Reklama

Reklama

Wojna Cezary Kucharski - Robert Lewandowski. Maik Barthel przerwał milczenie. "Nie mogę uwierzyć, że powiedział śledczym takie bzdury”

Tygodnik "Der Spiegel” kontynuuje śledztwo dotyczące konfliktu Cezarego Kucharskiego i Roberta Lewandowskiego. Dziennikarze namówili na rozmowę Maika Barthela, menadżera, który do tej pory milczał. – Nie mogę uwierzyć, że Robert powiedział śledczym takie bzdury – powiedział były agent Polaka.

Waśń Cezarego Kucharskiego z Robertem Lewandowskim trwa. Od kilku miesięcy prokuratura i współpracownicy piłkarza Bayernu Monachium próbują dowieść, że były agent piłkarski szantażował zawodnika i chciał wyłudzić od niego miliony euro. Obrońcy Kucharskiego zapewniają, że nic takiego nie miało miejsca i cała afera jest niczym innym jak atakiem na ich klienta. W sprawę mocno zaangażowana jest redakcja tygodnika "Der Spiegel", która jako pierwsza opisała kulisy konfliktu.

Reklama

W piątek "Spiegel" opublikował kolejne szczegóły dotyczące finansowych operacji Lewandowskiego i powiązanych z nim firm (które miały na celu uniknięcie płacenia podatków). Reporterzy dotarli do Maika Barthela - menadżer współpracującego z napastnikiem - który po raz pierwszy zabrał głos w budzącej emocje sprawie.

Brakujący milion, czyli Interia ujawnia zeznania

W swojej publikacji dziennikarze wrócili do sprawy spotkania Kucharskiego z Lewandowskim w restauracji Baczewskich. Nagranie z rozmowy jest dziś jednym z najważniejszych dowodów w sprawie. Rozmowa dotyczyła między innymi kwestii przedłużenia kontraktu z Bayernem. Lewandowski twierdził, że umowa była niższa o milion euro niż umówił się z Kucharskim i Barthelem. Menadżerowie przekonują natomiast, że sprawa jest zakończona i nie są winni zawodnikowi nawet centa.

Zeznania Kucharskiego i Lewandowskiego w tej sprawie Interia ujawniła jako pierwsza. Był grudzień 2016 roku. Nagrodą za kosmiczną formę reprezentanta Polski miał być nowy, lukratywny kontrakt z Bayernem. Na umowie brakowało tylko podpisu. W monachijskich biurach klubu - jak napisano w zeznaniu - piłkarz miał zorientować się jednak, że przedstawiony mu dokument zawiera roczną kwotę o milion euro brutto mniejszą niż ta, którą wcześniej usłyszał z ust Barthela. 32-latek stwierdził także, że o milion euro powiększona została prowizja agentów. Piłkarz był zdezorientowany przebiegiem sytuacji. - Poprosiłem władze Bayernu o przerwę w rozmowach (...) zadzwoniłem do rodziny i bliskich - powiedział. Następnie rozmawiał z żoną Anną oraz przyjaciółmi Tomaszem Zawiślakiem i Kamilem Gorzelnikiem, informując ich, że jest gotów do niepodpisania porozumienia. "Poprosiłem o radę, stwierdzając, że jestem w stanie nie podpisać i wrócić do domu" - relacjonował.

Gra szła o wielką stawkę, bo - jak ustaliła Interia - progresywny kontrakt gwarantował Polakowi aż 100 mln euro brutto w ciągu pięciu lat. I dlatego 13 grudnia 2016 roku "Lewy" ostatecznie złożył parafkę pod historyczną umową. Z zeznań zawodnika wynika, że Barthel złożył mu ofertę wyrównania brakującego miliona. Warunkiem miało być udowodnienie agentom, że ustalenia były inne niż te w kontrakcie.

Barthel zabiera głos. "Nie poznaję tego chłopaka"

"Spiegel" dotarł do Barthela, który po raz pierwszy od wybuchu medialnej bomby odniósł się do sprawy. Mieszkający w Liechtensteinie agent potwierdził przebieg sytuacji z Monachium. - Obecni szefowie Bayernu, Kucharski i on byli "poirytowani" - powiedział menadżer i dodał: - Wiedzieliśmy, że nie zrobiliśmy nic złego. Nie mogę uwierzyć, że Robert powiedział prokuratorom takie bzdury. Nie poznaję chłopaka.

Menadżer pokazał dziennikarzom prywatną konwersację z 23 października 2016 roku, w której przedstawił snajperowi szczegóły nowej umowy z niemieckim klubem, a ten je potwierdził. "Spiegel" postanowił porównać treści wiadomości z umową zawartą z Lewandowskim. I - zdaniem reporterów - kwoty nie różnią się w żadnym miejscu.

Co na to Lewandowski? Jego biuro prasowe zareagowało natychmiast, o czym jako pierwsi informowaliśmy. "Kontrakt jest dokumentem poufnym i nigdy nie powinien trafić do osób trzecich, w tym dziennikarzy. Ujawnianie tego typu umów jest złamaniem wszelkich standardów obowiązujących nie tylko w relacjach agent-piłkarz, ale także wszystkich relacji o charakterze biznesowym. W świetle tych faktów istnieją poważne powody, aby mieć uzasadnione wątpliwości co do bezstronności i intencji Pana Rafaela Buschmanna. Poinformowaliśmy o tym redaktora naczelnego 'Der Spiegel', do którego przesłaliśmy pismo tłumaczące, że do zakończenia toczącego się postępowania nie będziemy komentować spraw związanych z relacjami między Lewandowskim i Kucharskim" - czytamy w oświadczeniu.

Wojna Kucharski - Lewandowski. O co chodzi?

Przypomnijmy: 27 października 2020 roku funkcjonariusze Komendy Stołecznej Policji zatrzymali Kucharskiego. Tego samego dnia Prokuratura Regionalna w Warszawie zarzuciła mu popełnienie przestępstwa określonego w art. 191 §1 KK, czyli użycia groźby bezprawnej w celu zmuszania innej osoby do określonego działania. 

Zatrzymanie było bezpośrednim efektem złożonego przez Lewandowskiego trzy tygodnie wcześniej zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.

Decyzja piłkarza nie była wyjęta z kontekstu: 11 września 2020 roku Kucharski złożył pozew przeciwko "Lewemu" na kwotę 39 mln zł. Miałaby to być zapłata za udziały w spółce RL Management, do której Kucharski w 2014 roku wniósł prawa do wizerunku napastnika. Brak porozumienia w tej kwestii był paliwem późniejszych wydarzeń.

Sebastian Staszewski, Interia



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama