Wielkie plany względem Lewandowskiego. Oferują mu dużo więcej niż grę w piłkę
Od jakiegoś czasu głośno jest o zainteresowaniu Robertem Lewandowskim ze strony Chicago Fire. O tym, że taki transfer ma wydźwięk dużo głośniejszy, niż przy klasycznej zmianie klubu przez piłkarza, rozmawiamy z Januszem Michallikiem, byłym piłkarzem grającym w amerykańskiej lidze, byłym reprezentantem USA, a dziś ekspertem telewizji ESPN.

Janusz Michallik jest o tyle dobrym rozmówcą, że wiedzę na temat kulisów ewentualnego transferu Roberta Lewandowskiego do Chicago Fire czerpie bezpośrednio z klubu. Jednym z jego dobrych znajomych jest Gregg Berhalter, trener tamtejszego zespołu, z którym Michallik rozmawiał o staraniach o "Lewego".
Chicago Fire robi wszystko, by mieć Lewandowskiego
Przemysław Langier (Interia Sport): Im dłużej się słucha o transferze Roberta Lewandowskiego do Chicago Fire, tym poważniej to wygląda. Słusznie?
Janusz Michallik (były reprezentant USA, ekspert piłkarski amerykańskiego ESPN): - Przede wszystkim na początku trzeba napisać, że jeśli Barcelona złoży Robertowi propozycję kontraktu na kolejny sezon, nie będzie w ogóle tematu. Chicago Fire to opcja na wypadek, gdyby Robert opuścił Barcę. Klub zdaje sobie z tego sprawę, ale robi wszystko, by przekonać Lewandowskiego. Gregg Berhalter w Robercie widzi kogoś znacznie większego, niż piłkarza - ambasadora projektu. Kogoś, kto pomoże przekształcić Chicago Fire w "superklub". To jest bardzo ważna i bardzo mocna deklaracja z ust człowieka, z którym znam się bardzo dobrze. Zbiega się to w czasie, w którym Fire naprawdę rośnie - w 2028 roku zostanie otwarty nowy stadion i zaczęły się dziać rzeczy, które powinny dziać się już dawno. To przeogromne, przepiękne miasto. Medialnie trzecie w Ameryce, z wielkim wpływem na amerykański sport, bo jak wymienimy nazwy drużyn z poszczególnych sportów: White Sox, Cubs, Bulls, Bears, Blackhawks, to nawet Nowy Jork i Los Angeles tylu nie mają. Teraz jest plan, by właściciel Joe Mansueto i trener Gregg Berhalter wprowadzili Fire w miejsce, na które miasto tych rozmiarów zasługuje.
Na czym miałoby polegać "ambasadorowanie" Roberta?
- Ambasador to akurat moje określenie, bo tak rozumiem rolę, jaką zaplanowano dla Lewandowskiego. On ma zapewnić, by nagle miliony oczu spojrzały na ten klub. Mówimy o jednym z najlepszych napastników w historii, nie tylko o piłkarzu, który przyszedłby do USA z Hiszpanii. Widziałem ostatnio wypowiedź Messiego, który wymienił ulubionych piłkarzy swoich synów, i obok kilku największych gwiazd, znalazł się tam Robert Lewandowski. To nie jest tak, że on miałby być sprowadzony ze względu na liczbę Polaków w Chicago - tak można by powiedzieć 20-30 lat temu. Teraz to coś więcej. Pewnie jakąś część Polaków taki transfer przyciągnąłby na trybuny będącego na obrzeżach Soldier Field, ale po przyjściu Roberta do Fire, ten stadion wypełniłby się i bez jego rodaków. Fire niedługo otworzy nowy rozdział, z obiektem w sercu miasta, nie na obrzeżach. Klub potrzebuje gwiazdy, która zrobi potężne wrażenie zarówno w samym Chicago, jak i w meczach wyjazdowych, gdzie kibice będą przychodzić, bo przyjedzie wielki piłkarz. To jest to, na co liczy Berhalter. Nie mówiąc o wizerunkowym skoku dla całej ligi, bo już sobie wyobrażam, jak cały świat pisze o pojedynku Messi kontra Lewandowski, z odniesieniem do Złotej Piłki z przeszłości.

Dlaczego taki transfer ma sens?
