Debiut Lewandowskiego przypadł na wyjazdowe spotkanie z Interem Miami. Polak rozpoczął mecz w podstawowym składzie i spędził na boisku 63 minuty. Chicago przegrało 2:3, a nowy napastnik Fire nie miał jeszcze dużego wpływu na ofensywę zespołu.
Sam Lewandowski przyznawał później, że potrzebuje czasu, aby poznać sposób gry nowych kolegów. Po wielu latach w Europie trafił nie tylko do innego zespołu, ale też do ligi funkcjonującej w zupełnie innych warunkach: po mundialowej przerwie, bez pełnego okresu przygotowawczego i z koniecznością natychmiastowego wejścia do składu.
Drugim występem było spotkanie z New York City FC. Tym razem Polak rozpoczął na ławce, ale wszedł na całą drugą połowę. Chicago przegrywało już wówczas 1:3. Lewandowski oddał dwa strzały, a po jego uderzeniu głową dobrze interweniował Matt Freese. Wyniku nie udało się już zmienić.
Dwa gole w domowym debiucie
Przełamanie przyszło w trzecim meczu. Lewandowski po raz pierwszy wystąpił przed publicznością na Soldier Field i zdobył obie bramki w zwycięskim spotkaniu z Charlotte FC.
Przy pierwszym trafieniu zachował się dokładnie tak, jak oczekiwano od niego w Chicago. Po zgraniu piłki przez Philipa Zinckernagela wykonał zwód, przeniósł futbolówkę na prawą nogę i uderzył w dolny róg bramki. Drugiego gola dołożył po zespołowej akcji Fire, zapewniając drużynie zwycięstwo 2:1.
Był to pierwszy naprawdę duży wieczór Lewandowskiego w Stanach Zjednoczonych. MLS wybrała go najlepszym zawodnikiem kolejki, a amerykańskie media pisały o "klasycznym występie Lewandowskiego". Podkreślano nie tylko dwa gole, lecz także jego ruch w polu karnym, spokój przy wykańczaniu akcji i umiejętność pojawiania się dokładnie tam, gdzie za chwilę trafiała piłka.
Z Necaxą zagrał od początku
W pierwszym spotkaniu Leagues Cup przeciwko Necaxie Lewandowski ponownie znalazł się w podstawowym składzie. Rozegrał 64 minuty i oddał pięć strzałów, choć tym razem nie zdobył bramki. Chicago wygrało 2:0 po trafieniach obrońców Jonathana Deana i Andrew Gutmana.
Był to słabszy indywidualnie występ Polaka, ale jednocześnie kolejny mecz, w którym jego obecność skupiała uwagę obrońców i tworzyła przestrzeń partnerom. Fire nie musiało być uzależnione wyłącznie od jego goli - potrafiło wykorzystać zaangażowanie defensywy rywala w pilnowanie napastnika.
Gol i asysta przeciwko Santos Lagunie
Jeszcze większy wpływ Lewandowski miał na kolejne spotkanie Leagues Cup. Chicago do przerwy przegrywało z Santos Laguną 0:1, ale po zmianie stron odwróciło wynik.
W 72. minucie Polak uczestniczył w akcji zakończonej golem Philipa Zinckernagela. Oficjalne źródła przypisały mu asystę. W 90. minucie Robin Lod wyprowadził Fire na prowadzenie, a w doliczonym czasie Lewandowski ustalił wynik na 3:1. Po obronionym strzale błyskawicznie dopadł do odbitej piłki i skierował ją do bramki.
Nie był to najbardziej efektowny gol w jego karierze, ale bardzo charakterystyczny: przewidywanie, reakcja szybsza od obrońców i konsekwencja w podążaniu za akcją do końca. Po pięciu spotkaniach Polak ma już trzy trafienia, z czego wszystkie zdobył w trzech ostatnich występach.
