Tajna umowa. Lewandowski mógł zostać zawieszony. Dokumenty trafiły do Liechtensteinu
Jaka przyszłość czeka Roberta Lewandowskiego? To pytanie - wobec wygasającego latem kontraktu Polaka z FC Barcelona - zadaje sobie obecnie mnóstwo fanów. Niemal równie ciekawa co dalsze losy 37-latka jest jednak i jego przeszłość. Wiele jej wątków odkrył w książce "Lewandowski. Prawdziwy" Sebastian Staszewski. A do jednego z nich odniósł się ostatnio w rozmowie z Tomaszem Ćwiąkałą. To sensacyjna historia o "tajnych umowach", w przypadku których - jak czytamy - "Lewemu" groziło "natychmiastowe zawieszenie.

Książka "Lewandowski. Prawdziwy" Sebastiana Staszewskiego przebojem wdarła się na rynek wydawniczy, wywołując - delikatnie mówiąc - niemałe poruszenie. Historie w niej zawarte wywołały wstrząsy w kilku miejscach na mapach piłkarskiej Europy.
W Hiszpanii głośno było choćby o sprawie dotyczącej premierowego sezonu polskiego napastnika w barwach FC Barcelona, gdy władze klubu prosiły go na finiszu rozgrywek o... zatrzymanie licznika strzelanych przez niego bramek.
Teraz sam autor w rozmowie na kanale Tomasza Ćwiąkały podniósł kolejny wątek, który może odbić się szerokim echem zwłaszcza w Niemczech.
Sebastian Staszewski został na starcie rozmowy zapytany o to, w których wątkach opisanych w biografii Robert Lewandowski i jego środowisko mogliby dopatrzyć się elementów zniesławienia. W odpowiedzi wskazał na historię życia ojca piłkarza Krzysztofa Lewandowskiego oraz umowę... a raczej dwie umowy, których podpisanie poprzedziło - jak czytamy w książce "Lewandowski. Prawdziwy" - transfer kapitana reprezentacji Polski z Borussii Dortmund do Bayernu Monachium.
Bardzo delikatna rzecz, to kwestia tego nielegalnego kontraktu z Bayernem Monachium. Widziałem ostatnio wywiad Cezarego Kucharskiego w "Weszło". Został zapytany i powiedział "pomidor". Nie odpowiedział, bo to są rzeczy absolutnie nie na granicy prawa. To są rzeczy za granicą prawa
O co dokładnie chodzi? O "tajne umowy", które wedle wspomnianej książki "miały zostać parafowane w październiku 2012 roku".
Robert Lewandowski i umowy "zdeponowane w Liechtensteinie". "Natychmiast zostałby zawieszony"
Jedna z nich była przygotowana na wypadek wykupu Roberta Lewandowskiego przed "Die Roten". Druga brała pod uwagę wariant, w którym Polak wypełnia kontrakt z BVB, następnie przenosząc się do Bayernu na zasadach wolnego transferu.
Sęk w tym, że wedle obowiązujących przepisów, piłkarz może związać się z nowym klubem dopiero na sześć miesięcy przed datą oznaczającą termin wygaśnięcia jego kontraktu. A w tym przypadku było inaczej.
Manewr z sekretnym kontraktem nie jest niemieckim wynalazkiem, bo w świecie futbolu stosuje się go od lat. Ale metoda ta jest ryzykowna. Jeśli Watzke (prezes Borussii Dortmund - przyp. red.) otrzymałby najmniejszy dowód, że Bayern po nią sięgnął, Lewandowski natychmiast zostałby zawieszony
- Obowiązujące przez cztery lata przedwstępne kontrakty zostały więc zdeponowane w Liechtensteinie - dodał zaangażowany w negocjacje informator.
Sam Hans-Joachim Watzke stwierdził po czasie, że był świadomy zakulisowej gry Bayernu Monachium. - Wiem, że tak było - ogłosił pewny siebie na kartach "Lewandowski. Prawdziwy". A krążące plotki słyszał wedle swoich deklaracji także pełniący wówczas funkcję dyrektora sportowego BVB Michael Zorc. Twarde weto przedstawiła jedynie legendarna postać w obozie Bayernu - słynny Karl-Heinz Rummenigge.













