontuzjami i ławką rezerwowych, został właśnie 2. strzelcem ligi. Ma oszałamiającą średnią goli w przeliczeniu na minuty - trafia co 64, z większą częstotliwością niż przodujący w klasyfikacji strzelców La Liga Kylian Mbappe.
Wraca do Polski - i co go czeka? Hejt, bo na prośbę konsula RP poleciał w komfortowych warunkach reprezentować nasz kraj w Nowym Jorku. Nie na wakacje, nie na wycieczkę turystyczną - można wręcz powiedzieć, że poleciał w obowiązkach. A i tak zbierze swoje na głowę, bo powinien odbyć rozruch na zgrupowaniu.
Ktoś powie: są równi i równiejsi, a tak się drużyny nie zbuduje.
Może więc czas przestać wisieć na Lewandowskim, tylko traktować go jako fenomenalny dodatek. Wyłońmy nowych liderów, zbudujmy nowy szkielet - i tak będziemy musieli to za chwilę zrobić. Zwłaszcza że zdrowie Roberta też już nie rozpieszcza, coraz częściej pojawiają się kontuzje mięśniowe.
To, że jest na tym zgrupowaniu, to że mu się chce i że jeszcze może - to dla nas bonus. Plus. Może nawet cud, że wciąż jeszcze potrafi załadować trzy sztuki w jednej z najsilniejszych lig świata, w jednej z najmocniejszych drużyn tego globu.
Dajmy mu spokój. Pozwólmy mu się cieszyć ostatnimi miesiącami w kadrze, a więcej będziemy mieli z zadowolonego Lewandowskiego pożytku. I sami cieszmy się, że ten związek wciąż trwa.
161 meczów. 87 goli. Licznik wciąż bije. Oby jak najdłużej.











