"Wejście smoka" Lewandowskiego, później takie słowa Flicka. Poszło w świat
FC Barcelona znalazła się w tarapatach, kiedy to w czwartkowym meczu Real Oviedo objął prowadzenie w 33. minucie. Na wyrównanie "Duma Katalonii" musiał czekać do drugiej połowy, lecz podział punktów w starciu tego kalibru też nie był wynikiem marzeń. Przełom nastąpił dopiero, kiedy na placu boju zameldował się Lewandowski. Polak potrzebował 5 minut, aby wpisać się na listę strzelców. Flick był przekonany, że to właśnie on odwróci losy pojedynku, o czym mówił na pomeczowej konferencji prasowej.

To miało być pozornie łatwe starcie. Po raz pierwszy od 24 lat na Estadio Nuevo Carlos Tartiere w starciu La Ligi spotkały się ze sobą lokalny Real Oviedo oraz nafaszerowana gwiazdami światowego formatu FC Barcelona.
Niekwestionowanym faworytem pojedynku była oczywiście "Duma Katalonii", która po potknięciu w starciu z Rayo Vallecano wciąż musi gonić bezbłędny na tym etapie sezonu Real Madryt.
Flick znów nieco poeksperymentował ze składem na ten mecz, co zaowocowało dość nieciekawą sytuacją. Oviedo niespodziewanie objęło bowiem prowadzenie w 33. minucie, a to w dużej mierze za sprawą katastrofalnej decyzji Joana Garcii, który "sprezentował" rywalom tego gola.
Wyrównanie nadeszło dopiero w 56. minucie, kiedy to piłkę w siatce gospodarzy umieściłEric Garcia. Wciąż nie był to jednak wynik, który satysfakcjonowałby drużynę ze stolicy Katalonii. Flick nie miał innego wyjścia - sięgnął po swojego asa w postaci Roberta Lewandowskiego, który zameldował się na boisku w 65. minucie. Polak potrzebował raptem 5 minut, aby swoim pięknej urody golem kompletnie odwrócić losy tego spotkania. To on dał impuls do walki, który później wykorzystał jeszcze Ronald Araujo, pieczętując los rywalizacji.
Flick był pewny co do Lewandowskiego. "Było to widać"
Czy wprowadzenie Lewandowskiego akurat w tej konkretnej sytuacji było jedynie łutem szczęścia, które uśmiechnęło się do niemieckiego szkoleniowca? Absolutnie nie. Flick to bowiem trener z bogatym doświadczeniem, który doskonale wie jak reagować w kryzysowych sytuacjach i potrafi "czytać" swoich podopiecznych. Sam zresztą przyznał po meczu z Oviedo, że był pewien czynnik, który przeważył za wprowadzeniem Polaka na plac gry.
"Zawsze mówię zespołowi, że zaczyna dana 11-tka, a mecz kończymy nawet pięcioma innymi piłkarzami. Najważniejsze, żeby każdy dawał 100% dla drużyny. Było widać, że kiedy (Lewandowski red.) wchodził z ławki, chciał zmienić rezultat. To nie chodzi tylko o bramkę, ale o zmianę dynamiki meczu. Dla nas to coś świetnego" - mówił Flick cytowany przez portal "fcbarca.com".
Zawodnicy światowego formatu doskonale potrafią wyczuć "ten dzień". Na szczęście dla kolegów Lewandowskiego okazał się nim być 25 września, kiedy to "Duma Katalonii" rozpaczliwie potrzebowała kogoś, kto tchnie w jej serca pokłady ulatującej nadziei. Tym kimś stał się polski napastnik, który po raz kolejny uratował swój zespół w absolutnie krytycznym momencie.












