To był koszmar Lewandowskiego, Polak połamany. Trwała kolejna walka z czasem
W obozie FC Barcelona trwa wielki niepokój o to, czy Robert Lewandowski zdoła wystąpić w najbliższym meczu La Liga z Realem Madryt. W tym kontekście warto przypomnieć inną historię, gdy reprezentant Polski także walczył z czasem... przed meczem z "Dumą Katalonii". Wówczas po starciu z bramkarzem Borussii Dortmund "Lewy" skończył ze złamaną szczęką i nosem. Ostatecznie wystąpił w dwumeczu Ligi Mistrzów z Barceloną, zakładając specjalną maskę. Transmisja El Clasico w tę sobotę o 16:15 w Eleven Sports 1.

Cofnijmy się w czasie. Jest kwiecień 2015 roku, a Bayern Monachium z Robertem Lewandowskim w składzie mierzy się z Borussią Dortmund w półfinale Pucharu Niemiec. Po jednym z dośrodkowań Polak wyskakuje do piłki i nagle... z ogromnym bólem ląduje na murawie. Efektem koszmarnie "niefortunnej" interwencji bramkarza BVB - Mitchella Langeraka było złamanie szczęki i nosa u naszego reprezentanta.
Trudno stwierdzić, czy większy był wówczas ból, jaki odczuwał Robert Lewandowski czy też niepokój fanów Bayernu przed zbliżającym się dwumeczem z FC Barcelona w półfinale Ligi Mistrzów. Na tydzień przed potyczką, która miała zdeterminować cały sezon, stracili bowiem swojego najlepszego strzelca...
"Lewy" zrobił wszystko, by móc wspierać zespół w kluczowym momencie i wraz ze sztabem medycznym Bayernu Monachium postanowił zaskoczyć, ubierając specjalnie przygotowaną maskę, która miała chronić jego twarz. Śmiało można powiedzieć, że Polak użył jej, zanim było to modne za sprawą snajpera SSC Napoli - Victora Osimhena. I choć niemieccy fani do samego końca drżeli o zdrowie naszego napastnika, ten ostatecznie znalazł się w wyjściowym składzie na pierwszy mecz z FC Barcelona.
Robert Lewandowski walczy z czasem. Polak już wracał do gry na hit z udziałem Barcelony
Na nic jednak zdała się obecność Roberta Lewandowskiego na murawie, bowiem swój koncert rozgrywał wówczas na Camp Nou Leo Messi. Argentyńczyk strzelił wówczas dwa gole - jeden z nich po legendarnej już niemal akcji, gdy po jego dryblingu oszołomiony Jerome Boateng upadł na murawę. A że jedno trafienie dołożył także Neymar, sytuacja Bayernu stała się niezwykle trudna.
W rewanżu nie doszło do sensacji, choć sam Robert Lewandowski zdołał wtedy błysnąć, zdobywając bramkę. Uderzenie z kilkunastu metrów poprzedził sprytnym zgubieniem obrońcy, lecz... to by było tyle, bo choć Bayern wygrał tamten mecz 3:2, ostatecznie odpadł z rozgrywek.
Sam Pep Guardiola - ówczesny szkoleniowiec Roberta Lewandowskiego - przyznawał otwarcie, że maska ewidentnie przeszkadzała Polakowi. I nie dość, że ograniczała mu pole widzenia, to jeszcze sprawiała dyskomfort, bowiem piłkarz ciągle poprawiał ją na treningach.
Lekarze kazali mu występować w masce, ale to jasne, że bez niej gra lepiej. Wolałbym mieć do dyspozycji Roberta Lewandowskiego bez maski
Teraz trener Xavi Hernandez marzy o tym... by móc liczyć na Roberta Lewandowskiego - już nie bez maski, a po prostu w pełnym zdrowiu. Bo choć Polak zdolny jest do poświęceń, gra przy jakichkolwiek dolegliwościach może mieć wpływ na jego dyspozycję. Obecnie trwa wyścig z czasem, choć ostatnie doniesienia na temat sytuacji "Lewego" napawają optymizmem. Pewne jest to, że jego obecność na murawie dodałaby dodatkowego "smaku" walce FC Barcelona z Realem Madryt. Wszak po to ogląda się "El Clasico", by na murawie podziwiać największe gwiazdy.











