Reklama

Reklama

​Robert Lewandowski w "El Pais": Jeśli zapomnę Pruszków to będzie mój koniec

- Piłka to gra prosta i trzeba w nią grać jak najprościej. Tyle, że to, co najprostsze, jest na boisku najtrudniejsze - mówi dziennikowi "El Pais" kapitan reprezentacji Polski i napastnik Bayernu Monachium Robert Lewandowski.

W obszernym wywiadzie największa hiszpańska gazeta przedstawia Roberta Lewandowskiego jako poszkodowanego przez pandemię. Przypomina, że w 2020 roku koronawirus pozbawił Polaka Złotej Piłki ("France Football" zrezygnował wtedy z jej przyznawania). - W dzisiejszym futbolu wiele jest polityki - skomentował Lewandowski. - Mam nadzieję, że teraz sprawy potoczą się już normalnie - dodał dyplomatycznie.

Lewandowski: - Zdobyłbym więcej bramek, gdyby...

Zapytano go o rekord Gerda Muellera - 41 goli w ubiegłym sezonie Bundesligi. Polak zdobył aż tyle bramek, dzięki nadzwyczajnej efektywności. Do zdobycia gola potrzebował średnio zaledwie 3,5 strzału - najmniej z wszystkich 12 sezonów, które spędził w lidze niemieckiej.

Reklama

- W sezonie 2019-2020 zdobyłem w Bundeslidze 34 bramki - opowiada Lewandowski w "El Pais". - Zdałem sobie wtedy sprawę, że aby zdobyć Złoty But dla najlepszego strzelca lig europejskich, muszę jeszcze poprawić swoją skuteczność. W sezonie Bundesligi są 34 kolejki, w innych wielkich ligach 38. Poza tym byłem świadomy, że kontuzje mogą mnie wykluczyć z kilku spotkań. W sezonie 2020-2021 zdobyłem 41 bramek w 29 meczach. To jest wyczyn dla mnie, dla historii Bundesligi i całego futbolu. Przekroczyłem granicę 40 goli w erze Leo Messiego i Cristiano Ronaldo. Gdyby sezon w Bundeslidze miał 38 kolejek, zdobyłbym zapewne jeszcze więcej bramek.

- Zawsze chciałem być piłkarzem uniwersalnym - mówi Lewandowski. - Grać tak samo dobrze lewą i prawą nogą, a także głową. Chciałem nauczyć się gry w defensywie, pressingu, gry z kontry i w ataku pozycyjnym. Rozgrywać piłkę z głębi pola i strzelać bramki. Czekanie w polu karnym na okazję, to strata czasu. Muszę czuć walkę, być w centrum wydarzeń, w grze, a nie poza grą. Bycie elastycznym pozwala piłkarzowi dostosować się do każdej taktyki i każdego systemu - mówi Polak.

Zapytano go, czego nauczył się od Juergena Kloppa, Pepa Guardioli i Hansiego Flicka - największych strategów XXI wieku. - Klopp nauczył mnie gry w pressingu, czyli jak zabrać piłkę obrońcom, gdy próbują ją wyprowadzić - odpowiada Lewandowski. - Od Guardioli dowiedziałem się bardzo dużo o taktyce. Zmienił moją wizję futbolu w 100 procentach. Carlo Ancelotti dał mi pewność siebie, a Flick był mistrzem w upraszczaniu zadań, tak, żeby każdy z nas je rozumiał i potrafił wydobyć z siebie to, co najlepsze.

- Jaka jest podstawowa zasada, o której powinien pamiętać współczesny środkowy napastnik? - zapytano Polaka. - My zawodnicy z numerem dziewięć spędzamy 70 procent czasu gry plecami do bramki przeciwnika. Te pozostałe 30 procent, gdy bramkę mamy przed sobą, to już sama frajda. Trzeba być mocnym fizycznie i psychicznie, by wytrzymać nieustanne ścieranie się z obrońcami. Ja robię co mogę, by przedłużyć swoją karierę jak najbardziej. Kocham tę robotę i chciałbym wytrwać na najwyższym poziomie dłużej niż przeciętny piłkarz. Zdaję sobie jednak sprawę, że mój czas jest limitowany. Te 33 lata, które mam, to dla mnie póki co wyłącznie liczba.

