Popis rywala Szczęsnego. Uratował Barcelonę, a to nie koniec. Co za wejście Lewandowskiego
FC Barcelona do drugiej części sezonu przystępuje z przewagą czterech oczek nad drugim Realem Madryt. "Blaugrana" na otwarcie 2026 roku dostała w terminarzu starcie "wagi ciężkiej", bo tak należało traktować wyjazdowe derby Barcelony z Espanyolem. Atmosfera zapowiadała się niesamowicie gorąca ze względu na osobę Joana Garcii. W składzie zabrakło Polaków. Hiszpański bramkarz spisywał się wybitnie, wielokrotnie ratując kolegów. Ostatecznie skończyło się na 2:0 dla Barcelony.

FC Barcelona ma za sobą dość skomplikowaną pierwszą połowę sezonu. "Duma Katalonii" spotkała się na swojej drodze z wieloma trudnościami i zmiennymi warunkami. W pewnym momencie wydawało się, że dogonienie Realu Madryt w La Liga będzie misją niemożliwą do zrealizowania.
Los chciał jednak, że "Królewscy" zaliczyli tragiczne ostatnie siedem tygodni i w tym czasie nie tylko stracili przewagę zbudowaną do listopada, ale zostali wyprzedzeni przez Barcelonę i oglądają plecy odwiecznych rywali. "Blaugrana" do przerwy świątecznej podchodziła z przewagą czterech oczek nad Realem.
Kosmiczny mecz bramkarzy w derbach. Lewandowski dołożył swoje
W nowy rok ekipa Hansiego Flicka weszła z przytupem, bo pierwszym spotkaniem w 2026 roku były derby Barcelony z Espanyolem. Kibice gospodarzy zapowiadali wrogą atmosferę ze względu na przyjazd Joana Garcii, który latem odszedł z "Papużek" właśnie do Barcelony. W wyjściowym składzie zabrakło miejsca dla Lewandowskiego i Szczęsnego.
Bez zaskoczeń Barcelonę, a w szczególności Garcię przywitały ogłuszające gwizdy. Pierwszy raz bramkarz gości zatrudniony został w 19. minucie, gdy fatalnie zachował się Gerrard Martin. Hiszpański defensor przegrał pojedynek w środku pola i pozwolił wyjść rywalowi sam na sam z Garcią.
Napastnik gospodarzy kopnął jednak prosto w Hiszpana, czym bardzo ułatwił mu interwencję. Garcia ponownie zatrudniony do pracy został w 38. minucie, ale tym razem strzał głową obronił w sposób absolutnie spektakularny, ratując swój zespół. Barcelona tak naprawdę nie miała żadnej dogodnej okazji.
Dmitrović mógł ze spokojem wszystko obserwować we własnej bramce, a gdy już piłka leciała w światło jego bramki, to wpadała do koszyczka. To wszystko przełożyło się na bezbramkowy remis do przerwy, choć nie sposób powiedzieć, że na boisku było nudno, choćby ze względu na Joana Garcię.
Druga połowa rozpoczęła się od zmiany w Barcelonie. Na boisko wszedł jednak Fermin Lopez, a nie Robert Lewandowski. Goście w drugą połowę weszli z większą energią. Już w 54. minucie zatrudniony do pracy został Dmitrović, który popisał się znakomitą paradą przy strzale głową Kounde.
Dosłownie minutę później znów swoje umiejętności pokazać musiał Garcia. Espanyol wyszedł z bardzo dobrą kontrą, ale strzał oddany na bramkę Hiszpana pozostawiał wiele do życzenia i ten bez problemu złapał lecącą w niego futbolówkę. Kilka minut później znów było bardzo groźnie. Tym razem zawodnikom Espanyolu zabrakło zdecydowania.
Wobec strzeleckiej indolencji swojego zespołu Flick w 64. minucie posłał do boju Lewandowskiego. Chwilę wcześniej kolejny raz zmuszony do spektakularnej parady został Garcia, który zatrzymał Roberto Fernandeza w sytuacji sam na sam, gdy wydawało się, że napastnik gospodarzy musi już tylko wpakować piłkę do siatki.
W 69. minucie Garcia popełnił pierwszy błąd, po którym piłka przefrunęła nad jego głową, ale wybił ją z linii bramkowej Jules Kounde. Minutę później wybitną paradą popisał się Dmitrović, zatrzymując futbolówkę już na linii bramkowej. To zdecydowanie do tego momentu był mecz bramkarzy.
Na potwierdzenie tych słów w 76. minucie znów jak długi wyciągnął się Garcia, parując strzał Romero na rzut rożny. Mur stworzony w obu bramkach skruszony został w 86. minucie przez Daniego Olmo. Hiszpan wykończył szybką akcję Fermina Lopeza przepięknym plasowanym strzałem w okienko.
To nie był koniec. Gdy już udało się pokonać Dmitrovicia pierwszy raz, to przyszedł także drugi cios. Znów kluczowy był Fermin Lopez. Hiszpan popędził z piłką w pole karne, dograł w środek, a tam akcję wykończył Robert Lewandowski, strzelając gola... brzuchem. Po tym trafieniu wątpliwości już nie było, Barcelona po prawdziwych mękach wywozi ze stadionu derbowego rywala bardzo cenne trzy punkty.











