Na te zapisy w kontrakcie mógł liczyć Lewandowski, a inni nie. Dyrektor Fire ujawnia
- Takiego zainteresowania Chicago Fire nie widziałem przez 15 lat pracy w klubie. Robert Lewandowski może przyciągnąć na nasze mecze dziesiątki tysięcy dodatkowych kibiców - mówi Paweł Szynalik, dyrektor finansowy Chicago Fire. Opowiada także o kulisach negocjacji, szczegółach kontraktu, rozmowach z Leonem Goretzką oraz planach wobec rodziny polskiego napastnika.

Korespondencja z USA
Przemysław Langier (Interia Sport): Jak bardzo zmieniło się życie Chicago Fire po ogłoszeniu przyjścia Roberta Lewandowskiego?
Paweł Szynalik (dyrektor finansowy Chicago Fire): - Tak naprawdę trudno jeszcze dokładnie odpowiedzieć na to pytanie, bo jest dosyć wcześnie. Myślę, że wiele osób wciąż nie może w to do końca uwierzyć. Dopóki Robert nie pojawi się na Soldier Field i nie rozegra pierwszego meczu, chyba jeszcze nie wszyscy w pełni zrozumieją, co się wydarzyło. Mogę jednak powiedzieć, że nigdy wcześniej nie miałem aż tylu telefonów i wiadomości od ludzi ze swojego otoczenia. Przez 15 lat pracy w Chicago Fire nie widziałem takiego zainteresowania klubem.
- W ostatnich latach i tak wykonaliśmy bardzo duży postęp. Zaczęło się od momentu, gdy w 2019 roku Joe Mansueto przejął cały klub i od razu zaczął w niego mocno inwestować. Jednym z pierwszych kroków było przeniesienie drużyny z Bridgeview na Soldier Field. Samo rozwiązanie tamtej umowy kosztowało 65 mln dolarów! Nie wiem, czy wiele osób zdaje sobie sprawę, jak duża była to kwota wydana tylko po to, by wrócić na Soldier Field.

Bogaty właściciel to zawsze duża część sukcesu.
- A Joe nadal inwestuje. Zbudowaliśmy piękną bazę treningową blisko centrum Chicago. Kiedy Robert oglądał ją dwa czy trzy tygodnie temu, porównywał ją z najlepszymi ośrodkami na świecie. Powiedział, że jest to jedna z najlepszych baz, jakie widział w klubach, w których występował, czy to w Bayernie, czy w Barcelonie. To pokazuje wizję Joe i to, jak wielka może być piłka nożna w Stanach Zjednoczonych. Niedawno rozpoczęliśmy także budowę nowego stadionu, który również będzie finansowany prywatnie przez Joe. Projekt ma kosztować około 750 milionów dolarów. To będzie kolejny obiekt w Chicago, który z pewnością przyciągnie bardzo wielu ludzi.
Najważniejsze, co tu i teraz
Myślicie, że Robert Lewandowski tam zagra? Oddajecie stadion za dwa lata.
- Tak naprawdę na to nie liczymy, ponieważ obecnie podpisuje kontrakt właśnie na dwa lata. Nikt nie wie, co wydarzy się za rok czy za dwa. Dla mnie byłoby wspaniale, gdyby nadal znajdował się wtedy w takiej formie, żeby mógł zagrać na nowym stadionie, ale koncentrujemy się jednak na tym, co jest teraz. Drużyna gra już znacznie lepiej. W poprzednim sezonie dostaliśmy się do play-offów. Trener Gregg Berhalter bardzo poprawił ten zespół w ciągu ostatniego roku. Sprowadziliśmy wielu nowych piłkarzy, którzy dają nam jakość. Teraz dochodzi jeszcze Robert. Wcześniej celem był awans do play-offów. Myślę, że po jego przyjściu celem będzie wygranie MLS Cup i zdobycie mistrzostwa ligi. Nie myślimy o tym, czy Robert będzie tutaj za dwa lata. Zastanawiamy się, ilu kibiców możemy przyciągnąć teraz na Soldier Field i czy jesteśmy w stanie regularnie wypełniać ten stadion, który może pomieścić ponad 60 tysięcy ludzi. Chcemy jak najlepiej wykorzystać sytuację, w której Robert przychodzi do Chicago Fire.
