Lewandowski na ustach Hiszpanów. Nagle włączył się Boniek. "W końcu"
Robert Lewandowski wciąż walczy o swoją przyszłość w Barcelonie. Polak z pewnością nie pomógł sobie, strzelając samobója w meczu ze Slavią Praga. Na jego szczęście w drugiej połowie pokonał także bramkarza rywali. To nie uszło oczywiście uwadze hiszpańskich dziennikarzy, a także Zbigniewowi Bońkowi. - Nareszcie Robert strzelił "samobója", bo nie ma zawodnika, który by tego nigdy w życiu nie zrobił - powiedział żartobliwie w rozmowie z "Polsat Sport" były prezes PZPN.

Robert Lewandowski do sezonu 2025/2026 przystępował z bardzo jasną sytuacją w kwestii swojej przyszłości. Gdy rozpoczynały się bowiem rozgrywki La Liga Lewandowski miał już mniej niż 12 miesięcy kontraktu z Barceloną. 1 stycznia 2026 roku czerwona linia została ostatecznie przekroczona.
Lewandowski wszedł w ostatnie pół roku kontraktu i od tego momentu może już swobodnie negocjować z każdym klubem na świecie. Od początku kapitan reprezentacji Polski przekonywał jednak, że jego pierwszym wyborem będzie Barcelona. Na możliwość przedłużenia umowy "Lewy" musi zapracować.
Boniek wprost o Lewandowskim. "W końcu"
Jak na razie ten sezon dla naszego napastnika jest daleki od ideału, choć miał swoje bardzo dobre momenty, jak choćby niedawny finał Superpucharu Hiszpanii w Arabii Saudyjskiej, gdy strzelił gola Realowi Madryt. Równo dziesięć dni później przeżył prawdziwą huśtawkę nastrojów.
W meczu ze Slavią Praga w Lidze Mistrzów Polak "popisał się" bowiem najpierw samobójczym golem, a potem pokonał także właściwego rywala. Obie kwestie nie umknęły hiszpańskim mediom, a także Zbigniewowi Bońkowi. - Nareszcie Robert strzelił "samobója", bo nie ma zawodnika, który by tego nigdy w życiu nie zrobił - powiedział żartobliwie w rozmowie z "Polsat Sport".
- Robertowi powoli się kończy kariera i w końcu strzelił przypadkowego "samobója". Najważniejsze, że się szybko zrehabilitował i po dobrym podaniu Rashforda strzelił czwartą bramkę dla Barcelony - zakończył. Faktycznie był to pierwszy "samobój" w karierze Roberta Lewandowskiego, co przy jego częstej obecności we własnym polu karnym przy stałych fragmentach gry, wydaje się wręcz zaskakujące.











