Lewandowski nie zrobił wrażenia. Tak ocenia go rodak. "Nie oszukujmy się".
Zabrakło 3 miesięcy, by Jacek Bąk spotkał się z Robertem Lewandowskim na reprezentacyjnym zgrupowaniu. Obaj spotkali się jednak w pamiętnych starciach Lecha Poznań z Austrią Wiedeń. - Nie zrobił na mnie jakiegoś porywającego wrażenia - wyznał były reprezentant w rozmowie z Interią. Powiedział przy okazji między innymi czego żałuje w kontekście "Lewego", jaki ma stosunek do Piotra Zielińskiego i wypowiedział się szerzej w kontekście Oskara Pietuszewskiego, który jego zdaniem wymyka się poza polskie DNA.

W trakcie swojej kariery miał pan okazję raz zagrać z Albanią. Było to w maju 2008 roku, w przeddzień mistrzostw Europy. Leo Beenhakker zdecydował się wówczas na ciekawy zabieg, bo dzień wcześniej nasza reprezentacja zagrała w zupełnie innym składzie z Macedonią Północną. Pamięta pan coś z tamtego spotkania?
- Szczerze mówiąc niewiele, choć była to już końcówka mojej reprezentacyjnej kariery. Ale mam na to jedno wytłumaczenie - wtedy myśleliśmy już wyłącznie o mistrzostwach Europy i o tym, by jak najlepiej się na nich zaprezentować.
W tamtym spotkaniu swój reprezentacyjny debiut zanotował Roger Guerreiro. Jak wyglądało jego wejście do drużyny?
- Byliśmy świadomi, że ma zadebiutować i coś już o nim wiedzieliśmy jako kadra. Zwłaszcza, że przecież grał wtedy w Polsce, w Legii Warszawa. Coś tam nawet mówił po polsku, ale niezbyt dobrze. A w kwestiach boiskowych był bardzo dobry technicznie, co od razu rzucało się w oczy już przy pierwszym kontakcie. Pod względem motorycznym może nie zachwycał, ale aspekty czysto piłkarskie stały u niego na naprawdę wysokim poziomie.
Pytam o niego nie bez przypadek, bo teraz u progu - miejmy nadzieję - kolejnej wielkiej imprezy cała Polska wyczekuje na kolejny debiut w naszej reprezentacji. Trener Jan Urban przed rozesłaniem powołań sam miał już chyba dość pytań o Oskara Pietuszewskiego. Czy 17-latek może zostać zbawieniem naszej kadry w barażowym dwumeczu?
- Trudno powiedzieć. Na pewno sam bym tego chciał. Oskar świetnie wygląda w Porto. Notuje asysty i zdobywa bramki. Między innymi tą z Benficą, gdy po długim rajdzie ograł jeszcze Otamendiego. Bardzo mnie to cieszy. Oby była to w najbliższym czasie jedna z naszych największych gwiazd po Robercie Lewandowskim. Zobaczymy, jak będzie się rozwijał. To dopiero pierwsze mecze, ale potencjał ma na pewno ogromny. Zobaczymy, jak go wykorzysta.
Przebojowość, drybling, bezkompromisowość i zdobywanie przestrzeni w pojedynkach jeden na jeden - to cechy, które wyróżniają Oskara Pietuszewskiego, a przy okazji stanowią towar deficytowy w naszej kadrze.
- No na pewno. Aż chciałoby się powiedzieć, że Oskar wymyka się poza nasze polskie DNA. To taki profil piłkarza, którego aż chce się podziwiać w akcji. No bo kto by nam jeszcze do niego pasował? Błaszczykowski, Grosicki…
Z obecnej kadry dołożyłbym jeszcze Zalewskiego i Kamińskiego, choć są to nieco inni zawodnicy.
- Zgadzam się, ale wciąż mamy ich w kadrze niewielu. A wracając do Oskara - kibicuję mu i na pewno oglądając najbliższe mecze reprezentacji Polski będę zerkał także w jego kierunku. Myślę, że trener go wpuści przynajmniej w roli zmiennika. Ale może i zagra w pierwszym składzie? Kto wie.
Pan nie bałby się na niego postawić?
