O to Lewandowski poprosił najbliższych przyjaciół. Tak wywalczył sobie prywatność
Robert Lewandowski to bez najmniejszych nawet wątpliwości obecnie jeden z najbardziej znanych w świecie Polaków - fakt, że od wielu lat pozostaje on w absolutnej czołówce najlepszych piłkarzy świata sprawia, że ma on znaczące grono fanów nie tylko w ojczyźnie, ale i za granicą. Ta sytuacja ma naturalnie też swoje minusy, o których "Lewy" opowiedział przed laty w jednym z wywiadów. Zdradził wówczas przy tym swój sposób na to, jak zachować tak cenioną przez siebie prywatność.

Robert Lewandowski na najszersze piłkarskie wody wypłynął bez dwóch zdań dzięki swojemu transferowi z Lecha Poznań do Borussii Dortmund w 2010 roku, a potem poszło już z górki - kolejne fantastyczne występy w BVB a potem i w Bayernie Monachium sprawiły, że "Lewy" zbudował swoją sportową markę o globalnym zasięgu.
Światowa rozpoznawalność i powszechne uwielbienie fanów niesie za sobą jednak i pewne gorsze strony, o których "RL9" opowiedział przed laty w rozmowie z Tomaszem Włodarczykiem dla "The Guardian".
Robert Lewandowski nauczył się ostrożności w kontaktach z ludźmi. "Liczba dziwnych ofert była zdumiewająca"
Lewandowski podczas tego wywiadu wspomniał m.in. o tym, że musiał nauczyć się z większą ostrożnością podchodzić do kwestii wierzenia innym ludziom. "Było wiele prób nieuczciwych zagrań. Nawet fałszywe propozycje charytatywne. Liczba dziwnych ofert jest absolutnie zdumiewająca i przez to stałem się nieufny wobec ludzi" - opowiadał.
"Nikt nie staje się moim przyjacielem z dnia na dzień. Mam wiele wątpliwości i niestety pierwszą myślą, jaka przychodzi mi ostatnio do głowy, jest: 'Ta osoba czegoś ode mnie chce'" - mówił.
Jak przyznał, popularność nie ma tu jednak absolutnie niepodważalnego znaczenia. "Nawet, jednak gdybym nie był sławny, nie byłoby tak łatwo się do mnie zbliżyć. Mam starych przyjaciół i trzymam ich bardzo blisko siebie. Wiem, komu mogę zaufać. Nie zmieniam przyjaciół jak skarpetek" - podkreślił kapitan reprezentacji Polski.
Kiedy jest ktoś, o kim myślę, że mógłbym się z nim polubić, mogę mu "otworzyć drzwi", ale robię to bardzo powoli. Nim otworzę swoje serce, musi pojawić się zaufanie
Jak Robert Lewandowski stał się... Emilem. Tak piłkarz starał się o zachowanie prywatności
Futbolista przekazał też zabawną anegdotę o tym, jaki sposób znalazł na to, by nie przykuwać nadmiernej uwagi w sytuacjach publicznych. Otóż poprosił on swych najbliższych o to, by zwracali się do niego imieniem... Emil.
"[Imię] to czysty przypadek i nie używam go zbyt często, ale przydaje się, gdy jesteśmy gdzieś ze znajomymi. Na przykład w restauracji, gdy rozmawiamy i się śmiejemy, nikt nie mówi 'Robert' ani 'Lewy'. W takiej sytuacji jestem właśnie Emilem. Nikt się nie odwraca ani nie patrzy w moją stronę" - mówił.
"A jeśli ktoś myśli, że mnie rozpoznał i pyta, czy jestem Robertem Lewandowskim, odpowiadam po prostu: 'Przepraszam, to pomyłka, po prostu wyglądam jak on. Jestem Emil, nie Robert'" - skwitował.
Ten sprytny wybieg należy oczywiście przyjąć ze zrozumieniem - choć wielu z nas marzy o świetle reflektorów, w przenośni i dosłownie, to warto od niego też czasem odpocząć...












