Trudne chwile w małżeństwie Lewandowskich, sami wyjawili. Tak to się skończyło
Po wygranym meczu z Albanią Robert Lewandowski nie krył łez. Był to widok ludzki i naturalny, choć nieczęsty, jeśli chodzi o kapitana reprezentacji Polski. Na takie okazywanie uczuć pozwala sobie rzadko, o czym zresztą wspominała kiedyś jego żona. Opowiadała przy tym o trudnych chwilach, przez które przeszło ich małżeństwo. Wszystko zaczęło się od porażki z Senegalem na mundialu w Rosji. Mało kto wiedział, co wtedy działo się w ich domu. Na szczęście skończyło się dobrze.

Po wygranym przez Polskę meczu barażowym z Albanią (2:1) Robert Lewandowski długo nie schodził do szatni. Przechadzał się po murawie Stadionu Narodowego, nie kryjąc ogromnego wzruszenia. Pojawiły się łzy, co zresztą sam przyznał w rozmowie z Mają Strzelczyk. Wyjaśnił, skąd w nim tyle emocji.
"Po takim meczu na PGE Narodowym, gdzie zawsze tutaj czułem się wyjątkowo i przejście po stadionie, gdzie nie wiadomo, kiedy następny meczu tutaj zagramy... Później Liga Narodów i nie wiadomo gdzie. Później ewentualne eliminacje i też tak daleko nie sięgam, bo sam nie wiem, co przyszłość przyniesie" - tłumaczył.
Dlatego też doceniam każdy mecz, każdą minutę, bramkę dla reprezentacji, bo zdaje sobie sprawę, że w wieku jakim jestem, zacząłem czerpać większą radość z bycia i tego, że gram. Presję odrzuciłem na bok i może te emocje we mnie trochę bardziej buzują, też je może bardziej widać
Na łzy publicznie nie pozwala sobie zbyt często. Jednym z wyjątków były chwile po przegranym meczu z Senegalem na mundialu w 2018 roku. Trudno zapomnieć obrazki "Lewego" szukającego pocieszenia w ramionach obecnej wówczas na stadionie żony Anny. A to, co wydarzyło się później, było ważnym - i zdanym - sprawdzaniem dla ich małżeństwa.
Łzy Lewandowskiego po porażce na mundialu. Od razu ruszył do żony
Podczas mundialu 2018 reprezentacja Polski wypadła słabo, zajmując ostatnie miejsce w grupie. Przygodę z turniejem zaczęła zresztą od pamiętnej porażki z Senegalem (1:2). Przybity wynikiem Lewandowski szukał wówczas pocieszenia w ramionach żony. "Robert złapał mnie wzrokiem. I to było tak jak z filmu. On patrzył na mnie, a ja po prostu szłam. Wstałam i szłam, przechodziłam pomiędzy ludźmi, on szedł na pewniaka, prosto do mnie. Miał łzy w oczach i tylko powiedział: 'Mówiłem. Znowu to samo'" - wspominała tamten moment Anna Lewandowska w filmie "Lewandowski - Nieznany".
Sytuację skomentował również Wojciech Szczęsny, wtedy kolega z kadry, dziś przyjaciel z Barcelony. "Do rodziny idzie się na ogół po meczu, gdy się mecz wygrywa, żeby się z nimi cieszyć, przytulić się. Chyba bardzo się przejął, że potrzebował najpierw pójść do swojej żony po słowa wsparcia, a nie do szatni. Moim zdaniem wkurzenie jest dobrą emocją po przegranych meczach. Smutek nie. A tam było widać smutek" - opowiadał w dokumencie poświęconym "Lewemu".
Za niepowodzenie reprezentacji Robert Lewandowski obrywał mocno i personalnie. Jego żonie trudno było na to patrzeć. Po powrocie do domu usiedli we dwoje, porozmawiali, wspólnie uronili łzy. "To była taka fajna, oczyszczającą rozmowa. I pamiętam ją bardzo dobrze, bo tych rozmów z łzami Roberta jest mało, na całe szczęście" - uchylała rąbka tajemnicy.
"Wtedy przeżyliśmy wiele ciężkich chwil. Komentarze, artykuły. Dużo rozmawialiśmy z Anią na ten temat, że damy radę, że przejdziemy przez to razem. Że wrócimy i będziemy silniejsi po tym" - dodawał z kolei "Lewy".
Dziś to już za nimi. Istnieje realna szansa, że Robert zagra dla Polski na kolejnym w życiu mundialu. Należy jednak wykonać jeszcze jeden niełatwy krok. By otrzymać przepustkę na mistrzostwa świata, "Biało-Czerwoni" muszą wygrać ze Szwecją w finale baraży. Początek decydującego starcia we wtorek 31 marca o godzinie 20.45.