- Absolutnie nie. Dlaczego? Gra świetnie w tak wielkim klubie, jakim jest FC Porto, notuje asysty, strzela bramki i to nie byle komu, bo wspomnieliśmy już o Benfice. Na pewno więc nie braknie mu ani charakteru, ani odwagi. A te cechy mogą być kluczowe w walce o mundial. Dlatego przed najbliższym zgrupowaniem o Oskara nie ma co się martwić.
Chwilami aż trudno uwierzyć, że mówimy o 17-latku. Pamięta pan, co robił w jego wieku?
- Grałem wtedy w Motorze Lublin. Akurat tuż po swoich 17. urodzinach zadebiutowałem w pierwszej drużynie. To był mecz z Zagłębiem Lubin, a ja rozegrałem pełne 90 minut. Ale wtedy było na pewno inaczej. Inna jest też sytuacja Oskara, który opuścił Polskę i gra w barwach wielkiego europejskiego klubu. Zobaczymy, jak potoczy się jego kariera. Jest na dobrych torach i wybrał bardzo dobry klub pod kątem swojego rozwoju. To już może nie jest to Porto, co kiedyś, gdy wygrywało Ligę Mistrzów, choćby z Józefem Młynarczykiem w składzie. Grał z nim wtedy wówczas między innymi Rabah Madjer. To Algierczyk, bardzo dobry zawodnik, który był moim trenerem , gdy byłem w Katarze w Al-Rayyan. Ale Porto wygrało Ligę Mistrzów przecież także później, z Jose Mourinho na ławce. Maniche, Deco, Ricardo Carvalho… To była bardzo dobra drużyna. Pietuszewski trafił więc w odpowiednie otoczenie. I chyba wszyscy mu kibicujemy, żeby się rozwiał i szedł do przodu.
Pański licznik w kadrze zamknął się w 96 meczach. Jest żal, że nie udało się dobić do setki?
- Nie. Gdybym chciał, zrobiłbym to. Ale czy to takie ważne?
Zależy dla kogo. Dla Grzegorza Krychowiaka miało to spore znaczenie i ostatecznie udało mu się zatrzymać na 100 spotkaniach.
- Rozumiem go. Ale mi na tym kompletnie nie zależało. Czy rozegram 96, czy 100 meczów - co to za różnica? Dla mnie absolutnie żadna.
Karierę skończył pan na wielkiej scenie, bo na mistrzostwach Europy w czerwcu 2008 roku, a we wrześniu swój debiut w kadrze zanotował Robert Lewandowski. Nie żałuje pan, że nie udało się przeciąć z nim swojej reprezentacyjnej ścieżki?
- Żałuję przede wszystkim, że nie pojawił się w tym momencie, gdy my graliśmy w reprezentacji. Że nie mieliśmy zawodnika takiego pokroju, jak Lewandowski, bo ewidentnie nam go brakowało. Byli Żurawski, Smolarek czy Frankowski, ale to nie ten kaliber zawodnika, bo tu mówimy o być może najlepszym napastniku na świecie w XXI wieku. Gdyby taki snajper z nami grał, być może spisywalibyśmy się lepiej. Nie narzekam, bo nie było najgorzej, zwłaszcza w eliminacjach. Na turniejach jednak taki zawodnik jak Lewandowski byłby dla nas kapitalnym wzmocnieniem.
Miał pan okazję mierzyć się z nim w pamiętnych meczach Lecha Poznań z Austrią Wiedeń w 2008 roku. Jak wspomina pan Lewandowskiego z tamtych czasów?
- Szczerze mówiąc nie zrobił na mnie jakiegoś porywającego wrażenia. Miał niezłe przyspieszenie, dryg do gry i łatwość w zdobywaniu bramek, ale nie był wtedy na tyle porywającym zawodnikiem, żebym miał drżeć na jego widok. Co to, to nie. Zwłaszcza, że byłem już wtedy bardzo doświadczonym zawodnikiem. To była już w zasadzie końcówka mojej kariery.
A trafił ktoś, kto był w stanie doprowadzić pana do takiego stanu?
