Zwlekali do samego końca. Kontrakt Lewandowskiego w koszu, zawarto specjalną klauzulę
Brak awansu na mistrzostwa świata to ogromny cios dla reprezentacji Polski i Roberta Lewandowskiego. Kapitan naszej kadry wielokrotnie w czasie swojej kariery miał jednak okazję poznać smak porażki, co z pewnością pomogło mu radzić sobie w przypadku niepowodzeń. Kulisy jednego z pierwszych, kiedy został odrzucony przez Legię Warszawa, do dziś wielu osobom nie są znane. Przesądziła tragiczna diagnoza dla "Lewego" oraz pewien zapis w umowie.

Pomimo tego, co w młodości przeżył Robert Lewandowski, kapitan naszej reprezentacji narodowej oraz wciąż gwiazdor FC Barcelona, raczej z pewnością nie narzeka na rozwój wydarzeń. Kiedy jednak jako młody chłopak odrzucony został przez Legię Warszawa w ostatniej chwili, kiedy "Wojskowi" mogli podjąć decyzję w jego sprawie, w głowie piłkarza przyszłość raczej nie jawiła się w jasnych barwach.
Nastoletni wtedy Robert zamiast upragnionego kontraktu doczekał się oddania mu karty zawodnika, co w swojej książce "Lewandowski prawdziwy" obszernie przytoczył Sebastian Staszewski. - Oddali papiery. I tyle - wyznał zawiedziony "Lewy" do swojej matki chwilę po tym, jak opuścił ośrodek treningowy "Wojskowych" po raz ostatni.
Kiedy już Robert pokazał, że jest świetnym napastnikiem, kibice Legii mogli się zastanawiać, jak przy Łazienkowskiej można było dopuścić do jego zwolnienia. Okazuje się - jak wskazuje Staszewski, że wpływ na to miały dwie kwestie.
Pierwszą z nich jest diagnoza, jaką postawił współpracujący z Legią lekarz - co przyczyniło się do "wydania wyroku" na młodego Lewandowskiego. "Klub korzystał z pomocy znanego przy Łazienkowskiej doktora Andrzeja Bartczaka (…) To właśnie Bartczak, poproszony o to przez zarząd, miał wydać opinię na temat zdrowia Lewandowskiego" - przytacza autor nieautoryzowanej biografii "Lewego".
Padło w niej stwierdzenie, że kontuzje Roberta biorą się z okolic obciążonego szybkim wzrostem kręgosłupa i będą się powtarzać
- Wiem, że prezes Zygo prosił o opinię lekarza. Później dostałem informację [od Zygi], że nowego kontraktu nie będzie, bo chłopak ma notoryczny problem z plecami, który może się jeszcze pogłębić - wskazał Marek Jóźwiak w książce. Sam lekarz nie chciał komentować sprawy Lewandowskiego.
To jednak nie koniec. Drugim powodem zrezygnowania z młodego Lewandowskiego mogła być klauzula, która znalazła się w umowie pomiędzy "Wojskowymi" i byłym klubem Lewandowskiego, który ten opuścił bez kwoty odstępnego.
- Miałem okazję przejrzeć umowę transferową pomiędzy Legią a Deltą. Drużyna znad jeziorka zobowiązała się w niej do przekazania karty piłkarza za darmo, ale zagwarantowała sobie atrakcyjną klauzulę na wypadek podpisania przez snajpera kontraktu z pierwszą drużyną. Gdyby tak się stało, Legia w ciągu siedmiu dni musiałaby zapłacić sporą jak na juniora kwotę - sto tysięcy złotych - ujawnił dziennikarz. Co więcej, Delta miała zastrzec sobie aż 20% od przyszłej sprzedaży napastnika. Wszystkie te czynniki nie były zbyt zachęcające do podpisania Roberta, który faktycznie w tamtym momencie przesadnie nie błysczał.
Koniec końców jednak tamte wydarzenia nie wyszły mu na złe, a wręcz przeciwnie. Dziś "Lewy" to bez dwóch zdań najwybitniejszy piłkarz w historii Polski.













