Wielu faktów o "Lewym" nie znał nikt. Przeszłość jak otwarta książka
Z okładki patrzy Robert Lewandowski, ale nie jest to zdjęcie, jakich pełno w Internecie. Jego twarz jest mocno niedoskonała, bez make-upu, pełna odbarwień, z zarostem wstępnie proszącym o użycie maszynki. Fryzura niby ułożona dobrze, lecz z przebijającymi się przez nią siwymi włosami. Na ustach uśmiechu nie ma w ogóle. Trudno było o dobór lepszego ujęcia na otwarcie książki Sebastiana Staszewskiego, która w założeniu ma pokazać Lewandowskiego jako człowieka. A treść jest jeszcze lepsza.

W niedoścignionej w moim subiektywnym rankingu "sportowej" książce, jaką jest autobiografia "Open" tenisisty Andre Agassiego, poznajemy coś, czego nie dostarczają tego typu pozycje. Agassi miał swoje demony związane z używkami, ale nie napisał kolejnej książki o tym, jak destrukcyjnie wpłynęły na jego karierę. Przedstawił raczej portret pełen bólu, cierpienia, zwątpienia i sukcesów osiąganych siłą woli. Opisał siebie jako postać tyleż zdeterminowaną, co niedoskonałą. Nie budował własnego pomnika, nie zależało mu na kilkuset stronicowej wycieczce po, jednocześnie wcale nie celebrował swoich słabości. W uczciwości względem czytelnika osiągnął większe mistrzostwo niż na kortach. Tamta pozycja przypomniała mi się w sposób naturalny po przeczytaniu "Lewandowski. Prawdziwy". Bo - to szczere jak obie te książki - właśnie zepchnęła Agassiego na miejsce numer 2.
Powyższy opis "Open" w dużej mierze pokrywa się z "Prawdziwym" - z tą różnicą, że Agassi pisał o sobie sam, a o Lewandowskim pisze osoba z zewnątrz. Ale Sebastian Staszewski nie opisuje Lewandowskiego takim, za jakiego go uważa - stawia na tytaniczną pracę. Jeśli w książce pojawiają się relacje ponad 250 osób, które miały styczność z Robertem Lewandowskim - od jego kolegów z młodości, przez dziennikarzy, ekspertów od dziesiątek dziedzin (piłka, biznes), przez Wojciecha Szczęsnego, aż po Joana Laportę i Karla-Heinza Rummeniggego - jestem w stanie mu uwierzyć, gdy mówi o braku wolnego weekendu i wakacji w ostatnim roku. Jednocześnie samemu zachowuje wręcz nierealną - przy wielkości opisywanej postaci i szeregu skrajnych opinii - bezstronność. Staszewski snuje opowieść, w której jego samego nie widać. Stoi z boku, gdzieś równolegle do treści. To duża zaleta, bo nie ma ani jednego miejsca wśród siedmiuset stron książki, w którym czytelnik byłby pozbawiony prawa do samodzielnej oceny Lewandowskiego.
Staszewski dotarł do każdego ważnego momentu życia Roberta Lewandowskiego (a nawet dużo głębiej, bo opowieść zaczyna się dwie dekady przed jego narodzinami). Z dzisiejszym gwiazdorem Barcelony idziemy do szkoły, poznajemy Tomasza Zawiślaka - jedną z nielicznych osób na świecie, którą "Lewy" bez żadnych granic wpuścił do swojego życia - w konkretnych okolicznościach umawiamy się na pierwszą randkę z Anną, opłakujemy śmierć ojca. Żadne z tych zdarzeń nie jest potraktowane jednym zdaniem - każde jest w końcu na tyle ważne, by miało swoją genezę i rozwinięcie. Wszystko jest oparte na faktach, relacjach świadków. Szczere do bólu - dowiadujemy się o problemach ojca. Czasem z obrazem odkłamanym - jak w przypadku "biednych studentów", wersji, którą Anna lubiła po latach przedstawiać, a która nie miała wiele wspólnego z rzeczywistością. Staszewski odwiedza miejsca, o których - szczerze w to wątpię - pomyślałby sam Lewandowski, tworząc własną biografię. Jeśli jest potrzeba wejścia na cmentarz i pogrzebania w cmentarnej dokumentacji - autor to robi. Przy dłuższym zastanowieniu można nawet dojść do wniosku, że dużo łatwiejszym musiało być umówienie się z gigantami piłkarskiego świata, ludźmi niedostępnymi dla zwykłego zjadacza chleba, niż dokopanie się do rzeczy, które w poszukiwaniu "prawdziwego" Lewandowskiego znajduje Staszewski. Obraz jest tak szczegółowy, że dowiadujemy się, skąd wzięły się dwie dziecięce blizny, jakie na ciele nosi dziś prawie 40-letni mężczyzna. Znamy nawet markę papierosa, jakiego już w wieku 8 lat na próbę zapalił Robert.
