Reklama

Reklama

Niemcy ocenili Lewandowskiego. Wielkie oburzenie!

- To niemiecki Cristiano Ronaldo - ocenił Lewandowskiego Matthias Blankenburg, trener personalny. Tym określeniem część polskich kibiców jest oburzona.

Dziennik "Bild" znany jest z nieszablonowych pomysłów. Tym razem dziennikarze tej gazety poprosili Matthiasa Blankenburga, trenera personalnego współpracującego z Bayernem Monachium, o ocenę sylwetek poszczególnych zawodników.

O muskulaturze Leona Goretzki trener powiedział, że "wygląda jak Adonis" i wykonał ogromną pracę. Z kolei Sadio Mane porównał do sprintera.

Reklama

Sylwetką od najlepiej wyglądających kolegów nie odbiega oczywiście Lewandowski. Polak niemal codziennie pracuje nad muskulaturą i docenił to także Blankenburg. Tyle tylko, że nazwał Polaka... niemieckim Ronaldo!

"Jakim niemieckim? Polskim!", "Niemieckim? To może katalońskim?!", "Spokojnie, zaraz będzie hiszpańskim", "Im to się już w głowach poprzewracało" - piszą oburzeni polscy kibice.

Co Lewandowski powiedział trenerowi Barcelony? Przecieki z Ibizy

Oprócz tej wpadki Lewandowski w "Bildzie" został oceniony bardzo pozytywnie. Kilka ciepłych słów Blankenburg poświęcił także jego żonie - Annie.

"Ma wielkie szczęście do żony. Prowadzą taki sam styl życia, wspierają się zdrowym jedzeniem i wspólnym kultem ciała. Lewandowski jest typem modela, nie chwaląc się tym zbytnio" - czytamy w "Bildzie".

Bayern Monachium. Co dalej z Robertem Lewandowskim

Tymczasem część piłkarzy Bayernu już jutro zaczyna przygotowania do sezonu. Lewandowski w Monachium ma się stawić 12 lipca, ale niemieckie media podkreśla, że Polak do Bayernu może już nie wrócić. "Bild" uważa, że coraz bliższy rzeczywistości jest scenariusz, w którym Lewandowski będzie strajkował, chcąc wymusić transfer do Barcelony.

Według prasy niemieckiej i hiszpańskiej toczą się rozmowy między klubami. Niektóre przecieki mówiły o tym, że Lewandowski obiecał Barcelonie, że Bayern zadowoli kwota 40 mln euro. Tyle chciałby zapłacić klub z Katalonii, ale na razie w Bayernie uważają, że to o ok. 10 mln euro za mało. Szef Barcelony Joan Laporta podkreśla jednak, że jego klub chce się dogadać z Bayernem, a nie iść na wojnę.

PJ

 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL