Lewandowski cudem uniknął klęski. Tak źle nie było od ośmiu lat. Nagle nastąpił przełom
Robert Lewandowski rozegrał pełne 90 minut w meczu ze Slavią Praga w Lidze Mistrzów. W pierwszej połowie Polak trafił do bramki, ale tej, której strzegł Joan Garcia. Po przerwie 37-latek był już autorem gola dla Barcelony. Okazuje się, że jego bramka w kontekście statystyk ważyła naprawdę wiele. Był to dopiero pierwszy moment w tym sezonie, kiedy Lewandowski cieszył się z trafienia w Lidze Mistrzów. Wcześniej zanotował niechlubną serię, którą ostatecznie udało się zatrzymać.

W 44. minucie środowego meczu Slavii Praga z Barceloną Robert Lewandowski kompletnie zaskoczył swojego bramkarza. Po rzucie rożnym wykonywanym przez Stepana Chaloupka piłka odbiła się od barku Polaka i wpadła do siatki gości, dzięki czemu obie ekipy schodziły do szatni przy remisie 2:2.
Z pewnością nie na takiego gola liczył kapitan reprezentacji Polski, którego skuteczność w tym sezonie Ligi Mistrzów pozostawia wiele do życzenia. Przed starciem z czeskim klubem statystyki były nieubłagane: Lewandowski w fazie ligowej obecnej kampanii zagrał z Newcastle (70 min. spędzonych na boisku), Paris Saint-Germain (18 min.), Club Brugge (32 min.), Chelsea (62 min.) i Eintrachtem Frankfurt (66. min). W starciu z Olympiakosem zabrakło go w kadrze meczowej z powodu kontuzji.
Tak Lewandowski uniknął niechlubnego rekordu
W żadnym z wymienionych spotkań 37-latek nie trafił do siatki. Tym samym zanotował serię pięciu meczów z rzędu w Lidze Mistrzów, w których nie potrafił pokonać bramkarza rywali. Tylko raz w historii tych rozgrywek Lewandowski zmagał się z identycznym problemem strzeleckim.
Miało to miejsce w sezonie 2017/18. Wówczas w barwach Bayernu Monachium podczas fazy grupowej nasz rodak miał na koncie łącznie trzy trafienia. Dwa dołożył w pierwszym meczu 1/8 finału z Besiktasem (5:0). A później... coś się zacięło. Od 14 marca aż do 1 maja 2018 roku Robert Lewandowski nie strzelił gola w Lidze Mistrzów. Nie zdobywał bramek w rewanżu z turecką drużyną oraz w dwumeczach przeciwko Sevilli i Realowi Madryt, z którym finalnie Bayern odpadł na etapie półfinału. W każdym z tych spotkań pojawiał się na boisku od pierwszej minuty. Łącznie dało to pięć starć bez gola.
W tym sezonie 37-latek powtórzył ten niezbyt przyjemny wyczyn. Ale zagrożenie było większe, ponieważ w przypadku posuchy w starciu ze Slavią ustanowiłby nowy rekord sześciu meczów z rzędu w Lidze Mistrzów bez zanotowanego trafienia. Na szczęście tak się nie stało, choć łatwo nie było.
W 71. minucie napastnik Barcelony skorzystał z podania Marcusa Rashforda, popisał się przytomnością umysłu w polu karnym i w mocno niepewnej, stykowej sytuacji pokonał Jindricha Stanka, który kiepsko spisywał się między słupkami praskiej ekipy. Tym samym Lewandowski uniknął niechcianej statystyki wstydu, strzelając pierwszego gola w tej kampanii na boiskach Champions League dopiero w szóstym meczu.
To jego 106. bramka w Lidze Mistrzów. W historycznej klasyfikacji strzelców plasuje się na trzecim miejscu. Wyprzedzają go jedynie Lionel Messi (129 goli) i Cristiano Ronaldo (140 goli). Lider kadry Jana Urbana jest trzecim piłkarzem w historii, który przebił barierę stu trafień w tych rozgrywkach. Miejmy nadzieję, że jeszcze bardziej zbliży się do Argentyńczyka.
W ostatniej kolejce fazy ligowej zespół Hansiego Flicka zmierzy się u siebie z FC Kopenhagą. Dla Roberta Lewandowskiego będzie to szansa na kolejne gole, których łącznie w tym sezonie ma 11 po 23 meczach. - Uważam, że bramka samobójcza to nie była jego wina. Jeden z zawodników trącił piłkę, a Robert był za nim i nie miał jak zareagować. Walczył przez 90 minut, dawał z siebie wszystko, utrzymywał piłki, osłaniał je, co było bardzo ważne. Do tego strzelił gola. To właśnie u niego kochamy - podsumował występ Polaka ze Slavią niemiecki trener.














