Po tym, jak w drugiej połowie lipca powróciły rozgrywki Major League Soccer, ekipa Chicago Fire - już z Robertem Lewandowskim w składzie - odnotowała dwie porażki, kolejno z Interem Miami i New York City.
"Strażacy" jednak prędko otrząsnęli się po przegranych - i najpierw zaliczyli triumf z Charlotte FC, a potem jeszcze trzy zwycięstwa w Leagues Cup. W nocy z 16 na 17 sierpnia według czasu polskiego CF podeszło tymczasem do potyczki z Portland Timbers.
Głośno o Polaku w Portugalii. Nazwisko Kamińskiego obiegło kraj, nie jest dobrze
Kapitalna passa Chicago Fire trwa. Lewandowski o włos od zdobycia gola przeciw Timbers
W tym przypadku "The Firemen" również pokazali klasę i ograli oponentów 2:1, przez naprawdę długi czas utrzymując dwubramkową przewagę. Niestety Robert Lewandowski po raz drugi z rzędu nie wpisał się tu na listę strzelców, choć miał ku temu naprawdę kapitalną okazję:
W 17. minucie starcia Philip Zinckernagel kapitalnie wyłożył Polakowi piłkę, ale ten dostawił do niej nogę o ułamek sekundy za późno - od trafienia do siatki dzieliły go tu naprawdę milimetry.
Po przerwie "Lewy" popisał się jeszcze świetnym strzałem z dystansu, który jednak został wybroniony przez Jamesa Pantemisa. Katarzyna Przepiórka, redaktor naczelna "Amerykańskiej Piłki", napisała wówczas na portalu X o polowaniu na gola ze strony napastnika. "Była setka" - odparł jej kolejny ekspert od MLS, Janusz Michallik, odnosząc się zapewne do akcji z pierwszej części rywalizacji.
Alex Calabrese z portalu meninred97.com, dedykowanego Fire, orzekł na X-ie, że był to dla Lewandowskiego "wieczór nieskuteczności" mimo dominującej postawy jego zespołu. Zwrócił też uwagę na fakt, że piłkarz został zmieniony przez Berhaltera jako pierwszy. "Nie był zbyt aktywny w ofensywie" - dodał już bezpośrednio w serwisie MIR97.
Chicago Fire swój kolejny mecz rozegra przeciwko Orlando City. Pierwszy gwizdek wybrzmi w tym przypadku 20 sierpnia o godz. 01.30 według czasu polskiego.













