Szaleńcza pogoń za Atletico, coś takiego już się nie powtórzy. Gol Lewandowskiego dał nadzieję
14 kwietnia FC Barcelona spróbuje dokonać wielkiego zwrotu akcji i odmienić losy rywalizacji z Atletico Madryt w ćwierćfinale Ligi Mistrzów po niedawnej porażce 0:2 z "Los Colchoneros" na własnym terenie. W osiągnięciu tego celu być może pomoże "Blaugranie" Robert Lewandowski, który już raz w przeszłości w fazie pucharowej Champions League doprowadził swoją drużynę do zrewanżowania się Madrytczykom. Problem w tym, że wówczas... sam triumf to było za mało, by wyeliminować podopiecznych Diego Simeone.

FC Barcelona we wtorkowy wieczór stanie przed - delikatnie rzecz ujmując - niełatwym zadaniem. Po niedawnej porażce 0:2 na Camp Nou podopieczni Hansiego Flicka postarają się na Estadio Metropolitano o rewanż na Atletico Madryt, który jednocześnie zapewniłby im awans do półfinału Ligi Mistrzów.
Wciąż nie jest przy tym jasne, na kogo postawi na szpicy ataku trener Hansi Flick - czy na Ferrana Torresa, który ostatnio popisał się dubletem w ligowych derbach z Espanyolem, czy może na Roberta Lewandowskiego, jednego z najlepszych strzelców w dziejach Champions League.
"Lewy" zresztą już raz w przeszłości w fazie pucharowej LM zdołał wyprowadzić mocną ripostę względem Atletico - wszystko to jeszcze za czasów jego obecności w Bayernie Monachium.
Lewandowski wlał nadzieję w serca kibiców. Porażka w Lidze Mistrzów była jednak nie do uniknięcia
"Die Roten" oraz "Los Colchoneros" starli się bowiem ze sobą w półfinale prestiżowych rozgrywek w sezonie 2015/2016 i w pierwszym meczu Madrytczycy - wówczas jako gospodarze - zatriumfowali nad rywalami 1:0 po dość wczesnym, bo strzelonym w 11. minucie, golu Saula Nigueza, który notabene nie do kończył tamtej potyczki z powodu kontuzji.
W rewanżu na Allianz Arena wszystko więc pozostawało jeszcze otwarte - i pierwotnie drugi mecz zaczął układać się dla Bayernu naprawdę wyśmienicie, bowiem w 31. minucie gola z rzutu wolnego zdobył Xabi Alonso.
Jeszcze przed przerwą "Gwiazda Południa" mogła powiększyć swoje prowadzenie - wówczas jednak rzutu karnego nie wykorzystał Thomas Muller, a sama "jedenastka" została podyktowana po faulu Jose Marii Gimeneza. Ten był głównym pechowcem spotkania, bo warto odnotować, że przy golu Alonso futbolówka najpierw zrykoszetowała właśnie od niego.
Po zmianie stron na Monachijczyków spadł jednak poważny cios - w 54. minucie Antoine Griezmann w zaskakująco łatwy sposób zdołał wyjść sam na sam z Manuelem Neuerem i nie dał on szans golkiperowi, doprowadzając do remisu.
Na tamten moment - co należy nadmienić - zwycięskiego remisu AM, bowiem wówczas wciąż jeszcze obowiązywała zasada premiowania goli zdobytych na wyjeździe, więc w dwumeczu zrobiło się de facto 3:1 dla "Los Rojiblancos".
Nadzieja dla "Die Roten" pojawiła się jeszcze raz w 74. minucie - wówczas to właśnie do akcji wkroczył Robert Lewandowski. Zaczęło się od długiej piłki skierowanej w "szesnastkę" w stronę Arturo Vidala, który zgrał głową właśnie do "Lewego", a ten - również z główki - z bliskiej odległości pokonał Jana Oblaka.
Kibicom Bayernu serca stanęły w gardle jeszcze w 84. minucie, kiedy to z kolei rzutu karnego nie wykorzystał Fernando Torres, ale ostatecznie niemiecki gigant dowiózł dzięki trafieniu "RL9" wygraną 2:1. To było jednak za mało - jeden gol na wyjeździe przechylił szalę zwycięstwa na korzyść Atletico...
Co ciekawe w kolejnej kampanii drogi obu zespołów skrzyżowały się ponownie - i wówczas znów najpierw "Los Colchoneros" wygrali 1:0, a potem Monachijczycy odegrali się takim samym wynikiem po bramce "Lewego". Wówczas ta wymiana "uderzeń" miała jednak inny charakter, bo doszło do niej w fazie grupowej.
Atletico - Barcelona: Czy "Blaugrana" zdoła się odegrać?
Teraz historia z półfinału sprzed 10 lat z pewnością się nie powtórzy - zasada goli wyjazdowych została zarzucona przez UEFA w 2021 roku. Niemniej i bez niej remontada Barcelony, gdyby się dokonała, byłaby tytanicznym wyczynem o historycznym znaczeniu dla europejskiej piłki.
Pierwszy gwizdek w spotkaniu Atletico - Barcelona 14 kwietnia o godz. 21.00.












