Lewandowski przeszedł do historii. 4 gole i nokaut. Barcelona świętuje po 909 dniach
Na ten dzień kibice FC Barcelona czekali od dawna, a mówiąc dokładniej od 909 dni. Tyle czasu minęło od ostatniej okazji, w której mogli fetować swoich ulubieńców na Camp Nou. W sobotnie popołudnie Barca wróciła jednak w końcu do swojego domu. Mecz, choć rozgrywany przy ograniczonej liczbie widzów, był wielkim świętem dla bordowo-granatowej części Katalonii. Ekipa Hansiego Flicka uświetniła go efektownym zwycięstwem 4:0 z Atletikiem Bilbao. A do historii przeszedł strzelec pierwszego gola - Robert Lewandowski.

Z polskiego punktu widzenia do sobotniego starcia można było podejść dwojako. Z jednej strony bowiem Wojciech Szczęsny - zgodnie z zapowiedziami Hansiego Flicka - wrócił na ławkę rezerwowych, bo zdrów po kontuzji jest już Joan Garcia.
Ale z drugiej - od pierwszej minuty wystąpił Robert Lewandowski. Ba, polskiego napastnika kopnął wielki zaszczyt, bo przyszło mu wyprowadzić drużynę Barcelony na odnowione Camp Nou w roli kapitana.
Na trybunach zasiadło 45 401 fanów, pragnących - w zdecydowanej większości - efektownego zwycięstwa na otwarcie nowej ery w historii Barcelony. A oczekiwania wspomnianej grupy, zostały chyba w pełni spełnione.
Robert Lewandowski z hukiem otworzył nowe Camp Nou
Rozochocony tłum ryknął w euforii po raz pierwszy już w 4. minucie, gdy historyczną pierwszą bramkę na nowym Camp Nou zdobył nie kto inny, a sam Robert Lewandowski. Polski napastnik dorwał bezpańską piłkę, minął jednego z rywali, zakładając mu "siatkę", po czym wpadł w pole karne i lewą nogą dokonał egzekucji. Odnotujmy, że Unai Simon mógł zachować się w tej sytuacji zdecydowanie lepiej, ale to już nie był problem Polaka.
Golkiper ekipy z Kraju Basków po części zrehabilitował się w kolejnym kwadransie meczu, broniąc strzał Fermina Lopeza z bliskiej odległości. A chwilę później zapewne odetchnął z ulgą, gdy sędzia przerwał radość Ferrana Torresa, który wprawdzie zdołał go minąć i wpakować piłkę do siatki, ale wcześniej dał się złapać na spalonego.
Z czasem Athletic zaczął dochodzić do głosu. Najpierw Joan Garcia zatrzymał uderzenie Unaia Gomeza, a przy kolejnej próbie 22-latek posłał piłkę nad poprzeczką.
Barcelona dała wyszaleć się rywalowi, a potem sama wyprowadziła bezlitosny cios, zamykając pierwszą połowę tak mocno, jak mocno wcześniej ją otworzyła. Inżynierem drugiej akcji bramkowej został Lamine Yamal. Genialny 18-latek obsłużył świetnym podaniem Ferrana Torresa, który podwyższył wynik. Spora w tym także zasługa... wspominanego już Unaia Simoa. Reprezentant Hiszpanii miał już piłkę na rękawicach, ale ta i tak wpadła do strzeżonej przez niego bramki. Goście znaleźli się więc w niezwykle trudnym położeniu.
Jeśli trener Athleticu Ernesto Valverde miał jakiś plan na odrobienie strat, ten posypał się po zmianie stron jak domek z kart. Najpierw w 48. minucie gola na 3:0 strzelił Fermin Lopez, puentując kapitalną akcję Barcelony, a następnie z boiska wyleciał Oihan Sancet.
25-latek w absurdalny i bezpardonowy sposób kopnął w nogi strzelca trzeciego gola. I choć sędzia Jose Maria Sanchez Martinez początkowo pokazał mu tylko żółty kartonik, po obejrzeniu akcji na monitorze zmienił werdykt, osłabiając ekipę przyjezdnych.
FC Barcelona rozbiła Athletic Bilbao. Zmiana na pozycji lidera La Liga
W 64. minucie z boiska zszedł oklaskiwany przez kibiców Robert Lewandowski, którego zastąpił Dro Fernandez. A Polak opuszczał murawę ewidentnie zadowolony z tego, co udało mu się dokonać.
Wydawało się, że w końcowej fazie meczu FC Barcelona może już kompletnie zmiażdżyć rywala. Czekali na to prawdopodobnie także kibice, którzy w pewnym momencie zaczęli krzyczeć "Ole!" po każdym podaniu, gdy katalońscy piłkarze zaczęli wymieniać między sobą piłkę, ośmieszając rywali.
Tak się jednak nie stało, a na dobrą notę miał jeszcze nawet okazję popracować Joan Garcia, kapitalnie zatrzymując uderzenie głową Daniego Viviana.
W samej końcówce rywali dobił jeszcze Ferran Torres. Początkowo wprawdzie sędzia odgwizdał spalonego, ale potem musiał przyznać się do błędu. W efekcie Hiszpan mógł świętować drugą bramkę, a Yamal cieszyć się z drugiej asysty.
Cztery bramki strzelone Athleticowi przez ekipę Flicka to niezwykle okazały wynik. FC Barcelona w kapitlany sposób otwarła nowe Camp Nou, a także awansowała - przynajmniej do jutra - na pozycję lidera w tabeli La Liga. Strącić może ją z niej Real Madryt, który w niedzielę zmierzy się z Elche.