- Co jest najłatwiejsze w pracy napastnika? Kontratak - mówi Lewandowski. - Najłatwiej gra się wtedy, gdy pod bramką rywala jest dużo przestrzeni. Ale jeśli jesteś napastnikiem Bayernu lub innego wielkiego klubu, nie możesz tego wymagać. Rywale najczęściej bronią się na własnej połowie. Wtedy miejsca pod bramką jest bardzo mało. Trzeba go nieustannie szukać, kreować. Najczęściej stojąc plecami do bramki przeciwnika, co jest najtrudniejsze. Nie można jednak grymasić. Trzeba wykorzystać każdą piłkę, czy to jest podanie prostopadłe, czy centra z boku boiska. Gra napastnika to wielki egzamin cierpliwości. 90 minut trzeba nieustannie próbować oszukać obrońców. To zwykle silne chłopy, miewają skłonność, by używać dużo siły. Trzeba to wykorzystać, wiedzieć kiedy ich uprzedzić, a kiedy pozwolić im zrobić pierwszy krok i się pomylić. Ja mam na to swoje sposoby i wciąż pracuję nad ich udoskonalaniem.

- Jak zachować motywację będąc milionerem, piłkarzem sławnym, który zdobył praktycznie wszystko? Ja zawsze mam w pamięci najcięższe chwile mojej kariery - mówi Lewandowski. - Wracam myślą do Pruszkowa, czy Poznania, kiedy grałem w Zniczu i Lechu. Marzyłem o wielkiej karierze, a sprawy szły czasem jak po grudzie. To nauczyło mnie przezwyciężać samego siebie. Gdybym o tym zapomniał, nie miałbym szans utrzymać się na szczycie. Jakie znaczenie ma, że w ubiegłym sezonie zdobyłem w Bundeslidze 41 goli, skoro jest nowy sezon i nowe wyzwania? Ktoś, kogo zadowalają miliony euro i trofea, które zdobył, zatrzymuje się w miejscu. Wtedy wszystko się kończy. U ludzi to jednak naturalne. Nie jesteśmy maszynami, które można zaprogramować. Jesteśmy ułomni i będziemy ułomni. Dlatego tak ważne jest, by każdego dnia walczyć z lenistwem i samozadowoleniem.

- Jaką grę najbardziej pan lubi? - zapytał dziennikarz "El Pais". - A czy to ma jakieś znaczenie? - odpowiedział Lewandowski. - Nie szukam komfortu na boisku. Chcę iść do przodu, uczyć się nowych rzeczy, żeby za trzy lata nie okazało się, że futbol się zmienił, a ja zostałem z tyłu i przestałem pasować do czołówki. Dlatego szukam nowych dróg, nowych rozwiązań, żeby być tym, który posuwa do przodu rozwój piłki, albo przynajmniej rozumie go i za nim nadąża.

Czy Lewandowski lubi walkę wręcz?

Lubi pan walkę wręcz z obrońcami, czy jej pan raczej unika? - Lubię. Dzięki kontaktowi z rywalem lepiej czuję grę, temperaturę meczu. Czuję się dość silny, by wytrzymać atak rywala. On sprawia, że na chwilę nawet nie zasypiam, wciąć jestem aktywny. I jak mówiłem, stosuję sztuczki, by siłę przeciwnika obrócić na swoją korzyść.

- Często cofa się pan po piłkę poza pole karne. - Tak. Lubię drybling, każde dziecko grające w piłkę go kocha. Ale środkowy napastnik nie może z tym przesadzać. Jego obowiązkiem jest szukanie sposobów na rozbicie defensywy w polu karnym. Trzeba szukać miejsca tam, gdzie jest go najmniej. Nie zawsze obrońcy dadzą się wyciągać poza pole karne. Najprościej byłoby grać cały czas z pierwszej piłki. Ale to co najprostsze, jest właśnie najtrudniejsze. Nie zawsze można grać na jeden kontakt. Z wszystkich atutów napastnika najważniejsze jest więc przyjęcie piłki. To jakieś 70 procent gola. Jeśli przyjmiesz piłkę źle, musisz ją sobie poprawić, a wtedy zwykle już jej nie masz. Gra jest coraz szybsza, 20 ludzi biega bez przerwy przez 90 minut.

- Czy największym atutem Bayernu jest solidarność jedenastu graczy? Każdy z was pracuje nie tylko w swojej strefie boiska, ale też w strefach swoich kolegów wspierając ich - stwierdza dziennikarz.

- Uniwersalność zawsze mnie pociągała. Chciałem się doskonalić we wszystkich elementach gry. Nieustanna walka o piłkę całej drużyny sprawia, że jesteśmy mocniej zaangażowani w mecz. A to dobrze robi na psychikę.

W Borussii Dortmund Marco Reus i Mario Goetze byli mistrzami podań prostopadłych. W Bayernie jest ktoś taki? - Być może jedynym, który zagrywa zaskakujące piłki do przodu jest Thomas Mueller - mówi Lewandowski. - Wydaje mi się jednak, że na tyle dobrze znam swoich kolegów z Bayernu, żeby przewidzieć co zrobią z piłką zanim to zrobią. I to daje nam przewagę nad rywalami. Czasem kluczem do sukcesu jest wykorzystanie do maksimum mocnych strony twoich partnerów. Wizja gry jest czymś podstawowym na każdej pozycji.