Jest potencjał, by zagospodarować tę sytuację tak, jak w medialnych wizjach?
- Przyjście Roberta to naprawdę coś wielkiego. Będzie bez wątpienia największym i najlepszym piłkarzem, jaki w historii trafił do Chicago Fire. Widzę to również po swoich dzieciach, które chodzą do polskiej szkoły. Raz w roku organizowany jest tam projekt przypominający "wax museum", podczas którego uczniowie przedstawiają znanych Polaków. Około 80 proc. dzieci, zarówno chłopców, jak i dziewczynek, przebiera się za Roberta Lewandowskiego i opowiada o jego życiu. To pokazuje jego popularność. Myślę, że przyciągnie na nasze mecze dziesiątki tysięcy dodatkowych kibiców.
Mówisz o walce o mistrzostwo, ale sam Lewandowski może nie wystarczyć. Jak wyglądają wasze możliwości sprowadzenia kolejnych gwiazd? Robert będzie jednym z zawodników ze statusem Designated Player. Ilu takich piłkarzy możecie mieć?
- Robert będzie naszym trzecim Designated Playerem, a możemy mieć tylko trzech. W MLS istnieją jednak również inne mechanizmy, choć jest to dosyć skomplikowane. Mamy na przykład zawodników sprowadzanych przy wykorzystaniu Targeted Allocation Money, tak zwanych TAM Players. Takich piłkarzy można mieć czterech lub pięciu i oni również znajdują się na dosyć wysokiej skali wynagrodzeń. Mamy obecnie Philipa Zinckernagela z Danii. Sprowadziliśmy też młodego zawodnika z Republiki Południowej Afryki, Mbokaziego, który bardzo dobrze pokazał się podczas mistrzostw. Patrząc na pracę Gregga i całego jego działu w ostatnim roku, uważam, że Robert jest ostatnim elementem tej układanki. Brakowało nam napastnika, na którego można liczyć w każdym meczu. Mamy już Hugo Cuypersa, którego sprowadziliśmy z Belgii. Jest obecnie jednym z trzech najlepszych strzelców MLS. Myślę jednak, że jego połączenie z Robertem może wynieść Chicago Fire na zupełnie inny poziom.
Robert jest uzupełnieniem budowanego zespołu, ale pojawiają się również plotki o zainteresowaniu Leonem Goretzką czy Joshuą Kimmichem. Planujecie sprowadzenie jeszcze jednego piłkarza tej klasy?
- To, co słyszysz, nie jest pozbawione podstaw. Wiem, że prowadzimy rozmowy z Leonem Goretzką, a także z innymi zawodnikami. Nadal istnieje możliwość wzmocnienia jednej lub dwóch pozycji. Nie mamy już zbyt wielu wolnych miejsc, ponieważ większość piłkarzy znajduje się pod kontraktami. Jest jednak szansa na sprowadzenie jednego lub dwóch zawodników, którzy jeszcze bardziej wzmocnią zespół i pomogą Robertowi. Chcemy mieć naprawdę bardzo silną drużynę.
To była łatwa operacja
Jak trudną operacją było sprowadzenie Roberta Lewandowskiego? Było to jedno z największych wyzwań w twojej pracy?
- Jeśli chodzi o mój udział, nie była to szczególnie trudna praca. Tak jak wspominałem, Joe inwestuje w ten klub bardzo dużo. Sprowadzenie jednego z najlepszych napastników na świecie było dla niego bardzo prostą decyzją. Dodatkowo Robert jest Polakiem, a w Chicago mieszka największa liczba osób polskiego pochodzenia poza Warszawą. To wszystko miało sens. Ja bardziej angażowałem się w rozmowy dotyczące kontraktu i ustalania wszystkich jego warunków. Byłem również na spotkaniu, kiedy Robert przyleciał ze swoim agentem, prawnikiem i doradcą podatkowym. Chcieli dowiedzieć się, jak wszystko funkcjonuje w Stanach Zjednoczonych, szczególnie właśnie pod względem podatkowym. Każdy kraj ma swoje zasady i moim zadaniem było wyjaśnienie, jak wygląda to tutaj. Co do finansowania, Joe powiedział, że jeżeli Robert jest zawodnikiem, którego chcemy, to nie będzie z tym problemu. Trener bardzo wysoko go ocenia. Wszystko przemawiało za tym, żeby go sprowadzić.