Dalej jest tylko lepiej
Przyznam - bałem się tych początkowych rozdziałów. Ciekawość piłkarskich zdarzeń - jako człowieka od piłki - była u mnie tak wielka, że pierwszym przeczytanym przeze mnie rozdziałem, był ten ostatni - gdy na tacy dostajemy zdarzenia najnowsze, z pozbawieniem kapitańskiej opaski po burzliwych zdarzeniach z czerwca 2025. Jako osoba zaangażowana zawodowo wiele o tej sprawie wiedziałem, wiele słów zawartych w książce mnie nie zaskoczyło, a i tak pojawiły się tam fakty, o których - do teraz - pojęcie mogli mieć tylko uczestnicy zdarzeń. Na czele z nazwiskami piłkarzy, z którymi Michał Probierz o kapitańskiej opasce miał rozmawiać (przynajmniej jedno mnie zaskoczyło!).
Ale początkowe rozdziały, od których wychodzę w akapicie wyżej, były kapitalne i się przez nie płynęło bez osiadania na mieliźnie. Aż do największej nagrody, jaką są rozdziały piłkarskie. Nie zmienia się jedno - sposób dokumentowania faktów. Konflikt pomiędzy Robertem Lewandowskim a Kubą Błaszczykowskim nie jest opisywany słowami autora, lecz świadków. Z szokującą częstotliwością dowiadujemy się rzeczy, o których nikt nie miał pojęcia, a które wydawały się nic nieznaczącymi detalami - jak to, co leżało u podstaw totalnego zaangażowania w mecz z półamatorską reprezentacją Gibraltaru (Lewandowski strzelił tam cztery gole). W walce o opaskę należącą wcześniej do Błaszczykowskiego widzimy zagrywki, których nie uznamy za szczyt lojalności - ale dokładnie to chce osiągnąć Staszewski. Powiedzieć, jak było. Dlatego książka jest lepsza, niż byłaby w przypadku autobiografii - Lewandowskiego mimo wszystko nie podejrzewam o zdolność pisania o sobie, jak Agassi w "Open".
Chwil, w których poznajemy najlepszego polskiego piłkarza w ostatnich dekadach (a może nawet najlepszego w historii) od strony, która odbiega od treści publikowanych przez PR-owców, jest cała masa. Na boisku, w gabinetach, w walce o pieniądze. Dziś każdy zna przyczyny konfliktu z Cezarym Kucharskim (swoją drogą - w książce są opisane jeszcze bardziej szczegółowo), ale czy ktoś wiedział o szczegółach zwolnienia pośrednika przy zawieraniu umów marketingowych z globalnymi markami? (z drugiej strony dowiadujemy się też, z jak potężnych pieniędzy Lewandowski zrezygnował, gdy jedna z firm, z którą współpracował, zaczęła wspierać technologicznie rosyjską armię).
Nie chciałem pisać recenzji "Lewandowski. Prawdziwy" bezkrytycznie, choćby z racji tytułu książki. Ale, co jeśli prawdziwa recenzja może wyglądać tylko w ten sposób? Po przeczytaniu książki trudno nie uznać jej za doskonałą encyklopedię na temat zjawiska, jakim jest napastnik reprezentacji Polski. Tfu! Napastnik i człowiek - bo nim w opowieści Sebastiana Staszewskiego jest równie dużo. Ogromu pracy nad tą pozycją nie da się zawrzeć w kilku tysiącach znaków, gdy na stronach książki jest ich ponad milion. I gdybym musiał już wskazać wadę, powiedziałbym, że po lekturze nie ma uczucia, które uwielbiam - niedosytu, chęci przeczytania więcej. Po prostu temat jest wyczerpany do cna.













![Liga Konferencji w pigułce: najlepsze gole w 74 sekundy [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000M2KCRVSB5SKGL-C401.webp)