Załóżmy, że Barcelona nie złoży propozycji Robertowi. Da się w procentowych widełkach określić, jaka wówczas będzie szansa, by on faktycznie trafił do Chicago? Jak Gregg Berhalter to czuje?
- Ze strony klubu jest to 100 proc. chęci. Walczą o niego. Przekonują nie tylko Roberta, ale rozmawiają także z jego żoną. Działają na wielu frontach, by oni wiedzieli, jak wysoki komfort zapewni się im w Chicago. To nie jest klasyczny transfer, w którym rozmawia się tylko z piłkarzem i jego agentami. Pani Anna wie, że dostanie pomoc we własnym zawodowym rozwoju. Wydaje mi się, że to ma sens i nie mówię tego, jako były piłkarz MLS-u. Ja nie jestem pracownikiem tej ligi, nie mam w tym interesu, natomiast - tak na zdrowy rozsądek, również po rozmowach z ludźmi - nie wydaje mi się, że jeśli chodzi o komfort życia, że Arabia Saudyjska to będzie najlepsze miejsce dla Lewandowskich. Kolejną opcją jest pozostanie w Europie, ale mówimy dosłownie o jednym możliwym kierunku - Włoszech. Do Niemiec Robert nie pójdzie, bo po co, gdy osiągnął tam wszystko z Bayernem? We Francji jego rozmiarom odpowiada tylko PSG, ale Luis Enrique stawia na młodych. W Hiszpanii nie zostanie, bo odchodząc z Barcelony, nie zejdzie niżej. W Anglii - nie jestem przekonany, czy największe kluby miałyby dziś dla niego miejsce, a przecież do przeciętnych nie chciałby iść.
Im dłużej rozmawiamy, tym realniejszy wydaje mi się kierunek amerykański.
- Tym bardziej, że tutaj zyskałby marketingowo. W Europie już zrobił, co miał zrobić, a drugiego takiego rynku, jak USA, nie ma dla sportowca, aktora, czy piosenkarza.
Mówi Pan, że Fire przekonuje Roberta i jego żonę znacznie szerzej, niż boiskiem. O czym konkretnie mowa?
- Z szacunku do Gregga, mojego kolegi, nie mogę powiedzieć. Niech to się zawrze w zdaniu, że Chicago Fire na pewno pomogłoby Pani Annie, jeżeli tylko by takiej pomocy potrzebowała. Poza tym jest jeszcze takie spojrzenie, że dla Roberta byłby to trochę nowy start, jakby nowa kariera. To rzadko się zdarza, że w wieku 38 lat piłkarz może gdzieś iść i być głównym punktem zespołu. Ba, całej ligi, obok Messiego i Sona. W chwili, gdy jego rówieśnicy schodzą ze sceny, gdy wszyscy o nich zapominają, telefon cichnie, nikt już nie czuje potrzeby, by z tobą rozmawiać. To się zazwyczaj dzieje, a tutaj masz opcję startu z najwyższego pułapu w wieku 38 lat. Mnie by to kręciło.
Co dalej z reprezentacją Polski?
Czy taki transfer oznaczałby koniec reprezentacyjnej kariery Roberta Lewandowskiego? Zaawansowany wiek. Marketingowy potencjał nowego, wielkiego rynku - na co potrzeba czasu. Dłuższe podróże, niż z Europy. Spina mi się to w rozstanie z kadrą.
- Robert zasłużył na to, by samemu zdecydować, kiedy jego czas w reprezentacji się skończy. Natomiast sam fakt, że grałby na innym kontynencie, w kontekście problemu jest dla mnie śmieszną bajką. Cała reprezentacja Argentyny, czy Brazylii, gra w Europie, i przez lata ci piłkarze latają dużo dalej, niż Robert musiałby z Chicago. Nie wierzę, że akurat to by było problemem. Natomiast pytanie o chęć kontynuowania kariery w kadrze będzie w przyszłym sezonie zasadne - bez względu, czy Robert będzie piłkarzem Fire, czy przykładowo Milanu. Bez względu na odległość od Polski, bo to nie ma znaczenia.
Lewandowski "zjadłby" MLS?
Fire poczeka na Lewandowskiego, jeśli ten dostanie opcję pozostania w Barcelonie na kolejny rok?
