Lewandowski nie wytrzymał po tym, co mu zrobili. Skandal w meczu Barcelony
Kibice La Liga doskonale wiedzą, że piłkarze Getafe nie przebierają w środkach i ich brutalny styl gry szpeci większość meczów, w których uczestniczą. Przy okazji wiele ich zachowań przechodzi bez konsekwencji i podobnie było w starciu z Barceloną. Robert Lewandowski, kiedy został popchnięty przez dwóch rywali, nie wytrzymał i ruszył z pretensjami do arbitra.

Robert Lewandowski po raz drugi z rzędu wyszedł w podstawowym składzie FC Barcelony - po raz pierwszy miało to miejsce w spotkaniu Ligi Mistrzów z Newcastle United. W piątej serii spotkań La Liga mistrz Hiszpanii podejmował na swoim terenie Getafe. Pierwsze fragmenty spotkania, ku uciesze miejscowej publiki, przebiegały zgodnie z oczekiwaniami.
Na murawie szalał przede wszystkim Ferran Torres. Uznawany przez wiele hiszpańskich portali za głównego konkurenta "Lewego" zawodnik już w 34. minucie mógł cieszyć się z ustrzelonego dubletu. W 15. minucie reprezentant Hiszpanii wykorzystał dogranie Daniego Olmo, a niespełna 20 minut później z zimną krwią wykończył dogranie Raphinhi. Swoje okazje do strzelenia gola miał również kapitan reprezentacji Polski, lecz zabrakło mu szczęścia.
Piłkarsko Barcelona zdecydowanie przeważała nad swoim przeciwnikiem. Uwagę obserwatorów zwróciła przede wszystkim bardzo ostra, a momentami brutalna postawa gości. Zawodnicy Getafe nie mogąc poradzić sobie z przeciwnikiem, niejednokrotnie sięgali po pozapiłkarskie metody. Na własnej skórze odczuł to m.in. Lewandowski.
Na portalu "X" bardzo szybko zaczęły pojawiać się dowody na środki, do których uciekają się zawodnicy Getafe, by powstrzymać Lewandowskiego. W jednej z sytuacji Polak był popychany w plecy przez dwóch przeciwników. "Lewy" padł na murawę i momentalnie zaczął słać pretensje w kierunku arbitra. Jak wydaje się, całkowicie zasłużone. Prowadzący ten mecz Ricardo De Burgos Bengoetxea pozostawał jednak niewzruszony.
Nie był to jedyny moment wyjątkowej brutalności piłkarzy Getafe. W pewnym momencie na murawę padł zakrwawiony Andreas Christensen. Duński defensor ucierpiał po jednym ze starć, a część sympatyków "Dumy Katalonii" grzmiała, sugerując konieczność pokazania agresorowi czerwonego kartonika.
Kolejne brutalne faule gości mogły kończyć się nawet wyrzuceniem z boiska, a jednak sędzia pokazywał zawodnikom tylko żółte kartki. To sprawiło, że nawet niezwykle spokojny Hansi Flick musiał być uspokajany przez arbitra, co kwitował ironicznym uśmiechem.