- Tak. Było ich kilku. Przede wszystkim Ronaldinho. To on napsuł mi najwięcej krwi, jeszcze jako zawodnik PSG, choć dałem sobie z nim radę. Dostałem nawet wyższą notę, a Lens wygrało wtedy u siebie 3:2. Ale był kozakiem. Już wtedy czarował i trzeba było zachować czujność, bo mógł cię ośmieszyć w mgnieniu oka.
A jak pan patrzy na obecną formę Roberta Lewandowskiego? To wciąż gigant futbolu, który jest w stanie wnieść reprezentację Polski na mundial na swoich barkach?
- Lewandowskiego zawsze trzeba się go bać. Także teraz, gdy jest zmotywowany, by zawalczyć o swój ostatni mundial w karierze. Mimo upływu lat wciąż gra i to nie byle gdzie, mając ogromną konkurencję. Bo to Barcelona, a nie jakiś śmieszny klub. Oczywiście, ma już swoje lata. Nie oszukujmy się, nie wzniesie się już na jakiś niebywały poziom. Będzie miał wahania formy. Ale to zawodnik wysokiego formatu, który będzie dla nas bardzo ważny w barażach.
Sporo zależeć może także od Piotra Zielińskiego, który w tym sezonie generalnie wznosi się na wyżyny swoich umiejętności.
- Muszę przyznać, że zawsze byłem względem niego mocno sceptyczny. Ale w kilku meczach naprawdę zachwycił. I powinien takie występy notować regularnie, a nie raz na kilka miesięcy. Ostatni okres w jego wykonaniu jest najlepszy w jego karierze. I liczę na to, że potwierdzi to najpierw w meczu z Albanią, a potem i w finale baraży.
Mecz z Albanią może skończyć się z niespodzianką?
- Nie, nie ma takiej możliwości. Nawet nie dopuszczam do siebie takiej myśli. Nie może się skończyć porażką i wiem, że się nią nie skończy. To będzie momentami trudne spotkanie, ale jego finalne rozstrzygnięcie będzie po myśli naszej reprezentacji. Wykluczam inne opcje.
A co dalej?
- Nie wiem. Najważniejsze, żebyśmy wygrali. Dla mnie osobiście trudniejszy byłby finał z Ukrainą niż ze Szwecją. Ale wcześniej obie te drużyny zagrają ze sobą, więc zobaczymy. To mimo wszystko dość zbliżone do siebie zespoły, biorąc pod uwagę ich poziom.
Widzi pan w ostatnich meczach reprezentacji Polski rękę Jana Urbana?
- Tak. Coś drgnęło, widać zmiany. Gramy trochę innym systemem, mamy trochę inny pomysł na zespół. Są też roszady personalne. Trener Urban w końcu stawia na Casha, któremu trener Probierz grał na nosie, co było niepotrzebne. Ale cóż, każdy szkoleniowiec ma swoją taktykę i jest kowalem swojego losu.
Choćby w momentach, gdy odbiera opaskę kapitanowi w telefonicznej rozmowie, doprowadzając ostatecznie do ogólnokrajowej afery. Jak pan, jako wielokrotny kapitan, patrzył na tamte wydarzenia.
- Powiem krótko. Śmiech na sali, żeby trener robił coś takiego i żeby wszystko nie zostawało potem w drużynie, tylko wychodziło na zewnątrz. Cała ta sprawa była niepoważna.
Czy w przypadku barażowego niepowodzenia posada selekcjonera Jana Urbana może zostać zagrożona?
- Oby nie. Ja nic bym nie zmieniał, tylko pozwolił mu dalej pracować. Urban na pewno ma duże doświadczenie i już wykonał z naszą kadrą krok do przodu. Podniesienie tej reprezentacji po Probierzu na pewno nie było łatwe. A teraz nieźle to wygląda i trzymam za niego kciuki. Nawet brak awansu na mundial nie powinien więc przekreślić jego dalszej pracy w reprezentacji.






![Boks: Fury - Machmudow. O której i gdzie oglądać? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000MMHH1XPQMXR4A-C401.webp)


![Ekstraklasa: Legia - Górnik. O której i gdzie obejrzeć? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000MM15SL77EESSO-C401.webp)