Umowa Roberta bardzo różni się od standardowego kontraktu piłkarza Chicago Fire? Nie pytam o kwoty, tylko o samą konstrukcję.
- Różni się przede wszystkim w kwestii praw marketingowych i wizerunkowych. Większość zawodników Chicago Fire nie ma osobnej umowy marketingowej. Robert będzie ją miał. Takie rozwiązania są zarezerwowane dla piłkarzy znajdujących się na innym poziomie. Podobne kontrakty mają Lionel Messi, Son w Los Angeles FC czy Thomas Mueller w Vancouver.
Da się powiedzieć, jaka część zarobków Roberta będzie wynagrodzeniem sportowym, a jaka będzie zależała od działań komercyjnych i marketingowych? Choćby procentowo?
- Tego obecnie nie mogę powiedzieć, nawet procentowo. Wolę nie zdradzać takich informacji.
Transfer Lewandowskiego może się zwrócić?
Widzicie już wzrost zainteresowania ze strony sponsorów? Na przykład polskich firm albo amerykańskich przedsiębiorstw, które chcą poprzez Lewandowskiego dotrzeć do polskiej społeczności?
- Na razie największy efekt widzimy w sprzedaży biletów. Sprzedaliśmy już dziesiątki tysięcy dodatkowych wejściówek na kolejne spotkania Chicago Fire. Do końca sezonu zostało osiem meczów, zainteresowanie jest ogromne. A rozmowy ze sponsorami wymagają więcej czasu. Myślę, że Robert musi najpierw pojawić się tutaj na miejscu. Wtedy będziemy mogli przedstawiać nowe możliwości różnym firmom, zarówno z Polski, jak i ze Stanów Zjednoczonych. Nie mamy jednak problemu z przyciąganiem sponsorów. Przez ostatnie dwa lub trzy lata wykonaliśmy w tym obszarze duży postęp. Najlepszym przykładem jest McDonald's. Kiedy ogłosiliśmy budowę stadionu, udało nam się pozyskać firmę, która praktycznie nigdy nie nadaje swojej nazwy stadionom czy obiektom sportowym. McDonald's dostrzegł jednak wizję Chicago Fire oraz Joe Mansueto i zostanie głównym sponsorem tytularnym naszego stadionu. Myślę, że Robert też przyciągnie kolejnych sponsorów, ale to zajmie trochę czasu.
Naturalne jest, że poprzez Roberta chcecie dotrzeć do Polonii. Zastanawiam się jednak, czy planujecie coś globalnego. Na mecze Interu Miami ludzie przylatują z całego świata, żeby zobaczyć Messiego. Widzicie podobny potencjał w Lewandowskim?
- Zdecydowanie tak. Kiedy oficjalnie ogłosiliśmy, że Robert przychodzi do Chicago Fire, nasze liczby w mediach społecznościowych wystrzeliły. W historii klubu nigdy nie widzieliśmy czegoś podobnego. Wszystko zmieniło się praktycznie z dnia na dzień. Wiem, że Fabrizio Romano opublikował tę informację jako pierwszy. My musieliśmy poczekać, aż wszystko stanie się w pełni oficjalne, i dopiero wtedy wypuściliśmy własny komunikat. Zasięgi wzrosły jednak niesamowicie. Przez 15 lat pracy w Chicago Fire nie widziałem takich liczb. Mamy nadzieję, że nie zainteresuje to tylko Polonii czy kibiców innych narodowości mieszkających w Chicago. Chcemy, żeby miało to wymiar globalny, podobny do tego, co dzieje się wokół Messiego w Miami.
Taki transfer w ogóle może się finansowo zwrócić?