Jak się pan czuł, gdy nastała moda na grę z fałszywą dziewiątką? - Ja jestem od tego, by rozwiązywać problemy pod bramką. Trzeba sobie zadać pytanie: czy wychodząc na boisko chcę szukać komfortu, czy pomóc drużynie wygrać. Jeśli to drugie, to muszę być gotowy na to, że będę robił rzeczy, których wymaga sytuacja na boisku. Ja mam się dostosować do potrzeb drużyny, a nie odwrotnie.

Co jest kluczowe we współczesnej piłce? - Zachowanie świeżości. Gramy tak dużo meczów, że trzeba o to bardzo dbać, by nie wychodzić na boisko zmęczonym fizycznie lub psychicznie. Wtedy gra się znacznie ciężej - mówi Polak.

Jak pan poznał w dzieciństwie, że chce grać zawodowo właśnie piłkę nożną? - Uprawiałem judo, gimnastykę, grałem w siatkówkę i koszykówkę, ale najbardziej szczęśliwy byłem z piłką przy nodze - opowiada Lewandowski.

Lewandowski i sztuka dla sztuki

Dzieci uwielbiają drybling, widzą w piłce sztukę. A dopiero potem stają się supersnajperami. Tego wymaga od nich zawodowy futbol? - pyta dziennikarz "El Pais".

- Coraz mniej ludzi ogląda całe mecze. Nawet dziennikarze oceniają je na podstawie skrótów lub statystyk. Facet z numerem 9 oceniany jest przez pryzmat goli. Jak zdobył, znaczy był dobry. Jeśli nie, to choćby zagrał wielki mecz, pomógł drużynie wygrać i nie wiadomo jakie miał dla niej zasługi, nikt tego dostrzec nie chce. To wszystko zmienia podejście piłkarzy do meczu i swojego zawodu - mówi Lewandowski.

Gdy był pan dzieckiem marzył pan by zostać zawodowym piłkarzem dla sztuki, czy dla goli?

- Dla goli w 70 procentach. Dla sztuki w 30. Jestem przeciwnikiem tricków, które nic nie wnoszą do gry. Widzowie się nimi zachwycają, ale to tylko szkuta dla sztuki, która niczego nie daje zespołowi. Nie przybliża go do zwycięstwa. Poza tym tricki nie są nawet aż tak specjalnie trudne, jak się czasem wydaje kibicom.

Dużo czasu spędza pan w siłowni? - Ćwiczę, by przedłużyć swoją karierę, a nie po to, by mieć więcej energii do walki wręcz z obrońcami. Wolę rozwiązania inteligentne niż siłowe - tłumaczy Polak.

Dziennikarz pyta: - Wyobraźmy sobie, że jest pan prezesem klubu, który może kupić Ronaldo, Messiego, Mbappe, Haalanda i wszyscy mają po 20 lat. Którego by pan wybrał?

- Wszystkich czterech - odpowiada Lewandowski. - Różnica polega na tym, przez ile lat uda się im podtrzymać w sobie głów sukcesu. Cristiano Ronaldo ma go w wieku 36 lat. I to jest niezwykłe. Być młodym, utalentowanym, wygrywać tytuły i trofea jest łatwo. Trudniej wyjść z kryzysów i problemów. To jest ludzkie, naturalne, że zwycięstwa i pieniądze stępiają u człowieka upór. Samozadowolenie, czy kryzysy zmniejszają naszą agresywność mentalną. Sława, pieniądze, sukces sprawiają, że przyszłość młodego gracza jest nieprzewidywalna, tymczasem oni właśnie są najdrożsi. Za nich kluby płacą najwięcej. Rynek transferowy to więc czyste szaleństwo.

Dwa tygodnie temu graliście z Barceloną w Lidze Mistrzów. I jak wrażenie w porównaniu z drużyną, w której grał Leo Messi? - pyta dziennikarz.

- Przed pojedynkiem na Camp Nou dużo podróżowaliśmy. Ja byłem na meczach kadry, potem pojechaliśmy do Lipska na mecz Bundesligi, a następnie do Barcelony. Byliśmy trochę zmęczeni. I niezbyt pewni swego. Barca ma wciąż bardzo dobrych piłkarzy. A Camp Nou to ich twierdza, miejsce magiczne. Ale my jesteśmy Bayernem i pamiętaliśmy doskonale poprzedni mecz wygrany z nimi w Lizbonie 8-2. Kontrolowaliśmy grę od początku do końca. Nie wydali mi się drużyną w fazie schyłku, po prostu my byliśmy lepsi - kończy Lewandowski.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje