Reklama

Reklama

Zamieszanie z transferem Lewandowskiego. Tomaszewski ma dość: "Dziecinada"

Nie jest żadną tajemnicą, że Robert Lewandowski chce zmienić klub już tego lata. I to mimo że nadal obowiązuje go umowa z Bayernem. Lecz włodarze z Monachium robią wiele, by zatrzymać u siebie napastnika i mają konsekwentnie odrzucać oferty składane przez Barcelonę. A to wszystko przy sporej medialnej wrzawie. Atmosfera wokół transferu Polaka nie podoba się Janowi Tomaszewskiemu. "Dziecinada" - kwituje sprawę.

Zamieszanie wokół transferu Roberta Lewandowskiego trwa. Bayern Monachium jest nieugięty i konsekwentnie odrzuca wszystkie oferty składane przez Barcelonę. Trzecia propozycja hiszpańskiego klubu miała być "najbogatsza". Według "Bilda" zawierała obietnicę 40 milionów euro "na już" i dodatkowo 5 milionów w ustalonych wcześniej zmiennych. Lecz taki wniosek nie doczekał się akceptacji

Reklama

Sprawy zdają się zatem układać nie po myśli napastnika, który wprost oświadczył, że nie ma zamiaru do końca wypełniać kontraktu z "Bawarczykami" i chce odejść z klubu już tego lata. Mimo wszystko Polak chyba mocno wierzy w powodzenie akcji. Według "El Mundo Deportivo" "Lewandowski zwariował na punkcie transferu do Barcelony", a niedawno nawet przyłapano go w restauracji ze szkoleniowcem "Dumy Katalonii"Xavim Hernandezem.

Co prawda, według przecieków, panowie nie zasiedli przy jednym stoliku, lecz trudno uwierzyć w przypadek ich obecności akurat w jednym czasie w tym samym lokalu. A doniesienia te tylko podgrzały atmosferę.

Powoli dosyć całego zamętu ma Jan Tomaszewski. Były bramkarz reprezentacji Polski zabrał głos.

Robert Lewandowski odrzucił wielki plan! Boi się jednej rzeczy

Tomaszewski bezlitosny dla Lewandowskiego: "Dziecinada!". Mówi też o Michniewiczu

Tomaszewski jest zniesmaczony tym, co dzieje się wokół odejścia "Lewego" z Bayernu. Jego zdaniem profesjonaliści sprawy transferu powinni załatwiać w zaciszu gabinetów, z dala od medialnego zgiełku. Mówi o tym w rozmowie z "Super Expressem".

Przy okazji rozmowy z "SE" ekspiłkarz odniósł się też do innej palącej kwestii. A mianowicie do wrzawy wokół Czesława Michniewicza i jego znajomości z "Fryzjerem", główną postacią afery korupcyjnej w polski futbolu. Selekcjoner kadry "Biało-Czerwonych" niejednokrotnie podkreślał, że on w skandal nie był zamieszany i nie ma sobie nic do zarzucenia. Lecz nie wszyscy wierzą w jego zapewnienia. Tomaszewski ma pomysł na to, co powinien zrobić trener, by przekonać nieprzekonanych.

"Mówiłem po nominacji, żeby Michniewicz zgłosił się do prokuratury o odtajnienie jego przesłuchania, bo na podstawie tamtych odpowiedzi prokuratura umorzyła sprawę. Ja chcę wiedzieć, czy prokuratura postąpiła dobrze czy źle. Ja chcę znać te odpowiedzi i mam nadzieję, że sąd upubliczni te sprawę, bowiem to jest drużyna całego narodu. Kluczowym dowodem na to, czy selekcjoner był zamieszany czy nie, są jego zeznania. My do mistrzostw świata będziemy traktowani jako drużyna, której selekcjoner ma wątpliwe morale" - stwierdza.

Koniec marzeń Lewandowskiego o transferze? W tle sensacje o strajku

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL