Lewandowski złapał się za głowę. Koniec negocjacji. Tak zapadła kluczowa decyzja
Zanim Robert Lewandowski trafił do Bayernu Monachium, a potem do FC Barcelona, jak każdy Polak musiał "stawać na rzęsach", aby wywalczyć sobie jak najlepszy transfer za granicę. W 2010 roku jego odejście z Lecha Poznań było już przesądzone. Wówczas zawodnik udał się na wizytę do klubu, który był nim bardzo zainteresowany. - Po powrocie łapał się za głowę - opowiadał Sławomir Peszko.

Dziś wiemy doskonale, że Robert Lewandowski to jeden z najlepszych napastników w historii piłki nożnej. W 2010 roku jednak wszystko było jeszcze wielką niewiadomą. Właśnie wtedy Polak musiał pojąć decyzję dotyczącą swojej przyszłości.
Wiedział na 100% tylko to, że opuści polską ligę i uda się za granicę. Jego sprowadzeniem interesowały się m.in. Szachtar Donieck, Blackburn Rovers, a także kluby z Włoch i Niemiec.
W 2010 roku Robert Lewandowski znalazł się na celowniku Genoi, czyli klubu, w którym lata później gole seriami zdobywał Krzysztof Piątek. Dziś wiemy już, że "Lewy" do Włoch nigdy nie trafił. Z treści książki "Lewandowski. Prawdziwy" Sebastiana Staszewskiego dowiadujemy się, dlaczego.
Gian Piero Gasperini bardzo dobrze znał umiejętności Roberta Lewandowskiego, a Genoa rzekomo była gotowa zapłacić za niego 4 miliony euro. Wówczas panowało przekonanie, że realizacja tego transferu jest bardzo blisko. Przynajmniej po włoskiej stronie.
Lewandowski wrócił z Włoch i już wiedział. Nici z transferu
Po pierwszej wizycie Lewandowskiego w Genui Cezary Kucharski otrzymał od przedstawiciela klubu zaproszenie na kolejne spotkanie w Mediolanie, ale już wtedy doskonale wiedział, że temat raczej nie ma przyszłości. Dlaczego?
- Jednym z powodów takiej reakcji były wrażenia Roberta Lewandowskiego z Włoch. Jak wspomina Peszko, Robert po powrocie łapał się za głowę. "Wszystko tam jest takie stare, stadion, baza. Ze ścian leciał tynk" - relacjonuje Sebastian Staszewski w książce "Lewandowski. Prawdziwy".
Historia ma jeszcze jeden ciekawy wątek. Staszewski wspomina bowiem, że w pewnym momencie swoją rolę w niej odegrał Zbigniew Boniek.
Legendarny były piłkarz doskonale znał realia włoskiego futbolu i doradził Kucharskiemu, że Genoa jest odpowiednim klubem dla młodego polskiego piłkarza, który chciałby szybko się rozwinąć. Później Boniek miał jednak naprostować, że Lewandowski powinien celować raczej w kluby takie jak Juventus.
Boniek zaproponował nawet Kucharskiemu współpracę przy transferze Lewandowskiego do Włoch. Ówczesny agent piłkarza musiał jednak odmówić, ponieważ Kucharski współpracował już z Sergio Bertim.
Później jednak Boniek miał zwrócić się bezpośrednio do Lecha Poznań, co potwiedził sam Rutkowski. - Dało się wyczuć, że Zbyszek wolał, aby Robert wybrał Italię - mówił Rutkowski w rozmowie z Staszewskim.
Ostatecznie Robert Lewanowski trafił jednak do Niemiec. Zasilił Borussię Dortmund i choć początki nie były łatwe, dziś wiemy już, że był to znakomity ruch polskiego napastnika. Wówczas jednak Zbigniew Boniek nie był zachwycony.
- Zirytował się, że zrobiliśmy inaczej, niż uważał - wspomina Marek Pogorzelczyk.
Koniec końców Zbigniewowi Bońkowi nie udało się wpłynąć na transfer Roberta Lewandowskiego w 2010 roku, ale dziś raczej nikt nie żałuje tego, że wszystko potoczyło się tak, a nie inaczej. Kto wie, gdzie dziś byłby Robert Lewandowski, gdyby w 2010 roku zdecydował się na transfer do Genoa CFC.












