Przełamanie Lewandowskiego. A potem takie słowa o przyszłości. "Mam nadzieję"
Wielkie emocje w meczu Slavia Praga - FC Barcelona. Górą byli goście, którzy wygrali 4:2, a swój wkład w wynik miał Robert Lewandowski, który dwukrotnie skierował piłkę do siatki. Tyle, że jedno z trafień było golem samobójczym. Polak odniósł się do tego nieszczęśliwego zdarzenia w pomeczowej rozmowie z Canal+.

Za nami 7. kolejka fazy ligowej Ligi Mistrzów. W środowy wieczór Slavia Praga zmierzyła się z FC Barceloną i zapachniało sensacją. Do przerwy było 2:2, a gola samobójczego na swoim koncie zapisał Robert Lewandowski. Ostatecznie "Duma Katalonii" zwyciężyła 4:2, a polski napastnik trafił także do bramki rywala.
Przede wszystkim potrzebowaliśmy czasu, aby się zaadaptować do takich warunków. Nie tylko do minusowych temperatur, ale też do boiska - przyznał Lewandowski przed kamerami Canal+.
37-latek podkreślił, że gra przy minus 7-8 stopniach Celsjusza nie jest codziennością dla Barcelony. - W drugiej połowie mieliśmy już pod kontrolą. W pierwszej połowie stałe fragmenty nas wybijały z rytmu. To coś, co musimy poprawić. Na szczęście wygraliśmy i plan wykonany - dodał Polak.
W 44. minucie Lewandowski skierował piłkę do własnej siatki. Napastnik chciał pomóc kolegom, a skończyło się straconym golem. - Mam dwie bramki więc OK - zaśmiał się Polak na pytanie o gola samobójczego. - Już wcześniej piłki były wrzucane na pierwszy słupek i mieliśmy z tym problem. Chciałem jeszcze pomóc. Nie do końca widziałem, jak się odbiła i wpadła do bramki. Kolejna bramka więc można było zaliczyć w sumie - dodał.
Lewandowski w pierwszych sześciu kolejkach Ligi Mistrzów w tym sezonie nie strzelił jednak żadnego gola. Przełamanie przyszło w Pradze, gdy w 70. minucie pokonał bramkarza Slavii.
- We wcześniejszych meczach sytuacji nie miałem zbyt wiele. Dzisiaj trochę więcej strzałów. Ja z każdą minutą czułem się lepiej na boisku. Fizycznie się dobrze czułem. Można powiedzieć, że takie uff, że kolejna Liga Mistrzów z bramką jest. Mam nadzieję, że pójdzie z górki i będzie dużo łatwiej - zakończył Polak.
Barcelona w najbliższą niedzielę (25 stycznia) zmierzy się na własnym stadionie z Realem Oviedo. Z kolei trzy dni później rozegra ostatnie w ramach fazy ligowej Ligi Mistrzów. "Duma Katalonii" podejmie FC Kopenhaga.














