Lewandowski wszedł, gol na 3:2 dla Barcelony w 91. minucie. To było szaleństwo na wodzie
W 25. kolejce Levante będzie miało okazję na wzięcie rewanżu za to, co wydarzyło się na początku sezonu. Wówczas w bardzo pechowych okolicznościach, bo przez samobójcze trafienie w doliczonym czasie gry, przegrało z FC Barcelona. Padł wynik 3:2, a decyduący gol padł niedługo po tym, jak na murawie pojawił się Robert Lewandowski. W spotkaniu nie brakowało kontrowersji, a na murawie... wody.

Pierwszy gol w tym spotkaniu padł już 15. minucie, a zdobyło go Levante. Grający z numerem "9" Romero znakomicie oszukał w polu karnym Pau Cubarsiego i posłał piłkę poza zasięgiem Joana Garcii.
W czasie doliczonym do pierwszej połowy miała miejsce wielka kontrowersja. Sędzia odgwizdał bowiem rzut karny przeciwko Barcelonie za zagranie ręką Alejandro Balde.
Ręce lewego obrońcy były ułożone w dość naturalny sposób. Wiele razy widzi się, że w takich sytuacjach sędziowie nie dyktują rzutów karnych. Tutaj jednak decyzja była inna, a jedenastkę na gola zamienił Jose Morales.
Do przerwy Levante prowadziło więc aż 2:0. Barcelona była w bardzo trudnej sytuacji, ale znowu udowodniła, że z "nożem na gardle" czuje się jak ryba w wodzie.
Spektakularny powrót Barcelony po 0:2. Lewandowski wszedł. To on mógł strzelić gola na 3:2
Podopieczni Hansiego Flicka strzelili dwa gole w ciągu trzech minut (od 49. do 52.). Najpierw do siatki trafił Pedri, a później do wyrównania doprowadził Ferran Torres.
Zaczęła się więc batalia o decydujące trafienie. Przez kilkadziesiąt minut żadna z drużyn nie potrafiła zdobyć gola, który dałby zwycięstwo.
W 76. minucie na murawie pojawił się Robert Lewandowski. Polak wracał wtedy po kontuzji, której nabawił się tuż przed startem sezonu. Bezpośrednio to nie on przyczynił się do ostatecznego zwycięstwa Barcy, ale brał czynny udział akcji bramkowej.
Lamine Yamal posłał bardzo dobre dośrodkowanie w pole karne i piłka zmierzała wprost w miejsce, gdzie nabiegał Lewandowski. Polaka uprzedził jednak wyskakujący do główki Unai Elgezabal.
Interwencja obrońcy Levante byłaby znakomita, gdyby nie fakt, że piłka wpadła do siatki. Skończyło się trafieniem samobójczym w 91. minucie meczu. Ten gol przesądził o tym, że "Duma Katalonii" wygrała 3:2 i zapewniła sobie bardzo cenne trzy punkty.
To nie było łatwe spotkanie dla Barcelony. Rywal postawił poprzeczkę dość wysoko, a murawa zdecydowanie nie ułatwiała zadania. Jej stan był naprawdę kiepski, a na domiar złego w Walencji w wyniku deszczu zrobiło się na niej "bagno". Piłka tarzała się w wodzie, co sprawiało, że operowanie nią stało się bardzo trudne. Ten mecz trzeba było po prostu wygrać i o nim zapomnieć - bez względu na styl.
Teraz Levante przyjeżdża na Camp Nou i będzie chciało zrewanżować się na Barcelonie. Zespół ten znajduje się jednak w bardzo słabej formie i niewiele wskazuje na to, że będzie w stanie zagrozić Barcelonie.