- Myślę, że gdyby wszystko poszło zgodnie z planem i Robert przyciągnął na stadion dodatkowe dziesiątki tysięcy kibiców, taki transfer mógłby w dużej części się pokryć. Soldier Field jest ogromnym obiektem, mieszczącym ponad 60 tysięcy widzów. Mamy więc bardzo wiele dodatkowych miejsc, które możemy sprzedać. Same bilety prawdopodobnie nie wystarczyłyby do pełnego zwrotu, ale jeżeli dodamy do tego nowych sponsorów, których mamy nadzieję pozyskać, moglibyśmy znaleźć się blisko pokrycia całej inwestycji... Z drugiej strony Joe nie patrzył na ten transfer wyłącznie przez pryzmat tego, czy pieniądze się zwrócą. On zawsze ma długoterminową wizję. Nie myśli tylko o tym, co wydarzy się teraz, ale również o tym, co będzie za rok, za dwa lata i po otwarciu nowego stadionu. To inwestycja w przyszłość. Dzięki Robertowi znacznie więcej osób zacznie obserwować Chicago Fire. Chcemy zainteresować te osoby klubem, żeby po otwarciu nowego stadionu każdy mecz był wyprzedany i żeby powstała lista oczekujących, jak w innych klubach MLS.
Wartość kontraktu piłkarza MLS jest informacją publiczną?
- W przypadku standardowego wynagrodzenia tak. Co roku publikowany jest raport związku zawodników MLS, w którym podawane są zarobki każdego piłkarza. Osobne umowy marketingowe są jednak czymś zupełnie innym. To informacje prywatne.
O czym rozmawiano z Robertem Lewandowskim w Chicago?
Miałeś okazję poznać Roberta podczas jego ostatniej wizyty w Chicago?
- Tak. Spotkaliśmy się, kiedy przyleciał około dwóch tygodni wcześniej. Chciał zobaczyć wszystko na własne oczy: bazę treningową, miasto, a także osobiście porozmawiać z naszym trenerem. Spotkaliśmy się 13 czerwca. Robert przyleciał ze swoim agentem, prawnikiem i przyjacielem. Prowadziliśmy rozmowy, żeby dopiąć kontrakt i odpowiedzieć na wszystkie pytania dotyczące między innymi podatków czy życia w Chicago. Następnego dnia trener pojechał z Robertem obejrzeć różne części miasta. Pokazał mu zapewne również okolice, w których sam mieszka i które mogłyby być wygodne dla Roberta oraz jego rodziny. Chicago jest wielkie, podobnie jak jego przedmieścia, dlatego lokalizacja będzie miała duży wpływ na to, jak będą się tutaj czuli.
- Po rozmowach zjedliśmy wszyscy wspólnie lunch. Rozmawialiśmy o mistrzostwach świata i różnych atrakcjach w Chicago. Pojawił się nawet temat filmu "Kevin sam w domu", który był kręcony w Winnetce, na przedmieściach Chicago. Robert powiedział, że jest to jeden z jego ulubionych filmów. Rozmawialiśmy więc nie tylko o kontrakcie, ale też o codziennym życiu. To było bardzo fajne spotkanie.
Wyczułeś u niego jakieś wątpliwości dotyczące przeprowadzki? Anna Lewandowska pisała niedawno, że obawia się Chicago.
- Myślę, że wszystko było pozytywne. Robert był zachwycony bazą treningową i samym miastem. Jedynym tematem, który można uznać za nieco negatywny, była pogoda, ale rozmawialiśmy o tym raczej w żartach. Pogoda w Chicago jest podobna do tej w Polsce. Mamy cztery pory roku. Czasami zima jest ostrzejsza, a czasami łagodna. Przez kilka ostatnich lat trudno było ją nawet nazwać prawdziwą zimą. Oczywiście nie zagwarantujemy takiej pogody jak w Hiszpanii, ale w Chicago naprawdę nie jest źle. Poza tym Stany Zjednoczone są ogromne, a kluby MLS są rozłożone po całym kraju. W chłodniejszych miesiącach terminarz może być układany tak, żeby Chicago grało więcej spotkań wyjazdowych w Miami, Los Angeles czy Teksasie. Nie zauważyłem, żeby Robert był naprawdę zmartwiony pogodą.
Pojawiały się również informacje, że chcecie przekonać nie tylko Roberta, ale także jego rodzinę. Mieliście pomóc Annie Lewandowskiej w rozwijaniu działalności w Stanach Zjednoczonych. Jak miałoby to wyglądać?
