Koszmarne pudło Lewandowskiego. Nie wierzył. Polak aż złapał się za głowę
FC Barcelona we wtorkowy wieczór na Camp Nou rozgrywała awansem spotkanie 19. kolejki La Liga. Do Katalonii przyjechali piłkarze Atletico Madryt, aby w absolutnym hicie rozgrywek zagrać o bardzo cenne trzy oczka. W pierwszym składzie piąty raz z rzędu znalazł się Robert Lewandowski. Nasz napastnik w 37. minucie w sposób niewiarygodny zmarnował rzut karny, przenosząc piłkę kilka metrów nad poprzeczkę.

FC Barcelona w 14. kolejce hiszpańskiej La Liga wskoczyła na pozycję przeznaczoną dla lidera tabeli rozgrywek. Wszystko to za sprawą trzech zwycięstw z rzędu, w tym czasie z kolei Real Madryt trzykrotnie zremisował. To sprawiło, że doszło do zmiany na szczycie ligowego zestawienia.
Walny udział w tym sukcesie miał Robert Lewandowski, który we wszystkich tych spotkaniach zagrał od początku. W jednych lepiej, w innych gorzej, ale znów wróciliśmy do stanu, gdy "Lewy" jest niezaprzeczalnym piłkarzem pierwszego składu desygnowanego do gry przez Hansiego Flicka.
Fatalne pudło Lewandowskiego. Trudno w to uwierzyć
Mimo tego przed hitowym spotkaniem 19. kolejki La Liga z Atletico Madryt na Camp Nou pojawiały się wątpliwości, czy Lewandowski zagra od pierwszej minuty. Tak się faktycznie stało. Hansi Flick z pewnością liczył na to, że Polak dzięki swojemu doświadczeniu będzie w stanie wykorzystać jedną z sytuacji wykreowanych przez kolegów.
Taka nadarzyła się jeszcze w pierwszej połowie, a dokładnie 37. minucie. Chwilę później w polu karnym Atletico padł Dani Olmo. Sędzia bez zawahania się wskazał na rzut karny. Do piłki ustawionej na 11. metrze od bramki Jana Oblaka podszedł oczywiście Robert Lewandowski, a kibice byli już gotowi do świętowania.
Nic bardziej mylnego. Kapitan reprezentacji Polski wykonał tego karnego w zupełnie innym stylu, niż ten, do którego nas przyzwyczaił. Zmiana sposobu wykonania przyniosła fatalny efekt, bo choć "Lewy" zmylił Oblaka to kopnął kilka metrów nad poprzeczką. Nie pozostało mu nic innego, jak tylko złapać się za głowę. Trudno przypomnieć sobie gorzej wykonanego karnego przez Lewandowskiego.











