Tomaszewski uderza bez litości. Widział pożegnanie "Lewego". I tego nie daruje
Jan Tomaszewski uważnie obserwował wydarzenia, jakie w niedzielny wieczór miały miejsce na Camp Nou. Po czterech latach fantastycznej przygody z kibicami Barcelony pożegnał się Robert Lewandowski. Na mecz z Betisem (3:1) wyszedł w podstawowym składzie jako kapitan, ale do epickiego zwieńczenia zabrakło zdobytej bramki. Legendarny bramkarz dobrze wie, kto za to odpowiada...

Robert Lewandowski rozegrał dla Barcelony w sumie 192 spotkania, zdobył 119 goli i zaliczył 24 asysty. Bramkowego dorobku nie poprawił w miniony weekend, choć bardzo na to liczył. Z murawy zszedł w 83. minucie żegnany salwą wiwatów na trybunach.
Ostatni mecz "Lewego" na Camp Nou - wygraną 3:1 z Betisem - obserwował Jan Tomaszewski. Nazajutrz podzielił się spostrzeżeniami z "Super Expressem". Jak zwykle kąśliwie i bez pardonu.
Lewandowski w pożegnalnym meczu bez gola. Tomaszewski od razu wskazuje winnego
Bohater z Wembley odpowiedzialnością za nieskuteczność Polaka obwinia... Raphinhę. Brazylijczyk zdobył dwie pierwsze bramki. Najpierw idealnie przymierzył z rzutu wolnego, potem wykorzystał fatalny błąd jednego z defensorów.
- Z Raphinhi wyszedł po prostu jego charakter. Jak nie podawał podczas wcześniejszych spotkań, to tutaj również nie podawał. W takim meczu, żeby nie zagrać pod Roberta... tutaj wychodzi taki samolubny charakter. Wyszło szydło z worka - kwituje bez ogródek Tomaszewski.
Teoretycznie Lewandowski może trafić jeszcze do siatki w ostatniej kolejce La Liga. W sobotę "Duma Katalonii" zakończy sezon wyjazdową potyczką z Valencią. Występ Polaka nie jest jednak przesądzony.
- Wydaje mi się, że tu już klamka zapadła i Robert na ten mecz nie powinien w ogóle pojechać, bo pożegnał się z kibicami - stawia sprawę jasno "człowiek, który zatrzymał Anglię".
Wszyscy czekają teraz na jeszcze jeden kluczowy komunikat. Ten, który odpowie nam na pytanie o najbliższą przyszłość 37-letniego napastnika. W tej chwili najwyraźniejsze tropy wiodą na Półwysep Arabski.
- Gdybym ja był na miejscu Roberta, wybrałbym Arabię Saudyjską - oznajmia Tomaszewski. - Tam jest pełen spokój, pełen luz i pełen komfort. Jestem przekonany, że tam jego gra będzie bardziej przypominała tę z Bayernu Monachium. Na niego będą grali. Królem strzelców w lidze arabskiej będzie Robert Lewandowski.
Prognoza całkiem sympatyczna. Wedle nieoficjalnych doniesień "Lewy" otrzymał intratną ofertę od Al-Hilal. Z batalii o pozyskanie Polaka nie rezygnuje jednak Chicago Fire. Ostateczne decyzje w palącej kwestii zapaść mają jeszcze w tym tygodniu.













