Reklama

Reklama

Transfer Polaka już pewny? "Lewy" i Xavi "przyłapani" w restauracji

Rozmowy na linii FC Barcelona - Bayern Monachium w kwestii transferu Roberta Lewandowskiego zdają się z dnia na dzień nabierać coraz większego tempa. Sam piłkarz przypadkowo jeszcze mocniej podsycił spekulacje na temat rychłego sfinalizowania negocjacji po tym, jak "przyłapano" go w jednej restauracji z... Xavim Hernandezem, czyli szkoleniowcem "Blaugrany".

Nie ma najmniejszych wątpliwości, że ewentualne przenosiny Roberta Lewandowskiego do FC Barcelona z miejsca stałyby się jednym z największych - jeśli nie największym - hitem transferowym tego lata. Choć początkowo zdawało się, że obecna drużyna Polaka, Bayern Monachium, pozostanie nieustępliwa w kwestii zatrzymania zawodnika w Bawarii, to według najnowszych doniesień "Die Roten" spuścili znacznie z tonu po tym, jak na Allianz Arena zameldował się Sadio Mane.

Co więcej obie strony zdają się już być blisko dogrania szczegółów związanych z finansami - Bayern ma wyceniać napastnika na ok. 50 mln euro, natomiast istnieje prawdopodobieństwo, że Niemcy zgodzą się na nieco niższą kwotę, a "Duma Katalonii" w swojej ostatniej propozycji celowała w wydanie 45 mln (licząc łącznie z bonusami).

Reklama

Tym samym "oficjalka" w sprawie Lewandowskiego zdaje się majaczyć już powoli na horyzoncie, a hiszpańskie media co rusz szukają sygnałów potwierdzających, że "RL9" niebawem przywdzieje bordowo-granatowe barwy.

Lewandowski i Xavi w jednej restauracji. W Hiszpanii zawrzało

Sam gracz nieintencjonalnie podsycił plotki po tym, jak "przyłapano" go w jednej z restauracji na Ibizie. W samym tym zdarzeniu nie byłoby nic niezwykłego gdyby nie to, że w tym samym przybytku, w tym samym czasie, znajdował się Xavi Hernandez, czyli piłkarska legenda "Barcy", która od listopada 2021 r. pełni funkcję menedżera drużyny.

Fakt, że obaj panowie zjawili się nagle w jednym miejscu, przedstawiciele hiszpańskich mediów uznali za niechybną oznakę tego, że w przyszłym sezonie będą wspólnie pracować w jednym klubie. Dziennikarz Gerard Romero zwrócił jednak uwagę na coś, co powinno odrobinę ostudzić nastroje - Lewandowski i Xavi siedzieli przy oddzielnych stolikach, w oddzielnych grupach osób, w związku z czym na pewno nie doszło między nimi do "rozmowy biznesowej". A przynajmniej nikt tego na zdjęciach nie uwiecznił.

"Przypadek? Nie sądzę", czyli Robert Lewandowski coraz bliżej Barcelony

Niemniej trudno jest wierzyć w kompletny zbieg okoliczności. Wiadomym jest, że Hernandez chciałby jak najszybciej mieć Polaka w swoim składzie po to, aby ten przeszedł wraz z "Blaugraną" przez całość - lub zdecydowaną większość - okresu przygotowawczego. "Lewy" z kolei wolałby nie wracać po urlopie do Monachium, gdzie nie czuje się już dobrze, przynajmniej jeśli mowa o traktowaniu ze strony zarządu "Die Roten".

Wygląda na to, że jeśli ma dojść do hitu, to raczej w ciągu najbliższych (niespełna) dwóch tygodni. Bawarczycy okres przygotowawczy rozpoczną oficjalnie 12 lipca.

Zobacz także: Nieoczywisty kandydat na następcę Lewandowskiego w Bayernie

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL