Reklama

Reklama

Sebastian Staszewski: Koniec bajki o duecie, który podbijał świat. Kucharski i Lewandowski na wojnie

Zatrzymanie Cezarego Kucharskiego i oskarżenie go przez prawnika Roberta Lewandowskiego o szantaż to definitywny koniec bajki o duecie, który lata temu wyruszył na podbój piłkarskiego świata. Historia, która mogła być wzorem dżentelmeńskiej współpracy, stała się dowodem na to, że ego i pieniądze są w stanie rozerwać każdy uścisk dłoni.

Od tygodni obserwujemy coraz bardziej żenujący spektakl, w którym główne role grają najlepszy polski piłkarz Robert Lewandowski i jego były agent Cezary Kucharski, przez kilka wtorkowych godzin znany jako Cezary K. Spektakl cieszy się oczywiście dużą popularnością, choć niezbyt wyszukanej publiki, wolącej raczej cisnąć w aktora pomidorem i cebulą niż docenić zawodowy kunszt. Konflikt z milionami euro w tle ostatecznie kończy bajkę o duecie, który ponad 12 lat temu wyruszył na podbój świata.

Kto zaczął?

Reklama

Na początku należałoby zadać znane świetnie z podstawówki pytanie "kto zaczął?". 

A więc kto? Znajomi Kucharskiego powiedzą, że Lewandowski w pewnym momencie poczuł się tak wielkim piłkarzem, że uznał, iż poradzi sobie sam. Na kanale "Futbolownia" Kucharski przytoczył nawet takie słowa: "Usłyszałem od Roberta osobiście, że ja mu więcej zawdzięczam, niż on mi. Odpowiedziałem mu, że jestem wdzięczny, że mi zaufał, a to kto komu zawdzięcza więcej, może rozstrzygnąć pan Bóg. A on nie jest panem Bogiem". 

Ludzie zgromadzeni wokół reprezentanta Polski stwierdzą natomiast, że współpraca z Kucharskim po prostu się wypaliła i aby zrobić kolejny krok, Lewandowski potrzebował zmiany. Tak w książce "Krótka piłka", autorstwa Mateusza Borka i Cezarego Kowalskiego, tłumaczył to sam zainteresowany: "Zacząłem inaczej patrzeć na różne rzeczy, mam już więcej doświadczenia. W wielu sprawach przestaliśmy się z Czarkiem zgadzać. Również z tego wynikała moja decyzja [o rozstaniu]".

Do tego momentu wszystko mieściło się jeszcze w granicach kultury. Szambo wybiło jesienią. Najpierw w niemieckim "Spieglu" ukazały się informacje m.in. o rzekomym antydatowaniu przez piłkarza umowy dotyczącej praw reklamowych i oszukiwaniu niemieckiego fiskusa, a także o rzekomym wyprowadzaniu pieniędzy ze spółki RL Managment na cele prywatne. Dziennikarze na potwierdzenie pokazywali maile i dokumenty bankowe. Wszystkiemu zaprzeczyła reprezentująca Lewandowskiego Monika Bondarowicz, a chwilę później prawnik 32-latka, adwokat Tomasz Siemiątkowski złożył skargę na byłego menedżera, któremu zarzucił szantaż z wykorzystaniem wspomnianej gazety (pismo w tej sprawie skierowano także do redakcji). 

Smutnym finałem było wtorkowe zatrzymanie Kucharskiego, który na kilka godzin stał się Cezarym K. Policja nad ranem, przeszukanie domu, doprowadzenie do prokuratury... To sceny pasujące raczej do kryminalnego serialu, niż do relacji zawdzięczających sobie wiele partnerów. 

Głowa Lewandowskiego

Wszystko to, co dzieje się wokół sprawy, jest pożywką dla pragnącego krwi tłumu. Fani "Lewego" chcą zniszczenia Kucharskiego. Ci, którzy nie przepadają za RL9 mówią o strąceniu go z cokołu. Na aferze nie zyska nikt, a wszyscy mogą coś stracić. Najbardziej polska piłka, bo publiczna wojna kapitana zapewni mu tylko niestrawność.

A przed Lewandowskim być może najważniejszy rok w karierze. Gdyby znów powtórzył niesamowity wyczyn strzelecki, obronił z Bayernem Puchar Ligi Mistrzów, a do tego dołożył niezłą grę na mistrzostwach Europy, jeszcze raz mógłby pomarzyć o Złotej Piłce. Robert nie jest jednak robotem i z pewnością nie będzie w stanie odciąć się od burzy, która wokół niego trwa. Tak było, gdy za kadencji Waldemara Fornalika polscy kibice na niego gwizdali i tak było, gdy głową był w Realu Madryt, do którego ostatecznie nie trafił. Za każdym razem odbijało się to na formie Polaka. Oby tym razem tak nie było, bo skupionego Lewandowskiego potrzebuje zarówno Hans-Dieter Flick, jak i Jerzy Brzęczek.

Obaj są podobni

Mimo wszystko ta historia ma wiele pięknych momentów. Bez Lewandowskiego Kucharski nigdy nie zostałby uznany czołowym polskim menadżerem, a bez Kucharskiego Lewandowski nigdy nie stałby się tym, kim jest dziś. Bo to on namówił młodziutkiego piłkarza do odrzucenia anonsów Legii Warszawa i tłustej oferty Cracovii, gdy zgłosił się Lech Poznań. To Kucharski przekonał, że droga do gwiazd wiedzie nie przez Blackburn czy Donieck, ale przez Dortmund. Innym razem twardy jak skała agent rzucił prosto w twarz prezesowi Hansowi-Joachimowi Watzke, że Polak będzie zarabiał więcej niż Niemiec - chociaż tamten twierdził, że to niemożliwe. 

Wszystkie te sytuacje zbudowały silną więź tego duetu. Aż w pewnym momencie dziennikarze zaczęli pytać Kucharskiego, czy nie sądzi, iż mimowolnie zastąpił napastnikowi ojca (którego ten stracił w młodości) i został jego mentorem. Nie były to wcale puste pytania, bo więź Kucharskiego z Lewandowskim z boku naprawdę przypominała więź ojca z synem.

Dziś takie pytanie dla obu stron byłoby pewnie obrazą. Bo obie strony pogrzebały wszystko, co dobre. Nad zdrowym rozsądkiem i klasą zwyciężyły ego i pieniądze. Do Sądu Okręgowego w Warszawie trafił pozew agenta przeciw firmie RL Management. Kucharski wypowiedział umowę spółki i domaga się zwrotu 39 mln zł. Lewandowski natomiast oskarżył Kucharskiego, że ten próbował go zmusić do zapłacenia "za milczenie" 20 mln euro. Obaj są przekonani o swojej racji i obaj chcą zwyciężyć, bo to nakazuje im instynkt. Bo obaj - czy chcą tego czy nie - są do siebie podobni. A to każe sądzić, że rozpoczęta niedawno wojna będzie nie tylko długa, ale i bezwzględna.

Sebastian Staszewski, Interia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama