Lewandowski nie mógł uwierzyć. Absurdalna oferta. "Nie wstyd panu?"
Wielka sława i rozpoznawalność ma swoje dobre, ale i złe strony. Uwielbienie fanów może bowiem przybrać różne formy. Zdarza się, że wiąże się one z propozycją absurdalnie brzmiących ofert. Nie inaczej jest w przypadku Roberta Lewandowskiego. Treść jednej z propozycji, którą niegdyś usłyszał kapitan reprezentacji Polski ujawnił jakiś czas temu jej były rzecznik Jakub Kwiatkowski. A reakcja "Lewego" mówiła wszystko.

Kibice niejednokrotnie upatrują w swoich idolach nie tylko źródła wielkich sportowych emocji i powodów do chluby, ale też szukają u nich pomocy na życiowych zakrętach.
Bohaterką dość osobliwej sytuacji znalazła się niegdyś choćby Iga Świątek. Polska tenisistka - o czym opowiedziała w jednym z wywiadów jej PR menadżerka Daria Sulgostowska - dostała ofertę wykupu połowy nieruchomości objętej hipoteką.
Kiedyś ktoś zapytał, czy Iga nie chciałaby zostać współwłaścicielką domu w jakiejś małej miejscowości, ponieważ nie ma pieniędzy na spłatę kredytu
Historia z kredytem na pierwszym planie przydarzyła się także kiedyś Robertowi Lewandowskiemu, który otrzymał od jednego z kibiców list z prośbą o pomoc.
Robert Lewandowski proszony o pomoc. Chodziło o kredyt we frankach
Opowiedział ją niegdyś na kanale "Meczyki" Jakub Kwiatkowski, a więc były rzecznik oraz team manager reprezentacji Polski, który został zapytany o najbardziej kuriozalną prośbę, jaką otrzymał podczas swojej pracy w piłkarskiej centrali.
- Jedna mi się przypomina, była totalnie absurdalna. Kiedyś na zgrupowaniu był pan jakiś w recepcji hotelowej. Oczywiście, tam masa ludzi się kręci, którzy próbują skorzystać na tym, że jest reprezentacja. Ktoś mnie poprosił, że jakiś pan mnie szuka. Wychodzę i starszy człowiek, taki powiedzmy w słusznym wieku, po pięćdziesiątce. Miał strasznie smutny wyraz twarzy, prawie łzy w oczach i zapytał mnie, czy mogę mu w czymś pomóc. Ja go spytałem, o co chodzi. A on mówi, że ma list do Roberta Lewandowskiego. Faktycznie miał kopertę zaadresowaną: "Robert Lewandowski". Myślałem sobie: "Kurczę, pewnie jakieś chore dziecko ma czy coś - rozpoczął swoją opowieść Jakub Kwiatkowski, który wziął wówczas kopertę, kazał jej nadawcy cierpliwie czekać i przekazał ją "Lewemu" podczas kolacji.
W trakcie posiłku - jak stwierdził - zdążył już nawet zapomnieć o całej sprawie, ale potem czekała go kolejna rozmowa z kapitanem kadry.
- Skończyła się ta kolacja, Robert podchodzi, spojrzał się na mnie, zostawił ten list i zrobił taką minę bardzo zniesmaczoną. Nie miał do mnie pretensji, bo nie ja to napisałem. I on mówi, że co ci ludzie nie mają w głowie - relacjonował ciąg zdarzeń były rzecznik kadry.
Jakub Kwiatkowski sam spojrzał więc w treść korespondencji i zobaczył, o co nadawca prosił Lewandowskiego.
Napisał, że ma kredyt we frankach i czy mu Robert go nie spłaci
Następnie udał się do wspomnianego mężczyzny, który patrzył na niego z nadzieją w oczach.
- Widział? - zapytał go.
- Widział. Ja też widziałem - odpowiedział Jakub Kwiatkowski. Po czym zrugał swojego rozmówcę.
Nie wstyd tak panu? Ja też mam kredyt we franku, znam Roberta i w życiu bym nie przypuszczał, żeby go spytać, czy mi nie spłaci kredytu

