Co mówią statystyki
Najciekawsze liczby dotyczące Lewandowskiego po pięciu występach w Chicago Fire:
- 5 meczów, 351 minut
- 3 gole
- 17 strzałów
W samej MLS:
- 3 mecze, 197 minut
- 7 strzałów
- 1,00 xG
- 2 gole
- 0,46 xG/90 minut
- 0,91 gola/90 minut
- strzelił więc o jednego gola więcej, niż wynikało z jakości sytuacji
Berhalter: on ma podnieść cały klub
Gregg Berhalter od początku przedstawiał transfer Lewandowskiego jako coś więcej niż zwykłe wzmocnienie ataku. Podczas prezentacji przypominał, że Polak zdobył ponad 700 bramek w karierze, a w klasyfikacji strzelców Ligi Mistrzów wyprzedzają go jedynie Cristiano Ronaldo i Lionel Messi.
Trener podkreślał także jego profesjonalizm, doświadczenie i standardy pracy. Oczekuje, że Lewandowski nie tylko będzie strzelał, ale pomoże pozostałym zawodnikom lepiej rozumieć, czego wymaga rywalizacja na najwyższym poziomie.
- On jest tutaj po to, żeby pomóc nam wejść na szczyt - przekonywał Berhalter, zaznaczając, że celem Chicago pozostaje walka o trofea.
Pierwsze spotkania pokazały również, że trener nie zamierza korzystać z Polaka wyłącznie w jednym ustawieniu. Lewandowski może funkcjonować jako centralny napastnik, ale Fire dysponuje też Robinem Lodem i Hugo Cuyersem. Berhalter otrzymał kilka możliwych konfiguracji ataku, choć dopasowanie wszystkich elementów wymaga czasu.
Amerykanie widzą rosnący wpływ Polaka
Początkowe opinie amerykańskich dziennikarzy były ostrożne. Po meczach z Miami oraz NYCFC zwracano uwagę, że Lewandowski był odcięty od podań i dopiero budował relacje z pomocnikami. Jednocześnie podkreślano, że Chicago sprowadziło go bez pełnego okresu przygotowawczego i natychmiast rzuciło do gry.
Dwa gole z Charlotte całkowicie zmieniły ton komentarzy. "The Guardian" pisał o "klasycznym występie" Polaka, a media MLS akcentowały jego chłodną finalizację i decydujący wpływ na zwycięstwo. Po meczu z Santos Laguną portal AS USA zwrócił uwagę, że Lewandowski ponownie znalazł sposób na zaznaczenie swojej obecności: najpierw pomógł przy wyrównaniu, a następnie sam zamknął spotkanie golem.
W Chicago nie ma już więc pytania, czy Lewandowski zacznie strzelać. Ważniejsze jest to, jak szybko Fire nauczy się regularnie wykorzystywać jego ruch, grę bez piłki i obecność skupiającą uwagę kilku przeciwników.
Start obiecujący, ale prawdziwy test dopiero nadchodzi
Trzy gole i asysta w pięciu spotkaniach to dobry bilans, zwłaszcza że Lewandowski dołączył do zespołu w trakcie sezonu. Jeszcze istotniejsze jest to, że jego wpływ rośnie z każdym kolejnym występem. Najpierw był mało widoczny, następnie dochodził do sytuacji, później zdobył dublet, a teraz połączył gola z udziałem przy innym trafieniu.
Chicago nadal musi poprawić sposób dostarczania mu piłki. W pierwszych spotkaniach zbyt często był osamotniony między środkowymi obrońcami i zmuszony do cofania się daleko od bramki. Kiedy jednak Zinckernagel, Jonathan Bamba czy Anton Salétros potrafią znaleźć go w odpowiedniej strefie, Fire zyskuje napastnika, który nawet w wieku 37 lat pozostaje wyjątkowo skuteczny.
Lewandowski nie odmienił Chicago w pojedynkę od pierwszego dnia. Po pięciu występach widać jednak, że proces już się rozpoczął.










