Kuriozum w Barcelonie. Żąda kar UEFA i FIFA. "Niedopuszczalne"
Lamine Yamal nie zagra już w tym sezonie w barwach FC Barcelona. Wciąż jednak cieszy się ogromnym zainteresowaniem ze strony mediów. I nic w tym dziwnego. Zaskakująca może być jednak jedna z tez, jakie padły w temacie genialnego 18-latka. Jeden z hiszpańskich dziennikarzy domaga się bowiem interwencji oraz kar ze strony FIFA oraz UEFA wymierzonych wobec "Dumy Katalonii". A wszystko przez uraz nastolatka.

Niewinny mecz z Celtą Vigo zakończył się koszmarem dla Barcelony, a przede wszystkim dla Lamine'a Yamala. 18-letni skrzydłowy został w nim bohaterem "Dumy Katalonii" - najpierw wywalczył rzut karny, a potem sam skutecznie wymierzył sprawiedliwość. Na swoje nieszczęście, całą sekwencję zdarzeń okupił urazem, który - jak się okazało - wykluczył go z gry do końca sezonu.
Dokładny termin powrotu nastolatka do treningów pozostaje nieznany. Tak jak to, w jakiej formie przystąpi do mistrzostw świata. Ba, niewykluczone, że nie będzie dostępny do usług selekcjonera Luisa de la Fuente od pierwszego spotkania z Republiką Zielonego Przylądka.
Zaskakujący apel w sprawie Barcelony. Chodzi o Yamala
Do sprawy Lamine'a Yamala odniósł się teraz na łamach katalońskiego dziennika "Sport" Jordi Badia, wychodząc z zaskakującym apelem.
Niech FIFA ukara Barcę
- Uważam, że FIFA, UEFA oraz Hiszpańska Federacja Piłkarska, wraz z prezesem LaLiga, Javierem Tebasem, występującym jako oskarżyciel prywatny, powinny ukarać FC Barcelona za ryzykowanie występu Lamine'a Yamala w barwach reprezentacji Hiszpanii podczas mistrzostw świata w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Meksyku, które rozpoczną się za nieco ponad miesiąc oraz zwrócić się do sądu powszechnego, jeśli uznają, że system sankcji powyższych instytucji nie zapewnia wystarczającej kary, by zapłacić za tę zniewagę, choć uważam, że nie będzie to konieczne - czytamy dalej.
Jordi Badia uważa, że FC Barcelona - podobnie jak inne topowe kluby - nieodpowiednio zarządza siłami i zdrowiem swoich piłkarzy i to samo dotyczy właśnie 18-latka. Zdaniem autora wspomnianego twierdzenia było bowiem jasne, że genialny skrzydłowy przystępuje do końcówki sezonu mocno wyeksploatowany, a Hansi Flick i tak nieustannie na niego stawiał.
- Wystawił go w pierwszym składzie tydzień temu w meczu z Celtą, który praktycznie nie miał znaczenia, a co gorsza, pozwolił mu, tuż po tym, jak otrzymał potężny cios, który skutkował rzutem karnym, samemu wykonać "jedenastkę", co doprowadziło do kontuzji - zarzuca Niemcowi podejmowanie błędnych decyzji dziennikarz "Sportu".
Takie postawienie sprawy brzmi kuriozalnie. Lecz odpowiednie zarządzanie siłami piłkarzy to rzeczywiście temat niezwykle ważny. Zwłaszcza obecnie, w czasach przeładowanego terminarza i dużej intensywności gry, którą mogliśmy podziwiać choćby we wczorajszym półfinale Ligi Mistrzów.