- Zaznaczę, że to moje spekulacje, bo takiej wiedzy nie mam, nie rozmawiałem na ten temat, ale wydaje mi się, że byłoby wtedy dużo ciężej o taki transfer. Nawet nie chodzi o wiek, tylko jeśli dziś jest w Chicago wizja budowy "superklubu", jednego z trzech-czterech takich w USA, to musisz mieć plan B. Jeśli nie wyjdzie z Robertem, pójdą po kolejnego zawodnika, który to pociągnie. Wtedy za rok ta furtka mogłaby być już dla niego zamknięta - nie dlatego, że w Chicago by się obrazili, tylko budowali klub wokół innej wielkiej gwiazdy. Spodziewam się, że lista piłkarzy na wypadek, gdyby nie wypalił pomysł z Lewandowskim, już istnieje.
A tak czysto sportowo - Lewandowski to piłkarz, który wchodzi i z marszu zjada MLS?
- Napastnicy mają tutaj dobrze. Philip Zinckernagel trafił do Fire z Bodo/Glimt i zanotował sezon z 15 golami i 17 asystami. Belg Hugo Cuypers strzelił 19 bramek dla Chicago. To piłkarze, którzy z marszu pokazali, że są w stanie trafiać seryjnie. Nie ma powodów, by twierdzić, że Robert, który strzelał wszędzie, który do dziś strzela sporo, swojego by nie dołożył. W MLS nie wydaje się dużych kwot na obrońców. Mateusz Bogusz miał świetne liczby, Son Heung-Min wszedł do ligi jak burza.
A jak ogólnie z poziomem ligi? W Polsce żyjemy tym, czy Ekstraklasa wślizgnie się do dziesiątki rankingu UEFA, czy zostanie na 12. miejscu. Gdzie w tym wszystkim byłby MLS?
- Mam duży szacunek do Ekstraklasy, bo bardzo się poprawia. Oglądam tę ligę coraz częściej, mam dobre zdanie, ale w dalszym ciągu wydaje mi się, że MLS jest lepsza. Nie dużo, ale lepsza. Spodziewam się, że gdyby ją przenieść do Europy, mogłaby być na 9-10. miejscu w takim rankingu. To nie jest tak, że MLS jest ligą dla emerytów, bo pojawia się tu bardzo wiele utalentowanych piłkarzy, którzy trafiają później do Europy za wielkie pieniądze.
Kluby amerykańskie są w stanie płacić pensje na poziomie klubów z czołówki europejskiej Ligi Mistrzów? Na coś takiego mógłby liczyć Robert Lewandowski?
- Pewnie, że tak. Gdyby nie regulacje ligi, tutaj byłaby bonanza. Jeśli Pan rzuci okiem na właścicieli większości drużyn Ligi MLS-u, to mowa o miliarderach. Proszę sobie sprawdzić majątek Joe Mansueto, właściciela Chicago Fire (wg Google 4,5 mld dolarów - przyp. red.). Tyle że liga pozwala mieć tylko trzech zawodników będących poza budżetem drużyny.
Co z Polakami grającymi w MLS?
To jeszcze przy okazji spytam o polskich piłkarzy z MLS. Wraca Mateusz Bogusz, który był gwiazdą w Los Angeles, ale w lidze meksykańskiej przepadł. W jakim momencie kariery on jest?
- Nie dziwię się, że spróbował tego transferu - biedniejszy pewnie nie wrócił, Cruz Azul to też naprawdę dobra drużyna. Z perspektywy czasu odejście z Los Angeles było pewnie błędem - w Meksyku nie dał rady, a do LAFC trafił później Son, więc byłoby mu dobrze. Ale taka jest piłka. Teraz trafił do Houston i będzie miał tam ciężko, bo ta drużyna ma od lat problemy. Kiedyś była bardzo mocna, wygrywała mistrzostwa MLS-u, ale dziś jest słabsza. Bogusz wciąż jest młody, w Ameryce powinien dać sobie jeszcze radę.
A Dominik Marczuk wróci na właściwe tory?
- Przyjrzę mu się w tym sezonie. Dajmy mu trochę czasu. Miał bardzo dobry początek. W Real Salt Lake było widać dużą dynamikę, potrafił szarżować prawym skrzydłem, ograć zawodnika jeden na jeden, wrzucić. A później coś się popsuło, poszło złymi torami. Ale to też bardzo młody piłkarz. Ważny sezon przed nim.