- Jest takie powiedzenie: "happy wife, happy life" (szczęśliwa żona, szczęśliwe życie). Sam widzę, jak wiele jest w nim prawdy. Robert na pewno również chciał zapewnić swojej żonie i dzieciom odpowiednie warunki. Anna była już wcześniej w Chicago. Kilka miesięcy przed Robertem oglądała naszą bazę treningową. Prowadziła też swoje zajęcia fitness w Chicago, a także w Nowym Jorku lub New Jersey. Sama mogła więc zobaczyć, jak wszystko tutaj wygląda. Oczywiście są przyzwyczajeni do życia w Hiszpanii. Mają tam dom, dzieci chodzą do szkoły. Zrobimy jednak wszystko, żeby im pomóc. Pomożemy znaleźć odpowiednie miejsce do zamieszkania oraz szkoły dla dzieci. Ten proces już się rozpoczął. Klub ma wiele kontaktów ze szkołami i różnymi organizacjami. Chcemy, żeby czuli się komfortowo i żeby przeprowadzka była jak najprostsza. Chodzi o to, żeby po przyjeździe mogli od razu rozpocząć normalne życie, bez długiego okresu przejściowego.
A jak możecie pomóc Annie biznesowo?
- Wiem, że takie rozmowy pojawiały się na początku. Z tego, co mi wiadomo, podczas finalizowania kontraktu nie ustalono jednak osobnego rozwiązania dotyczącego inwestycji finansowych. Będziemy natomiast starali się pomóc jej rozwijać działalność w Stanach Zjednoczonych. Mamy wiele kontaktów biznesowych, dzięki którym możemy wesprzeć rozwój jej różnych przedsięwzięć.
Chicago jest wielkim miastem sportowym, ale piłka nożna wciąż znajduje się za futbolem amerykańskim, koszykówką, baseballem czy hokejem. Czy dzięki Lewandowskiemu Chicago Fire może zacząć konkurować z największymi drużynami w mieście?
- Myślę, że tak. Chicago jest ogromnym sportowym miastem. Mamy Chicago Bears, Chicago Bulls, Blackhawks, dwie drużyny baseballowe - Cubs i White Sox - zespoły uniwersyteckie, czy kobiecą drużynę koszykarską Chicago Sky. Ludzie mają więc bardzo wiele możliwości wyboru wydarzeń sportowych. Ale ja śledzę Chicago Fire i MLS właściwie od początku. Przyjechałem do Stanów na początku lat 90. W 1994 roku odbywały się tutaj mistrzostwa świata i to właśnie one wywołały ogromny wzrost zainteresowania piłką nożną. Dzięki temu w 1996 roku ruszyła MLS, a Chicago Fire dołączyło do niej niedługo później. W drużynie występowali wtedy Piotr Nowak, Roman Kosecki i Jerzy Podbrożny. Chodziłem jeszcze do liceum i pamiętam, jak jeździliśmy na wszystkie mecze Chicago Fire na Soldier Field. Na trybunach pojawiało się mnóstwo Polaków. Czasami można było odnieść wrażenie, że stanowili połowę publiczności. To było coś wielkiego.
- Przez kolejne lata liga bardzo się rozwinęła. Obecnie prawie każde miasto ma stadion przeznaczony specjalnie do piłki nożnej. Na początku wszystkie drużyny grały na obiektach futbolowych albo innych stadionach. Po otwarciu naszego obiektu w MLS będzie już bodajże 26 lub 27 stadionów piłkarskich. W ciągu ostatnich pięciu czy siedmiu lat wykonaliśmy też ogromny krok pod względem oglądalności. Kontrakt z Apple TV przyciągnął wielu nowych widzów. Myślę, że piłka nożna przeskoczyła już hokej. Następnym krokiem będzie wyprzedzenie baseballu, choć będzie to trudne, ponieważ jest on w Stanach Zjednoczonych bardzo popularny. Widzę jednak, jak duże jest zainteresowanie Chicago Fire i samymi mistrzostwami świata. Niestety w Chicago nie mamy żadnego meczu mundialu, ale na organizowane przez nas wspólne oglądanie spotkań przychodzą tysiące osób. W Chicago są ludzie, którzy kochają piłkę nożną. Musimy tylko przyciągnąć ich na mecze Chicago Fire.











