Reklama

Reklama

Robert Lewandowski pomógł reprezentacji. Teraz reprezentacja musi pomóc jemu. Stawką Złota Piłka

Na półkach Roberta Lewandowskiego niedługo zabraknie miejsca na nowe nagrody. W niedzielę Polak otrzymał kolejną – tytuł piłkarza roku gali Golden Soccer Awards. W jego kolekcji brakuje już tylko jednej - Złotej Piłki. Jej zdobycie wciąż jest możliwe, ale nie uda się bez pomocy kolegów z reprezentacji Polski. Kluczem do umysłów i serc głosujących będzie występ "Lewego" na mistrzostwach Europy – pisze w swoim felietonie Sebastian Staszewski.


Reklama

To było jak reakcja łańcuchowa: najpierw przyszło mistrzostwo Niemiec i korona króla strzelców Bundesligi. Później był Puchar Niemiec i kolejna korona dla najlepszego snajpera rozgrywek. Na końcu było wyczekane przez lata zwycięstwo w Lidze Mistrzów i trzeci laur dla najskuteczniejszego zawodnika.

W efekcie trofeów podniesionych z murawy, posypały się nagrody, które wywalczyć trzeba trafiając do umysłów i serc rywali z boiska czy ekspertów. Kto wie, czy ta lista nie robi jeszcze większego wrażenia.

W roku 2020 Lewandowski został piłkarzem roku w plebiscytach hiszpańskiego dziennika "AS" i organizacji World Football Summit, brytyjskiego dziennika "The Guardian", brytyjskiego magazynu "FourFourTwo" i serwisu Goal.com. Piłkarzem roku wybrała go UEFA i - przede wszystkim - FIFA. Jakby statuetek było mało, w niedzielę Polaka uhonorowano podczas prestiżowej gali Golden Soccer Awards.

Aż chciałoby się zażartować, że na skraju roku Lewandowskiego należałoby dopisać w trybie ekstraordynaryjnym do patronów mijających dwunastu miesięcy. Rok temu Sejm wybrał na nich Jana Pawła II, Stanisława Żółkiewskiego, Romana Ingardena i Leopolda Tyrmanda. Lewandowski w tym gronie na pewno by nie zawadził, szczególnie, że w wyjątkowym okresie pandemii koronawirusa dał Polakom to, czego nie da się przeliczyć na żadną pomoc finansową: radość i dumę.

Szkoda tylko, że Francuzi swoim narodowym zwyczajem poddali się pandemii bez walki i w popłochu odwołali plebiscyt "France Football". Bo Złota Piłka, której w przeszłości nie otrzymali ani Kazimierz Deyna, ani Zbigniew Boniek (a także kilku innych gigantów futbolu, jak choćby idole Lewandowskiego z dzieciństwa Thierry Henry i Alessandro Del Piero), należała się Lewandowskiemu jak psu zupa.

W Dubaju Polak został zapytany o przyszłoroczne losy naszej reprezentacji. Odpowiadając, wykazał się dyplomacją. - Będę dumny z drużyny, kiedy dumni będą z niej nasi fani - stwierdził. Pod płaszczykiem chłodnej analizy ukryta jest jednak świadomość, że to właśnie występ Polski na mistrzostwach Europy będzie decydujący w kontekście indywidualnej oceny 32-latka za rok 2021. Szanse na to, że "Lewy" kolejny raz wygra Bundesligę i zdobędzie koronę króla strzelców są ogromne. Szanse na zwycięstwo w Champions League i kolejną koronę są realne. Jeśli jednak Polska nie wyjdzie z grupy Euro, a "Lewy" nie będzie jej liderem, okazja na kolejny deszcz ze złota - ze Złotą Piłką na czele - zostanie zmarnowana.

Tu pomóc muszą jednak inni Polacy. Lewandowski swoją robotę już wykonał. Był królem strzelców eliminacji Euro 2016 i eliminacji mistrzostw świata. Niedawno po raz trzeci z rzędu wprowadził naszą drużynę na wielki turniej. Oby więc Arkadiusz Milik czy Kamil Grosicki szybko odnaleźli szybko nową drogę, dzięki której wrócą do regularnej gry i dawnej formy, bo... są to winni swojemu kapitanowi. Bez niego - z całym szacunkiem dla nich - nie zagraliby na wspomnianych turniejach.

Teraz Polacy mogą się odwdzięczyć i za sześć miesięcy zaskoczyć Europę. A dzięki temu Lewandowski nie pozostawi wątpliwości, że to właśnie on zakończył rządy duetu Messii-Ronaldo.

Sebastian Staszewski, Interia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje